Reklama

Początek nowej fascynacji (2)

17/01/2018 11:42
Pozostały mi zatem do wyboru trzy rzeki – Rega, Parsęta wraz z jej dopływem Radwią i Słupia. Teraz wybór był już naprawdę trudny – trzy niemal równorzędne rzeki, w których pojawiały się największe ilości łososi i w których najczęściej – jak dotąd – były łowione te ryby.
Oczywiście największe znaczenie w wyborze rzeki miała dla mnie ilość łososi pojawiających się w niej w okresie wędrówek tarłowych. Niemniej jednak ważne też było, aby rzeka była czytelna, miała urozmaicony charakter i była w jak najmniejszym stopniu podatna na zamarzanie w warunkach zimowych, a także aby wchodzące do niej ryby rozlokowywały się na stosunkowo niewielkim obszarze. Wobec tego, w wyniku skrupulatnych analiz, najkorzystniej wypadała Słupia. Poświęciłem więc tej rzece i wpływającym do niej łososiom wiele dni, złowiłem w niej kilkanaście wspaniałych ryb, z których dwie mają dla mnie szczególne znaczenie. Nie uniknąłem również kilku porażek, mniej czy też bardziej dotkliwych. Wszystko to sprawiło, że godziny spędzone nad Słupią pozwoliły mi przeżyć wyjątkowo barwną i emocjonującą wędkarską przygodę oraz zrealizować młodzieńcze marzenia.
Na pstrągowej wyprawie
Moje pierwsze spotkanie z łososiem było wyjątkowo zaskakujące i zupełnie przypadkowe. Kompletnie nie byłem do niego przygotowany, ponieważ odbyło się ono na pstrągowej wyprawie w drugiej połowie kwietnia, na śródleśnym odcinku Słupi poniżej Włynkowa. Otóż sfrustrowany utrzymującym się niemal dwa miesiące bardzo wysokim stanem wody w dolnej Słupi oraz w związku z tym jej małą dostępnością i wyjątkowo słabymi wynikami moich wędkarskich poczynań, dwa świetne miesiące połowu spływających z tarlisk do morza troci wędrownych i łososi – luty i marzec – musiałem z niemałą dozą goryczy spisać na straty. A kiedy w pierwszym tygodniu kwietnia rzeka wreszcie opadła i oczyściła się, wydawała się pusta. Byłem przekonany, że wielka woda dawno już spędziła wszystkie kelty troci i łososi do morza, a pierwsze wiosenne „srebrniaki” jeszcze z morza do rzeki nie wpłynęły. Zdawał się to potwierdzać przebieg kilku wędkarskich wypraw, w których nie miałem ani wyjścia, ani kontaktu z trocią bądź łososiem.
Postanowiłem zatem wykorzystać ten czas inaczej i dla urozmaicenia wyskoczyć ze znacznie delikatniejszym zestawem spinningowym na tutejsze pstrągi.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości