Rzadko mamy okazję obejrzeć dzieła o sławie światowej. Są one zazwyczaj “zarezerwowane” dla wielkich galerii i muzeów. Dlatego każde odstępstwo od reguły, jest wydarzeniem, na które czekają miłośnicy sztuki.
W Muzeum Mazowieckim odbył się 4 grudnia niecodzienny wernisaż, z udziałem gości z ambasady hiszpańskiej i licznie zgromadzonego płockiego środowiska nauki, kultury i przemysłu (mecenasa wystawy).
Pokazano, będący w posiadaniu Biblioteki im. Zielińskich Towarzystwa Naukowego Płockiego, cykl osiemdziesięciu grafik Fransisco Goi Los Caprichos z roku 1799. Ryciny tej edycji, pochodzące z pierwszego wydania, utrzymane w brązowej, niekiedy szarej tonacji, odbite zostały na papierze żeberkowym, o rozmiarach 295 x 195.Ten unikatowy, wydany za życia autora komplet, trafił do Płocka jako dar rodziny Zielińskich ze Skępego. W 1837 roku zakupione w Hiszpanii grafiki, przywiózł do Polski Józef Feliks Zieliński, uczestnik Powstania listopadowego, kuzyn założyciela płockiej biblioteki naukowej. Wystawa zorganizowana przez Towarzystwo Naukowe Płockie ma na celu upamiętnienie 175 rocznicy śmierci Goi. Z tej okazji wydano również album, zawierający reprodukcje grafik z Kaprysów.
Franciscio de Goya y Lucientes, żyjący w latach 1746-1828, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli przełomu XVIII i XIX wieku. Tworzył w Hiszpanii. W 1799 roku został mianowany pierwszym nadwornym malarzem. Dotknięty ciężką chorobą, która spowodowała trwałą głuchotę, w 1824 roku osiadł w Bordeaux. Jest znany przede wszystkim jako twórca kompozycji o tematyce rodzajowej, portretów, “czarnych malowideł”- cyklu czternastu malowideł ściennych w jego domu w Madrycie ze słynnym “Saturnem pożerającym swe dzieci” (1820-1822), a także obrazów inspirowanych wydarzeniami historycznymi: 3 maja 1808 - Rozstrzelanie powstańców madryckich, Okrucieństwa wojny (1810-1815).
Cykl Los Caprichos ukończony został w roku 1797. Drukiem wydano go dwa lata później. Miał on być na początku, jak mówił Goya (...) jedynie cyklem obrazów gabinetowych, w których mógłbym przedstawić sceny, jakich nie można zawrzeć w pracach zamawianych, gdzie niewielką tylko rolę odegrać może kaprys i wyobraźnia. Przez krytykę został uznany za portret ówczesnego społeczeństwa hiszpańskiego, w którym krytyka wad i niedoskonałości ludzkich przedstawiona jest z dużą dozą humoru i ironii. Pierwszy tytuł dla zbioru grafik, zaproponowany przez Goyę to Sny. W rezultacie jednak cykl otrzymał nazwę Caprichos. Ideę powstania tak niezwykłego i zarazem odważnego cyklu autor wyjaśnił tymi słowami: Autor śni. Jego jedynym zamiarem jest wygnać szkodliwe przesądy powszechnie utrzymywane i uwiecznić tym dziełem “kaprysów” mocne świadectwo prawdy.
Kaprysy przysporzyły autorowi bardzo szybko zarówno wrogów, jak i zwolenników. W rysunkach dopatrywano się karykatur znanych osobistości ówczesnej Hiszpanii, choć autor bronił się przed takimi skojarzeniami. Cykl dzieli się na dwie części. Osiemdziesiąt akwafort przedstawia, oprócz dwóch autoportretów artysty, sytuacje wzięte z codziennego życia osiemnastowiecznej Hiszpanii oraz obrazki fantastyczne, oniryczne wraz z odpowiednim komentarzem Goi. Komentarze, bardzo ironiczne, pokazują prawdę zarówno o elitach społeczeństwa jak i jego nizinach. Obłuda i fałsz, skąpstwo, zabobony, obżarstwo, absurdalny system edukacji zostają wyśmiane. Na akwafortach widzimy pijaków, kobiety i mężczyzn pozbawionych wszelkiej moralności, złoczyńców, dzieci, tłum – typowych, ukazanych w jaskrawym świetle przedstawicieli rozmaitych stanów społecznych.
Oprócz postaci ludzkich na grafikach można znaleźć stwory fantastyczne: czarownice, ludzi z głowami zwierząt, chochliki, wyjęte jak gdyby ze snów autora. Komentarze do niektórych grafik zawierają sentencje wręcz filozoficzne, będące wciąż aktualne. Choćby ten, do akwaforty 77: Taki jest świat: Ludzie kpią z siebie i walczą ze sobą, ten, kto wczoraj grał rolę byka, dziś jest jeźdźcem na arenie. Fortuna kieruje widowiskiem i rozdziela role stosownie do niestałości swych kaprysów, lub: Świat jest maskaradą. Twarz, ubiór i głos, wszystko jest fałszywe. Wszyscy chcą się wydawać takimi, jakimi nie są: wszyscy oszukują i nie znają nawet samych siebie (6).
Grafiki Goi mają w swoich zbiorach muzea w Warszawie i Krakowie. Obecna na wernisażu Renata Bartnik z Muzeum Lubelskiego, autorka wstępu do płockiego albumu grafik Goi uważa, że płocka kolekcja jest najciekawsza artystycznie.
Wernisaż połączono z koncertem muzyki hiszpańskiej w wykonaniu Płockiej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Jacka Bonieckiego, z udziałem solistów: Joanny Kortes (śpiew) i Waldemara Gromolaka (gitara).
(masz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze