Felieton Wiesław Kopeć. Tygodnik Płocki
Tej wojny można się było spodziewać od dawna, ale nawet tak oczywiste znaki jak koncentracja potężnych sił amerykańskich na Bliskim Wschodzie, czytelne pogróżki Izraela pod adresem Iranu, bliski koniec Olimpiady czy ostrzeżenia premiera Tuska przed wyjazdem w tamte strony nie powstrzymały wielu rodaków przed zażywaniem wczasów w rejonie potencjalnego zagrożenia. A gdy już wojna wybuchła i bomby spadły na wiele krajów regionu, zaczął się lament zdesperowanych turystów z powodu niemożności powrotu do kraju i pretensje do rządu o nieorganizowanie zbiorowej ewakuacji na nasz wspólny koszt. No ale gdzie miały rozum te wszystkie bogate, żyjące ponad stan „gwiazdy” i „gwiazdeczki”, celebrytki i celebryci, influencerki i influencerzy, którzy znaleźli się nagle, ku swojemu wielkiemu zdziwieniu, w pułapce, bo nie ma czym wrócić, a jeśli nawet jest, to koszt powrotu sięga astronomicznych kwot (na przykład bilet ze Sri Lanki dla jednej osoby w jedną stronę – 70 tysięcy złotych). No, przynajmniej zobaczą tę odległą dla nas wojnę (na razie) z bliska. A, jeśli wierzyć przekazom, jest na co popatrzeć. Amerykańscy i żydowscy „mesjasze” atakują z „epicką furią” i „rykiem Lwa Judy” „instalacje nuklearne” w Iranie, trafiając jakimś dziwnym zrządzeniem losu w żeńskie szkoły. Co zatem z tej epickości i furii oraz niefrasobliwości atakujących wyniknie dla świata, głowią się przeróżni eksperci, próbując dociec, dlaczego ta wojna, o co ta wojna, jaki może być jej finał i czy nie zamieni się w konflikt globalny, którego odprysków doświadczymy wszyscy. Na razie nie ma jednoznacznych odpowiedzi na żadne z tych pytań.
Natomiast jest w naszym kraju wielu wrażliwych ludzi, którzy całą swą wiedzę o Iranie i sympatię dla tego kraju wywodzą ze wspomnień o II wojnie światowej i pomocy, jaką Persowie okazali Polakom ewakuującym się ze Związku Radzieckiego wraz z generałem Andersem. Ale współczesny Iran to od 40 lat zupełnie inny kraj, który trudno chyba darzyć sympatią. Teokratyczna dyktatura fanatyków religijnych nazywających siebie Strażnikami Rewolucji nie wzbudza zaufania ani postronnych obserwatorów, ani znacznej części mieszkańców tego rozległego kraju, stąd próba obalenia zbrodniczego reżimu, wobec faktu, że żadne inne metody perswazji nie powiodły się, wydaje się w pełni zrozumiała i uzasadniona. I na tym przekonaniu buduje się u nas nastroje, które mają zjednać rządowi poparcie społeczeństwa dla stanięcia po stronie ryczących lwów przeciw narodowi, który okazał nam tyle dobra w czasie ostatniej światowej wojny (czy rzeczywiście ostatniej?).
Niestety, to poparcie słabnie, kiedy uświadomimy sobie, do jakiego zła doprowadził „Ryk Lwa Judy” w Strefie Gazy i z jaką obojętnością patrzą na te zbrodnicze poczynania współczesnych nazistów i do tego samego zachęcają nas żydolubne środowiska w naszym i nie tylko w naszym kraju, także w otoczeniu kościelnym. Obrzydliwości, jakich dopuszcza się zbrodniczy Izrael na Palestyńczykach, realizując z bezwzględnością swoje mesjanistyczne cele z pomocą „Mesjasza” zza Oceanu, budzą grozę i studzą jednoznaczny zapał dla poparcia wojny z Iranem. I wielu rodaków wolałoby, aby nasz rząd trzymał się w naszym imieniu jak najdalej od tego konfliktu. Niech psychopaci religijni z obu stron biorą się za łby na własną odpowiedzialność. My zaś powinniśmy co najwyżej próbować studzić w nich furię do zgotowania światu Armagedonu, szczególnie tego nuklearnego, do którego zdają się przeć fanatyczne środowiska religijne w różnych częściach świata, zapowiadające budowę Trzeciej Świątyni i nadejście „Mesjasza”, który, co tu mówić, z naszej perspektywy będzie nikim innym, tylko Antychrystem.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze