Rewolucja francuska, jak wiadomo, zaczęła się w roku 1789, ale nie skończyła się nigdy. Miała, owszem, różne trudniejsze momenty, jakieś nieporadne próby restauracji monarchii, ale ostatecznie zwyciężyły ideały republikańskie. Ich tryumf najbardziej widoczny stał się w naszych czasach, kiedy to ideały wolności, równości i braterstwa uczyniły z Francji wzorcowe państwo świeckie, w którym każdy może sobie robić, co chce, i wierzyć w co chce (najczęściej w „nic”), wszyscy są równi (małżeństwa tradycyjne i małżeństwa homo niczym się od siebie nie różnią, a aborcja jest konstytucyjnym prawem wszystkich Francuzek), a poza tym „wszyscy ludzie są braćmi” (co zresztą optymistycznie proklamuje także hymn Unii Europejskiej oraz zmodernizowany papież Kościoła katolickiego sprzyjający rewolucji). Rewolucjonistom francuskim udało się zaszczepić te ideały Francuzom dzięki zwycięstwu odniesionemu właśnie nad Kościołem. W tym zwycięstwie pomógł w stopniu decydującym służący braterstwu „program migracyjny”, który rewolucjoniści zaaplikowali społeczeństwu francuskiemu po II wojnie światowej w celu „podmiany” rdzennej ludności europejskiej o wykrystalizowanej tożsamości narodowej i religijnej na ludność mieszaną o wielu tożsamościach.
Powstała w wyniku tego eksperymentu mieszanka wybuchowa. Zamiast spodziewanych efektów humanistycznych w postaci miłości, tolerancji, multikulturowego braterstwa narodziły się „przedmieścia”, a w nich nienawiść wobec Francji (mówią o tym filmy francuskie – „Nienawiść” z roku 1995 oraz „Imigranci” z roku 2015). Z jakichś powodów, niezrozumiałych dla humanistycznych rewolucjonistów, przybysze z innej kultury, cywilizacji i religii, mimo tak wielu wabików, zachęt, przynęt w postaci ambitnych programów socjalnych, nie chcą się integrować z kulturą i cywilizacją francuską (religię w międzyczasie pogrzebano). Efekty są takie, że życiem rdzennych Francuzów zaczął rządzić strach. Do stref imigranckich (kontrolowane przez gangi strefy „no-go”) ze strachu nie wchodzą nawet policjanci, ale strefy te same rozlewają się na inne dzielnice, siejąc grozę. Kogo nie stać na bombę, ten użyje noża. Każdy chce coś dobrego zrobić dla „rewolucji”, której celem jest przejęcie Francji przez… sami Państwo wiecie kogo. Ze strachu przed spełnieniem się tego scenariusza bierze się sukces Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, córki króla francuskiej prawicy narodowej Jean-Marie Le Pena, który bezskutecznie ostrzegał Francuzów przez ostatnie pół wieku przed tym, co spełnia się teraz.
Nikt nie słuchał Le Pena. Liberalna lewica z rewolucyjnym hurraoptymizmem wcielała w życie swój multikulturowy projekt, zohydzając francuzom Front Narodowy (u nas robi to jeszcze środowisko skupione wokół „Gazety Wyborczej”, czasem posiłkując się głosem francuskich postępowych „politolożek”). Dziś ten Front przez bardzo wielu Francuzów postrzegany jest jako ostatnia deska ratunku dla Francji. Jest jednak za późno. Marine Le Pen nie pomoże, sprawy zaszły za daleko. Dlaczego jednak o tym wszystkim pisać u nas? Z prostego powodu. Nam rewolucję multikulturową właśnie zaczynają aplikować na żądanie władz Unii Europejskiej nasze władze na nasze własne życzenie (władze te zostały przez nas samych i tylko przez nas legitymizowane, także przez nieobecnych na wyborach). Francuzi się wybudzają z letargu w sytuacji beznadziejnej, my w letarg popadamy hipnotyzowani głosem politolożek, aktywistek i ekspertek. Nikt nie słucha głosu rozsądku, jaki jeszcze tu i tam (głównie w tzw. mediach społecznościowych w Internecie, bo nie w „wolnych mediach”) można usłyszeć. Polacy, myślący głównie o sobie i o wygodzie życia teraźniejszego, w większości chętnie wybierają dziś właśnie ubogacaczy kulturowych. Za mało jest jeszcze u nas nieszczęść, byśmy nie pozwolili stanowczym sprzeciwem na ubogacenie kulturowe. Myślenie perspektywiczne o losie naszych dzieci i wnuków jeszcze jest nam obce (zbyt mocno tkwimy w okowach poprawnej politycznie propagandy). Być może każdy musi przez to piekło przejść sam, by wyciągnąć z niego właściwą lekcję. Rozpaczliwe francuskie ostrzeżenie na razie pozostaje bezskuteczne.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze