Reklama

Płock. Felieton - Jerzy Ogonowski. Odrobina polityki na lato

Na początek Ameryka, choć i u nas globalne ocieplenie daje znać o sobie i temperatura sporów politycznych wysoka jak rzadko o tej porze roku. Nie jestem historykiem i nie potrafię powiedzieć, czy kiedykolwiek u naszego najważniejszego sojusznika doszło do wymiany kandydata na najwyższy urząd w państwie tuż przed finiszową prostą. W każdym razie dokąd sięgam pamięcią, a mam już swoje lata, nic takiego się nie zdarzyło. Toteż trudno zabawiać się we wróżkę i próbować odpowiedzi na pytanie, jak się to skończy? Na ile Amerykanie kierują się w swoich wyborach sympatiami partyjnymi, a na ile walorami osobistymi kandydata? Jeśli wierzyć sondażom (a po rodzimym serialu wyborczym jest to raczej trudne), trzeba wskazać wariant pierwszy. W  badaniach tuż po rezygnacji urzędującego prezydenta z wyścigu wyborczego i przejęciu pałeczki przez „wiceprezydentkę”, korekta notowań kandydatów ogranicza się do jednego – dwóch punktów procentowych. 

Zatem na dziś żaden odpowiedzialny komentator nie odważy się jednoznacznie wskazać zwycięzcę listopadowych wyborów. Patrząc od strony psychologii wyborczej, można stwierdzić, że rezygnacja urzędującego prezydenta „przykryła” zamach na jego poprzednika. I wracając do pytania zadanego powyżej, można stwierdzić, że nic w tym dziwnego. Zamachów na prezydentów Stanów Zjednoczonych było w przeszłości pięć, w tym cztery skuteczne, na pretendentów do roli głowy państwa też się zdarzały, ale rezygnacja głównego kandydata jednej z dwóch wiodący sił politycznych? Może ktoś z Szanownych Czytelników ma jakąś wiedzę „w tym temacie”, ale jestem skłonny twierdzić, że takiego „numeru” swoim wyborcom i partyjnym towarzyszom jeszcze żaden polityk w Ameryce nie „wykręcił”. 

Reklama

Można te rozważania podsumować stwierdzeniem, że trudno o większego pechowca niż republikański kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Nie dość, że przeżył koszmarne zdarzenie, którego omal nie przypłacił życiem, to może się okazać, że nie tylko nie przybliżyło go to do zwycięstwa w wyborach, jak się początkowo wydawało, ale przeciwnie – pozwoliło demokratom na wymianę polityka, który w tym momencie był gwarantem porażki  na kandydatkę, która ma realne szanse na sukces. Czy wygra? Cóż, w naszym pięknym kraju już taki „numer” oglądaliśmy, choć w znacznie mniej dramatycznych okolicznościach. Kandydat podstawiony w miejsce partyjnej koleżanki wyborów nie wygrał, ale uratował partię przed kompromitacją…

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości