Znak zapytania uzasadniony, bo czasy mamy, delikatnie mówiąc, nietypowe. Kiedyś salwa z dział jednego pancernika była sygnałem do rozpoczęcia najbardziej krwawej wojny w dziejach ludzkości, wcześniej do wywołania konfliktu na skalę światową wystarczyły dwa strzały z pistoletu, a dziś uderzenie w terytorium innego państwa trzystu ładunków przenoszonych przez rakiety i drony (co prawda prawie w komplecie unieszkodliwionych przez systemy obronne napadniętego) kończy się… Póki co nie wiadomo czym. Wojną na pełną skalę? Kolejnym uderzeniem odwetowym w jakiś obiekt cywilny lub wojskowy? Odpowiedzią na poziomie dyplomacji? Oburzeniem w mediach światowych? Protestami pod ambasadami agresora? A jeśli tak, to którego? A może obu?
Być może kiedy ten tekst dotrze do Szanownych Czytelników, odpowiedź będzie znana, toteż darujmy sobie wróżenie z fusów. Ważniejsze jest bowiem, co z tego incydentu może wyniknąć dla nas? Po pierwsze czy potrafimy sobie wyobrazić atak w podobnej skali na terytorium naszego pięknego kraju? Atak pewno tak, ale reakcję naszej „najsilniejszej armii lądowej w Europie in spe”? Możemy się tylko domyślać i nie będą to wizje optymistyczne. Przecież mieliśmy już przypadki „niezapowiedzianych wizyt gości” zza wschodniej granicy. Jedna skończyła się nawet ofiarami śmiertelnymi. I co na to nasza obrona powietrzna? Cóż, gdyby otrzymała na czas informacje… Gdyby pewna pani wybrała się na grzyby w odpowiednim momencie… Gdyby jakiś generał w porę uprzedził właściwego ministra… Gdyby mieszkańcy przygranicznych wiosek w porę donieśli komu trzeba o dziwnych śmigłowcach latających nad ich głowami… Gdyby jakieś urządzenia do tego przeznaczone zasygnalizowały, że obca rakieta zbliża się do naszej granicy zanim ją przekroczyła… To co?
Obawiam się, że prawda jest brutalna. Nie mamy systemu obrony powietrznej o skuteczności choćby trochę przypominjącej ten, którym dysponuje Izrael i jego sojusznicy. Ani do wczesnego wykrywania zagrożeń, ani do skutecznej odpowiedzi na nie. Owszem, mamy mieć… Na razie trzeba z niepokojem śledzić, jakie konsekwencje dla naszego regionu wynikną z bliskowschodniego incydentu. A mogą być nader nieciekawe. Jeśli dojdzie do konfliktu izraelsko – irańskiego na pełną skalę, Ameryka z pewnością skupi uwagę na wsparciu swojego najważniejszego sojusznika w tym regionie. Oczywiście kosztem regionu naszego, z Ukrainą na czele…
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze