Reklama

Pamiętać o Średniowieczu i pamiętać o teraz

04/04/2007 13:20
Tegoroczny Festiwal Muzyki Jednogłosowej potwierdził, że ciężar gatunkowy imprezy nie pozwala jej porównać z żadnym innym cyklicznym wydarzeniem w Płocku. A występy wykonawców z najwyższej światowej półki windują Festiwal na poziom najważniejszych koncertów muzyki dawnej w kraju.
W dniach 23-25 marca – czyli tak jak co roku, na dwa tygodnie przed Wielkanocą – w płockiej katedrze odbyły się trzy koncerty i po raz kolejny każdy z nich ukazał całkiem inną twarz Średniowiecza: piątkowy występ dziewczęcego chóru Voci Unite z Łomży – twarz przejmująco surową i skupioną, sobotni występ francuskiej grupy Discantus – twarz pełną łagodnego, lirycznego piękna, zaś niedzielny występ zespołu Estampie – twarz zadziorną, o południowych rysach, odważnie patrzącą w przyszłość. Z góry wiadomo było, że Discantus to największa gwiazda tegorocznego Festiwalu (co bardziej wtajemniczeni widzowie znali albumy grupy albo jej koncerty w Polsce), i tym większa chwała organizatorom, że z takim wyczuciem dobrali pozostałych wykonawców, dzięki czemu festiwalowe koncerty zyskały dramaturgię i złożyły się na trójwymiarowy portret epoki.
W piątek wystąpił łomżyński chór Voci Unite złożony z kilkunastoletnich dziewcząt, kierowany przez zapaloną nauczycielkę muzyki Katarzynę Szmitko (zespół ma na koncie sporo sukcesów: wygrane festiwale, występ w Polskim Radiu, współpracę z cenionymi wykonawcami muzyki dawnej, m.in. z Bornus Consort). Śpiewanie muzyki dawnej grupa uzupełnia częstym kontaktem ze śpiewakami ludowymi (np. na Kurpiach), co ma wpływ na jej specyficznie szorstkie, ale przez to niezwykle naturalne brzmienie, w którym tradycja łacińska spotyka się z lokalną. Na program koncertu Voci Unite złożyły się pieśni pasyjne ze średniowiecznych misteriów Męki Pańskiej, a chór przeplatał śpiewy łacińskie z tradycyjnymi polskimi pieśniami na Wielki Post.
Sobotni koncert grupy Discantus zamienił pasyjny dramatyzm w wyciszenie, pełne miękkich wokalnych harmonii. Szefową siedmioosobowej kobiecej grupy jest wspaniała Brigitte Lesne, niegdyś współzałożycielka znanego zespołu Alla Francesca (nagrała z nim kilkanaście płyt), uznawana za jeden z największych autorytetów w dziedzinie interpretacji muzyki dawnej. Każda z pań śpiewających w Discantus ma własne doświadczenia w muzyce – od operowej po popularną – dzięki czemu występy grupy łączą perfekcyjną harmonizację głosów (procentuje ogromne doświadczenie szefowej) z urozmaiceniem brzmienia i stylu śpiewania. Discantus wykonał utwory ze swojej ostatniej płyty „Universi Populi”, zawierające średniowieczne i renesansowe śpiewy łacińskie z Czech, które były przechowywane w klasztorze św. Jerzego w Pradze. Jasny, przejrzysty śpiew grupy momentami oddalał się od czystej monodii, a wrażenie dyskretnej polifonizacji wzmacniało użycie ręcznych dzwonów różnej wielkości (więc i tonacji), które powtarzały fragmenty utworów jak podążające za nimi cienie. Ars antiqua przechodziła w ars nova, ta z kolei wychylała się w renesans: czas sprzed stuleci nie stał na koncercie Discantus w miejscu, tylko łagodnie płynął.
Występująca w niedzielę czteroosobowa grupa Estampie, kierowana przez Michaela Poppa, jeszcze śmielej wykracza poza średniowieczną stylistykę i łączy ją z elementami muzyki folk oraz brzmieniem New Age. W dodatku – w ramach projektu „An Andaluz”, który muzycy wykonali w katedrze – zespół sięgnął po utwory z terenu XII i XIII-wiecznej Hiszpanii, gdzie współistniały ze sobą trzy najważniejsze kultury Średniowiecza: muzułmańska, chrześcijańska i żydowska (pod rządami słynnego króla Alfonsa X Mądrego, który był nie tylko wybitnym władcą, ale i niepospolitym artystą, twórcą m.in. cyklu popularnych „Cantigas”). Bogato zinstrumentalizowane utwory grupy (m.in. flety, lutnia, tar, ud, lira korbowa) były śpiewane przez dwie wokalistki, dobrane kontrastowo, nie tylko brzmieniem głosu, ale i odpowiadającym mu wyglądem (chłodna uroda Północy plus gorący wdzięk Południa). Z kolei swoboda w wykorzystania instrumentów Wschodu i Zachodu pozwoliły zapleść obie tradycje muzyczne w całość tyleż przekonującą, co skuteczną jako metafora kulturowego przenikania się i wzajemnej inspiracji.
Trzy dni Festiwalu płynęły zatem każdy w swoją stronę, a każdy z trzech koncertów pozwalał spojrzeć na muzykę Średniowiecza pod innym kątem, z innej perspektywy. Natomiast nieodmiennie wspólne było silne osadzenie tych utworów w sferze religijnej, nie tylko sakralnej, ale w ogóle duchowej – jakby miały być tylko pośrednikiem między duszą a Bogiem. Dziś, kiedy coraz trudniej i o jedno, i o drugie, widać jeszcze inny sens słów św. Augustyna: śpiewać to przypominać sobie. Bo pamięć niekoniecznie musi być zwrócona wstecz. Dzięki muzyce można przypominać sobie, kim byliśmy, ale można też przypominać sobie, kim jesteśmy.
Maciej Woźniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości