Wszyscy płocczanie znają zakład fotograficzny w Nowym Rynku, gdzie Jerzy Maślankowski przez ponad pół wieku fotografował całe pokolenia. Ale mało kto wie, że sfotografował też rura po rurze całą Petrochemię. Dyrektor pytał później fotografa – Czym nas jeszcze zadziwisz panie Maślankowski? Wtedy skromnie uśmiechał się pod nosem i dalej robił swoje. W latach 60., gdy technika była jeszcze hen daleko od polskich granic, wyczyniał prawdziwe fotograficzne cuda. Jerzy Maślankowski podczas rozmów z „TP” opowiadał, że przygodę z fotografią rozpoczął, odwiedzając swoją przyszłą żonę – Hannę, córkę Wacława Żabowskiego, który przy ulicy Kościuszki 4 miał zakład fotograficzny. Przyszły teść nieraz mu mówił: – Z robienia zdjęć można mieć niezły chleb. Jak skończysz szkołę, to będziesz mógł się u mnie uczyć zawodu. Początkowo Jerzy – jeden z dziewięciorga dzieci szewca Maślankowskiego z Synagogalnej nie bardzo w to wierzył. Potem jednak w 1951 roku wziął ślub z panną Żabowską, która miała już tytuł czeladnika fotografii i sam zaczął stawiać pierwsze kroki w zawodzie. Przez 10 lat wiele nauczył się od Jana Rakowskiego. Często szukał czegoś innego niż praca w atelier. Od 1961 roku, pracując w „Petrobudowie”, dostarczał materiał zdjęciowy do kroniki powstawania kombinatu i rozbudowy miasta. Zdjęcia ukazywały się w „Petro-Echu”. Jako fotoreporter był niezastąpiony. Pewnego ranka przyjechał z wizytą do Płocka minister budownictwa byłego NRD. Już po południu Jerzy Maślankowski wręczał mu album z pobytu. – Gdybym był tutaj po raz drugi, pomyślałbym, że to są zdjęcia z poprzedniej wizyty – stwierdził zdumiony minister. Z kolei, kiedy w Petrochemii oddawana była pierwsza instalacja, zaproszony został do Płocka Władysław Gomułka. Po spotkaniu w kinie „Przedwiośnie” na holu, zebrani oglądali porozwieszane na planszach pierwsze migawki z tego dnia. Nie było wtedy zdobyczy dzisiejszej techniki. Choć gdyby nie pomoc żony, takie cuda z pewnością nie miałyby miejsca. Państwo Maślankowscy w 1968 roku jako jedni z pierwszych otworzyli zakład fotograficzny w pawilonach w Nowym Rynku. Marzyli, by także ich dzieci Grzegorz i Regina zawodowo zajmowały się fotografią. Po latach okazało się, że nawet i wnuki w tej profesji widzą swój sposób na życie. Jerzy Maślankowski zasiadał w Samorządzie Rzemiosła Polskiego, przewodniczył komisji egzaminacyjnej w zawodzie fotografa w Międzywojewódzkiej Izbie Rzemieślniczej, stał też na czele Komisji Branżowej Fotografów Związku Rzemiosła Polskiego. Za swoją często społeczną pracę otrzymał wszystkie rzemieślnicze odznaczenia, a także medale za zasługi dla kultury województwa płockiego i Petrochemii. Swój kunszt prezentował na wystawach. Pokazał m.in. wizytę Ojca Świętego w Płocku. Na IX Biennale Plakatu Fotograficznego za zdjęcie pt. „Kto za ile” zdobył II miejsce. Choć w wieku 79 lat odszedł nestor płockiego fotoklanu to nadal tradycję kontynuować będzie rodzina. W ostatniej rozmowie z „TP” Jerzy Maślankowski z sentymentem wspominał czasy przedwojenne, kiedy do zakładu przychodziły uwiecznić się dla potomności elegancko ubrane rodziny, a zdjęcia wychodziły takie, że do dziś zapierają niejednemu fotografowi dech w piersiach. Dziś z równym sentymentem będą go za to wspominać współcześni płocczanie, których przez przeszło pół wieku uwieczniał na fotografiach podczas ślubów, chrztów i innych okazji. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze