Osiedla w centrum miasta. Coraz szybciej zapada tu zmrok. W szary osiedlowy pejzaż wtapiają się grupy wyrostków przechadzający się po swoim kwadracie. Palą papierosy, piją tanie wina. Na to wszystko potrzeba dzień w dzień kasy... Bezczelnie okradają więc najsłabszych. Samotne babcie wracające ze sklepów, kościołów, spacerów, nie mają najmniejszych szans. Czy aby na pewno...- No na miłość boską tak dłużej nie może być - 65–letnia Hanna J. jest bardzo wzburzona. – Mieszkam od trzydziestu lat w tym bloku, już może nie wiele mi pozostało życia, ale nie chcę go spędzić zamknięta w domu. Powód jest prozaiczny. Najpierw sąsiadce z bloku obok grupa małolatów zerwała z szyi złoty łańcuszek. – To był zwykły łańcuszek z krzyżykiem, tyle że trochę dłuższy. Może za bardzo rzucał się w oczy – zastanawia się pani Maria N., nerwowo pocierając szyję. Zdarzenie mocno zapadło jej w pamięć, sprawcy znacznie mniej. – Oni wszyscy chodzą jednakowo ubrani. Dżinsy, czarne kurtki, ogolone głowy – jej opis może pasować do wielu. Niedługo potem pani Krystyna Z. wracała z kościoła. Dwóch dzieciaków w naciągniętych na głowę kapturach podbiegło do niej od tyłu. Jeden pchnął ją na żywopłot, a drugi błyskawicznie wyrwał torebkę. - A co ja tam miałam? Chusteczkę do nosa, książeczkę do nabożeństwa i pastylki miętowe. Pieniędzy nie, bo mi ich ciągle brakuje. Renta ledwie czterysta złotych, na niewiele starcza. Tylko kluczy mi szkoda. Teraz muszę zmieniać zamki, żeby chronić moje całe bogactwo. Stary telewizor, kota i bieliźniarkę pełną prześcieradeł i obrusów – w oczach pani Krystyny szklą się łzy. Jest sama. Jest chora na serce. Długo odchorowywała ten napad. Nie chcę umierać za 10 zł. Wieści o zdarzeniach szybko rozeszły się po osiedlu. Kobiety zaczęły głośno rozprawiać o tym na ławkach. – Dlaczego my? Przecież nie jesteśmy bogate. Psychoza strachu nasiliła się po ostatnich zajściach na ulicy Rembielińskiego, gdy dla kilku groszy małolaci zabili kobietę. Przestały więc wychodzić z domów, w obawie, że może spotkać ich podobny los. Żyć jednak jakoś trzeba. - Mam dobry widok z okna. Wiem, o której ta banda zazwyczaj się schodzi tu za garażami. Bywa, że spotykają się już o dziesiątej. Ja tam już jednak o szóstej nie mogę spać, więc biegnę do naszego osiedlowego sklepu, by zrobić podstawowe zakupy. Po 16-tej, gdy zapada zmrok, nie ruszam się z domu - przekonuje pani Krysia. Bardziej zestresowana sytuacją jest pani Maria. - Nie chcę umierać za 10 złotych na środku ulicy. Jednak nie ma mnie kto obronić. Mąż umarł pięć lat temu. Dzieci pozakładały rodziny w Warszawie i Gdańsku. Wiele staruszek tak właśnie myśli. Nawet nie zamierza szukać pomocy w policji! - A co oni nam poradzą? Wyłapią wszystkich? Nie! A jeśli nawet, to będziemy się jeszcze bardziej bać. Nie mamy gwarancji, że koledzy złapanego rabusia nie zemszczą się na nas. Nie potrzebne nam wybite szyby w oknach. Nie chcemy też dostać kamieniem w głowę – przekrzykują się kobiety. Babcia za barykadą Czy taka sytuacja doprowadzi do dobrowolnego barykadowania się kobiet w mieszkaniach? Na pewno nie. Postanowiły bowiem połączyć swoje siły. - Teraz sąsiedzi nie żyją ze sobą tak blisko, jak kiedyś. Nie ma tej prawie rodzinnej więzi, bezinteresownego pilnowania cudzych dzieci, pożyczania szklanki cukru. Każdy żyje swoim życiem i nikogo nie interesuje, co się dzieje za ścianą. Choćby tam obok mury pękały, wszyscy udają, że nikt nic nie słyszał. Kto więc ulituje się nad biedną babcią? Jeśli same sobie nie pomożemy, nikt nam nie pomoże – tłumaczy Hanna J., która postanowiła zebrać starsze panie w jedną zorganizowaną grupę. Kobiety w większości nadal siedzą w domach, ale zza firanek czynnie obserwują życie na podwórku. – Nie boimy się chłopców z naszych podwórek – twierdzą - bo bardziej agresywni i bezczelni są, ci z osiedli za naszą ulicą. Kobiety ustaliły już, że przychodzą gromadą, zawsze od strony garaży. Same wychodzą z domu tylko wczesnym rankiem i tylko do pobliskich sklepów. - Musimy jednak robić większe zakupy na mieście i wtedy chodzimy większymi grupami. Są trzy panie z naszego bloku i cztery z sąsiedniego. Zawsze znajdą się chętne. Umawiamy się o jednej godzinie i ruszamy w drogę. Zdrowie ważniejsze niż szyba Razem łatwiej jest nieść ciężkie siatki, doradzić sobie w sklepie. - Poza tym co trzy, to nie jedna. Jesteśmy groźniejsze. Nie wszystkie na raz paraliżuje strach. W razie potrzeby możemy krzyczeć i bardziej zwracać na siebie uwagę – podnoszą się kobiety na duchu, dla których ważne jest również to, że znów mogą regularnie chodzić na wieczorne msze do odległej Katedry. - Staramy się jednak nie chodzić blisko garaży na naszym osiedlu i omijać miejsca niebezpieczne. Co jednak zapisane jest w niebie, to nas nie ominie, choć z drugiej strony strzeżonego Pan Bóg strzeże – tłumaczą. Dlatego też nie tylko chodzą w grupach, ale także te, które zostają w domu, z okien mieszkań obserwują uliczki. – Jeśli zobaczymy coś niepokojącego, zawsze można w ostateczności zadzwonić po policję. Zdrowie koleżanek jest w końcu ważniejsze niż szyba – komentują starsze panie, które strach zmobilizował do działania i do wzajemnej zorganizowanej ochrony. Słaba płeć a jednak najsilniejsza... Elwira Bielska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze