Tak burzliwego zakończenia roku w sporcie dawno nie było. W każdym razie ja sobie nie przypominam, a do młodzieży się raczej nie zaliczam. Chyba, że duchem… A że rzecz dotyczy dwóch dyscyplin, które w naszym pięknym kraju mają status narodowych, trudno przejść do porządku dziennego nad faktami, o których poniżej.
Po pierwsze, rejterada selekcjonera piłkarskiej reprezentacji na trzy miesiące przed barażami o Mundial w Katarze. Cóż, obcokrajowiec! Nie zna staropolskiego przysłowia: nawarzyłeś piwa, to go wypij. W ojczyźnie zbiega, bo tak trzeba nazwać zachowanie tego pana, druga część zdania brzmi zapewne inaczej. Na przykład: konsumpcję zostaw następcy. Zostawił i teraz kibic w kraju nad Wisłą ma o czym dyskutować przy Sylwestrowym stole. Kto nim będzie? Centrala futbolowa ogłosiła, że odpowiedź poznamy dziewiętnastego stycznia. Dobrze, w razie potrzeby mogę „grzać temat” jeszcze przez dwa felietony.
Giełda nazwisk ruszyła. Na razie lista jest krótka: cztery polskie i jedno zagraniczne. Chyba bez szans. Do fachowców zza granicy jakoś nie mamy szczęścia. Było ich dwóch i żaden nic wielkiego nie osiągnął. I trudno się dziwić. Pierwszy najlepsze lata miał dawno za sobą, a i te w sukcesy raczej nie obrodziły. Przynajmniej w reprezentacyjnym wydaniu. Drugi za sobą miał czystą kartę. To czego tu oczekiwać? Robota trenera reprezentacji to nie sanatorium ani praktyki studenckie. Tu trzeba fachowca w najwyższej formie! Dlatego zagranicznego bym od razu skreślił. Nie dość, że leciwy, to jeszcze Holender (czy Niderlandczyk, jak kto woli). Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki… A z krajowych? Naturalne wydaje się w obecnej sytuacji naprawienie błędu, za jaki powszechnie uważa się odwołanie poprzednika upadłego meteoru. Tym bardziej, że nowej roboty nie podjął, czyli jest do wzięcia… Kurs na „świeżaka” jest chyba zbyt ryzykowny. Nie ma czasu na naukę…
Nie mniejszy ból głowy mają kibice skoków narciarskich, drugiej dyscypliny narodowej (trzecia, siatkówka dołożyła swoje trzy grosze przed kilkoma miesiącami). Zachodzimy w głowę, co też nasze gwiazdy wyprawiają na skoczni? Najstarsi górale nie pamiętają takich „popisów” biało – czerwonych. Nawet w czasach przed Małyszem tak źle nie było. Przynajmniej tak mi się dziś wydaje… Jak to możliwe? I jak jest możliwe to, że nikt nie wie, jak to możliwe? Nie wiedzą zawodnicy, nie wie trener… Ba, nie wie też Adam Małysz ani Apoloniusz Tajner! To co ma myśleć „zwykły Polak” siedzący przed telewizorem? Jeśli pominąć magiczne wyjaśnienie, że to jakaś kara za „przeprowadzkę” skoków z telewizji prawomyślnej do lewomyślnej, to… Przecież nie jest możliwe, że tacy mistrzowie w swoim fachu jak Stoch, Kubacki czy Żyła nagle zapomnieli, jak się skacze na nartach! Wszyscy? To są mistrzowie świata, medaliści olimpijscy, wielokrotnie goszczący na podium najważniejszych imprez, w tym na najwyższym stopniu! O co tu chodzi?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze