[caption id="attachment_22493" align="alignleft" width="300" caption="fot. Piotr Chudzyński"]
[/caption]
Kończy się karnawał. Obecnie dla większości z nas różnica między nim, a nadchodzącym postem jest doprawdy subtelna. Jednak kiedyś bywało inaczej. Karnawał rozpoczynał okres powszechnej zabawy. Na wsiach były to często kuligi, zaś w dużych miastach bale, ewentualnie herbatki. Zabawy te wbrew pozorom miały też swój pozarozrywkowy cel. Dawały bowiem możliwość zawierania nowych znajomości, korzystnych przy prowadzeniu interesów, oraz kojarzeniu małżeństw. Odpowiednio wyedukowanej i gotowej do małżeństwa pannie, zapobiegliwi rodzice wyprawiali w stolicy bal, na który zapraszali mnóstwo gości. Jeśli panna znalazła męża podczas pierwszego balu to majątek rodziców pozostawał niezagrożony. Natomiast brak powodzenia córki, mógł wróżyć niemałe finansowe kłopoty, gdyż musiał się wiązać z koniecznością wydawania kolejnych przyjęć. Istniała nawet obiegowa opinia, że dla córy piętnastoletniej wydaje się jeden bal, trzy dla dwudziestoletniej i sześć dla dwudziestopięcioletniej. Cóż z tego wynika? Męski gust jest niezmienny od lat. Wiek kobiety pozostaje główną i najważniejszą cechą przyciągającą panów. Można cieszyć się, że przynajmniej kryteria powodzenia u płci przeciwnej są precyzyjnie określone (ona młoda, on bogaty – zasada stara jak gatunek ludzki). Równie precyzyjnie określone są słodycze na ostatnie chwile karnawału, i są to: faworki, róże karnawałowe, bądź ewentualnie pączki (jeśli nie przejadły nam się po tłustym czwartku).
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze