Reklama

Niech żyje bal

21/02/2012 08:56



[caption id="attachment_22493" align="alignleft" width="300" caption="fot. Piotr Chudzyński"][/caption]

Kończy się karnawał. Obecnie dla większości z nas różnica między nim, a nadchodzącym postem jest doprawdy subtelna. Jednak kiedyś bywało inaczej. Karnawał rozpoczynał okres powszechnej zabawy. Na wsiach były to często kuligi, zaś w dużych miastach bale, ewentualnie herbatki. Zabawy te wbrew pozorom miały też swój pozarozrywkowy cel. Dawały bowiem możliwość zawierania nowych znajomości, korzystnych przy prowadzeniu interesów, oraz kojarzeniu małżeństw. Odpowiednio wyedukowanej i gotowej do małżeństwa pannie, zapobiegliwi rodzice wyprawiali w stolicy bal, na który zapraszali mnóstwo gości. Jeśli panna znalazła męża podczas pierwszego balu to majątek rodziców pozostawał niezagrożony. Natomiast brak powodzenia córki, mógł wróżyć niemałe finansowe kłopoty, gdyż musiał się wiązać z koniecznością wydawania kolejnych przyjęć. Istniała nawet obiegowa opinia, że dla córy piętnastoletniej wydaje się jeden bal, trzy dla dwudziestoletniej i sześć dla dwudziestopięcioletniej. Cóż z tego wynika? Męski gust jest niezmienny od lat. Wiek kobiety pozostaje główną i najważniejszą cechą przyciągającą panów. Można cieszyć się, że przynajmniej kryteria powodzenia u płci przeciwnej są precyzyjnie określone (ona młoda, on bogaty – zasada stara jak gatunek ludzki). Równie precyzyjnie określone są słodycze na ostatnie chwile karnawału, i są to: faworki, róże karnawałowe, bądź ewentualnie pączki (jeśli nie przejadły nam się po tłustym czwartku).


Róże karnawałowe

Skład:

250 g mąki;
6 żółtek;
2 łyżki masła;
3 łyżki gęstej śmietany;
2 łyżki cukru pudru;
1 łyżka spirytusu;
szczypta soli;
1 białko do smarowania;
cukier puder do posypania;
tłuszcz do smażenia;
wiśnie kandyzowane do dekoracji.

Wykonanie:
Żółtka ucieramy z cukrem pudrem, masłem, śmietaną i spirytusem na jednolitą masę. Do tej masy dodajemy mąkę z solą i zagniatamy ciasto. Tak przygotowane ciasto wybijamy ok. 10 minut drewnianym wałkiem i odstawiamy do odpoczęcia na pół godziny. Ciasto cienko rozwałkowujemy i wykrawamy z niego kółka o trzech różnych rozmiarach. Brzegi kółek nacinamy, środki smarujemy białkiem i nakładamy jedno na drugie (trzy kółka różnej wielkości, od najmniejszego do największego), przyciskając w środku palcem, tak aby zlepiły się ze sobą. Smażymy na rozgrzanym smalcu. Ciepłe posypujemy cukrem pudrem, a do środka każdej róży wkładamy wiśnie.

Bal był też wydarzeniem kulinarnym. Na jego początku podawano chłodne napoje, wina, herbatę i lody. Koło północy goście zasiadali do kolacji, na którą składało się często kilkanaście dań gorących i liczne desery. Zaś nad ranem, w celu zregenerowania nadwątlonych sił, filiżankę gorącego barszczu oraz dodatkowo dla bardziej głodnych bigos. Na taki bal nierzadko zapraszano 300 – 400 osób. Stąd nie trudno się dziwić, że karnawał spędzał sen z powiek zapobiegliwym matkom i trzymającym kasę ojcom. Dziwić może jedynie fakt, iż takich przyjęć w XIX stuleciu było sporo. W dzienniczku krakowskiej mieszczki Anieli Louis, możemy przeczytać, że podczas dwóch miesięcy karnawału zaliczyła 26 takich przyjęć, a do tego wyniku nie wliczała tych urządzanych we własnym domu.
Tekst i stylizacja Izabela Chudzyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości