Reklama

Nie chcą sadzić lasów

28/03/2007 08:35
Boom na sadzenie lasów na gruntach porolnych należy już do przeszłości. Gdy kilka lat temu zaczęto realizować program leśny za ekwiwalent, kolejki były długie. Potem wysokość ekwiwalentu zmniejszono, warunki obostrzono, a zainteresowanie zmalało. Nigdy jednak nie było tak źle, jak obecnie. Na terenie Nadleśnictwa Gostynin wielu rolników rezygnuje z tego programu, chociaż pierwotnie się do niego zgłosiło.
Zdaniem nadleśniczego z Gostynina, Jacka Liziniewicza, powodów jest kilka. A wszystko zapowiadało się tak dobrze: – Trzy lata temu po raz pierwszy rolnicy, którzy postanowili zrezygnować z uprawy ziemi i posadzić na niej las, mogli to zrobić w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. W zamian za posadzenie lasu rolnik miał dostać zwrot poniesionych kosztów, przez 5 pierwszych lat dostawać środki przeznaczone na pielęgnację uprawy, przez 20 lat od momentu posadzenia lasu otrzymywać rekompensatę z tego tytułu na każdy hektar lasu. Wydawać by się mogło, że rolnicy z chęcią zaczną sadzić lasy, ale tak się nie stało – relacjonuje J. Liziniewicz.
W okolicach Gostynina nie brakuje ziem niskich klas, na których chyba tylko las rośnie szybko. Tymczasem z roku na rok w temacie lasów jest coraz gorzej. Procedury są takie, że rolnik, który zamierza postarać się o uprawę leśną, najpierw musi zgłosić się do nadleśnictwa, na terenie którego leżą jego ziemie, aby tam fachowcy opracowali mu plan zaniesienia. Potem przez około rok załatwia pozostałe formalności, przede wszystkim w biurze powiatowym Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Rok to trochę za długo, zwłaszcza że sadzenie lasu wiąże się ściśle z zaplanowaniem ilości sadzonek: – Rok temu wykonaliśmy w Nadleśnictwie Gostynin plany takich zalesień dla kilkunastu rolników na około 50 ha. Część z nich do tej pory nie zgłosiła się do nas po sadzonki, więc nie wiemy, co będzie z sadzeniem lasu dalej. Nie wiemy czy jeszcze się zgłoszą, czy też zrezygnowali z lasu. Nikt nas nie informuje, czy wykonane przez nas plany będą realizowane. Dopatrujemy się tu jakiegoś niedowładu organizacyjnego – uważa nadleśniczy z Gostynina.
Parafrazując znane powiedzenie, nadleśnictwo zrobiło swoje i nadleśnictwo może odejść. ARiMR nie informuje gospodarzy leśnych terenów, czy rolnicy dopełnili u nich wszystkich formalności. Tymczasem nadleśnictwo za pieniądze z budżetu państwa zrealizowało plan zalesień i za te same pieniądze często nanosi na nim zmiany. Jeśli las ostatecznie nie zostanie posadzony, włożone w ten interes pieniądze idą na marne. Poza tym takie postępowanie nijak się ma do gospodarki nadleśnictwa. To zaś powinno wiedzieć z rocznym wyprzedzeniem, ile i jakich sadzonek musi przygotować. Zdaniem Jacka Liziniewicza, w przypadku lasów z PROW działa się na hasło, a brakuje racjonalnego podejścia do sprawy. Jeżeli na przykład rolnicy zgłoszą się po sadzonki do nadleśnictwa za tydzień, to ich nie dostaną. Z tej prostej przyczyny, że te, które znajdują się w nadleśnictwie, lada moment zostaną zagospodarowane. Pogoda jest taka, że nie ma co czekać na zalesianie gruntów rolnych, gdy trzeba sadzić w nadleśnictwie.
 (eg)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości