Reklama

Nie był w szoku

30/01/2013 09:21
Płocki Sąd Rejonowy skazał Andrzeja R. na siedem lat więzienia. To sprawca wypadku w Niesłuchowie. Andrzej R. śmiertelnie potrącił szesnastolatkę i jej o rok starszego kolegę. Sąd uznał także, że R. nie udzielił pomocy i uciekł z miejsca wypadku. A o tym, że był w szoku po zdarzeniu, nie może być mowy.
Do tragedii doszło w czerwcu ubiegłego roku. Szesnastoletnia Justyna z Niesłuchowa (gm. Bodzanów) i jej kolega szli prawidłowo poboczem drogi. Nagle, jadący z naprzeciwka vw vento zjechał ze swojego pasa drogi i uderzył w pieszych. Po zdarzeniu kierowca odjechał, potem zawrócił, zostawił na miejscu zdarzenia pasażerów, których wiózł, i ponownie odjechał. W wyniku doznanych obrażeń Justyna zmarła w szpitalu trzy dni po wypadku. Potrącony siedemnastolatek do dzisiaj ma poważne problemy ze zdrowiem.
Następnego dnia po wypadku do szpitala, gdzie przy swoich dzieciach czuwali rodzice, przyszedł 51-letni Andrzej R., sąsiad rodziców dziewczyny. Przyznał, że to on kierował autem. Jeszcze tego samego dnia 51–latka zatrzymała policja, a sąd wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu.
Od samego początku wielkie emocje wzbudzała kwestia, kto siedział za kierownicą samochodu. Rodziny poszkodowanych twierdziły, że to nie Andrzej R. kierował autem, że był to młody człowiek z okolicy. Mówiły o tym w „Magazynie Ekspresu Reporterów”. Stwierdzili, że po wypadku podawali policji nazwisko i adres ewentualnego sprawcy, ale ta nie zareagowała.
Ostatecznie jednak prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi R. – Kwestia, kto był sprawcą wypadku, kto prowadził auto, budziła wiele emocji. Zdaniem sądu postępowanie wykazało bezsprzecznie, że był to Andrzej R. Wskazują na to zeznania oskarżonego i świadków oraz ślady DNA znalezione w aucie – stwierdziła sędzia Izabella Czerkawska, uzasadniając wyrok.
Zanim jednak sąd ogłosił wyrok postanowił przyjąć odrębną kwalifikację prawną czynów. Z jednego, który sformułowała prokuratura, czyli spowodowanie wypadku, ucieczka i nieudzielnie pomocy, postanowił, że będą dwa – spowodowanie wypadku i ucieczka, oraz nieudzielenie pomocy. W obu przypadkach uznał Andrzeja R. za winnego. Za spowodowanie wypadku i ucieczkę wymierzył mu karę 6 lat pozbawienia wolności, za nieudzielenie pomocy 2,5 roku więzienia. Sąd orzekł, że kara łączna to siedem lat pozbawienia wolności. Prokuratura chciała dla Andrzeja R. pięciu lat pozbawienia wolności, a pełnomocnik rodziców ofiar maksymalnej kary, czyli 12 lat więzienia. Obrońca optował za łagodnym wyrokiem za spowodowanie wypadku i uniewinnieniem od zarzutu nieudzielenia pomocy.
Sąd skazał Andrzeja R. także na dożywotnie pozbawienie prawa jazdy oraz zapłacenie nawiązki – 10 tys. zł dla rodziców Justyny i 3 tys. zł dla poszkodowanego chłopaka.
Uzasadniając wysokość kary, sędzia stwierdziła, że oskarżony zasługuje na wysoki wyrok, ale nie najwyższy, bo przemawiają za nim okoliczności łagodzące: niekaralność, przyznanie się do części winy, pozytywna opinia i próba przeproszenia pokrzywdzonych.
Odnosząc się do kwestii ucieczki i nieudzielenia pomocy poszkodowanym, sąd stwierdził, że nie można dać wiary, iż oskarżony działał w szoku. – Andrzej R. po wypadku odjechał, następnie zawrócił, zostawił pasażerów auta na miejscu. Miał czas, żeby zorientować się w sytuacji. Jednak on pojechał do domu, wstawił samochód do garażu i położył się spać. Trudno doszukać się tu działań w szoku – stwierdziła sędzia Izabella Czerkawska.
Wyrok nie jest prawomocny.    (gsz)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości