Płocki Sąd Rejonowy skazał Andrzeja R. na siedem lat więzienia. To sprawca wypadku w Niesłuchowie. Andrzej R. śmiertelnie potrącił szesnastolatkę i jej o rok starszego kolegę. Sąd uznał także, że R. nie udzielił pomocy i uciekł z miejsca wypadku. A o tym, że był w szoku po zdarzeniu, nie może być mowy.
Do tragedii doszło w czerwcu ubiegłego roku. Szesnastoletnia Justyna z Niesłuchowa (gm. Bodzanów) i jej kolega szli prawidłowo poboczem drogi. Nagle, jadący z naprzeciwka vw vento zjechał ze swojego pasa drogi i uderzył w pieszych. Po zdarzeniu kierowca odjechał, potem zawrócił, zostawił na miejscu zdarzenia pasażerów, których wiózł, i ponownie odjechał. W wyniku doznanych obrażeń Justyna zmarła w szpitalu trzy dni po wypadku. Potrącony siedemnastolatek do dzisiaj ma poważne problemy ze zdrowiem.
Następnego dnia po wypadku do szpitala, gdzie przy swoich dzieciach czuwali rodzice, przyszedł 51-letni Andrzej R., sąsiad rodziców dziewczyny. Przyznał, że to on kierował autem. Jeszcze tego samego dnia 51–latka zatrzymała policja, a sąd wydał postanowienie o tymczasowym aresztowaniu.
Od samego początku wielkie emocje wzbudzała kwestia, kto siedział za kierownicą samochodu. Rodziny poszkodowanych twierdziły, że to nie Andrzej R. kierował autem, że był to młody człowiek z okolicy. Mówiły o tym w „Magazynie Ekspresu Reporterów”. Stwierdzili, że po wypadku podawali policji nazwisko i adres ewentualnego sprawcy, ale ta nie zareagowała.
Ostatecznie jednak prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi R. – Kwestia, kto był sprawcą wypadku, kto prowadził auto, budziła wiele emocji. Zdaniem sądu postępowanie wykazało bezsprzecznie, że był to Andrzej R. Wskazują na to zeznania oskarżonego i świadków oraz ślady DNA znalezione w aucie – stwierdziła sędzia Izabella Czerkawska, uzasadniając wyrok.
Zanim jednak sąd ogłosił wyrok postanowił przyjąć odrębną kwalifikację prawną czynów. Z jednego, który sformułowała prokuratura, czyli spowodowanie wypadku, ucieczka i nieudzielnie pomocy, postanowił, że będą dwa – spowodowanie wypadku i ucieczka, oraz nieudzielenie pomocy. W obu przypadkach uznał Andrzeja R. za winnego. Za spowodowanie wypadku i ucieczkę wymierzył mu karę 6 lat pozbawienia wolności, za nieudzielenie pomocy 2,5 roku więzienia. Sąd orzekł, że kara łączna to siedem lat pozbawienia wolności. Prokuratura chciała dla Andrzeja R. pięciu lat pozbawienia wolności, a pełnomocnik rodziców ofiar maksymalnej kary, czyli 12 lat więzienia. Obrońca optował za łagodnym wyrokiem za spowodowanie wypadku i uniewinnieniem od zarzutu nieudzielenia pomocy.
Sąd skazał Andrzeja R. także na dożywotnie pozbawienie prawa jazdy oraz zapłacenie nawiązki – 10 tys. zł dla rodziców Justyny i 3 tys. zł dla poszkodowanego chłopaka.
Uzasadniając wysokość kary, sędzia stwierdziła, że oskarżony zasługuje na wysoki wyrok, ale nie najwyższy, bo przemawiają za nim okoliczności łagodzące: niekaralność, przyznanie się do części winy, pozytywna opinia i próba przeproszenia pokrzywdzonych.
Odnosząc się do kwestii ucieczki i nieudzielenia pomocy poszkodowanym, sąd stwierdził, że nie można dać wiary, iż oskarżony działał w szoku. – Andrzej R. po wypadku odjechał, następnie zawrócił, zostawił pasażerów auta na miejscu. Miał czas, żeby zorientować się w sytuacji. Jednak on pojechał do domu, wstawił samochód do garażu i położył się spać. Trudno doszukać się tu działań w szoku – stwierdziła sędzia Izabella Czerkawska.
Wyrok nie jest prawomocny. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze