Reklama

Nasi górą!

14/01/2020 13:34

O czym można pisać po takim sukcesie?! Mowa oczywiście o zwycięstwie naszego skoczka w najbardziej prestiżowej imprezie w tej dyscyplinie sportu. A że jest to sport narodowy, obok siatkówki i piłki nożnej oczywiście, to takie zwycięstwo smakuje wybornie! I tu od razu, jak można domniemywać, znaczące grono czytelników zakończy lekturę niniejszego tekstu. Sport… Co w tym ciekawego, że dwudziestu dwóch facetów lata po trawniku za skórzanym balonem? I to jednym. Nie można by dać każdemu swojego? Rzeczywiście, co w tym ekscytującego? W dodatku męczą się, żeby umieścić go w prostokącie z siatką i często im się nie udaje ani razu! A w takiej ręcznej wyniki trzydzieści dwa do dwudziestu siedmiu na przykład to chleb powszedni… Cóż, jednemu  stwórca dar rozumienia ducha futbolu ofiarował, a drugiemu poskąpił i rozmowa z nim o urokach tej dyscypliny sportu ma tyle samo sensu, co dyskusja z niewidomym o kolorach! Nie zrozumie, że wartość szczególna gola polega na tym, że jest zjawisko tak rzadko występujące w przyrodzie! Można by na przykład powiększyć rozmiary bramki, czy zlikwidować przepis o „spalonym” i liczba trafień znacząco by wzrosła, ale to byłaby już inna dyscyplina. Czy równie popularna? Lepiej nie sprawdzać…
Takie eksperymenty przeprowadzono w dwóch pozostałych „sportach narodowych” i efekty były skrajnie różne. W siatkówce przed reformą punkty zdobywało się tylko przy własnym serwisie. Teraz każda wymiana kończy się punktem i była to „dobra zmiana”. Gra stała się bardziej dynamiczna, trzyma w napięciu przez cały czas, w każdej akcji trzeba ryzykować, bo stawką jest punkt, a nie „przejście”, jak dawniej.
W skokach też dokonano rewolucji przez wprowadzenie punktów „za wiatr”. Dla kibica to oznacza zmianę niezwykle istotną. Dzisiejsze skoki to nie tyle walka skoczka z przestrzenią, co gra komputerowa z żywym bohaterem w środku. O wyniku nie decyduje widoczna gołym okiem odległość, skorygowana o noty za styl, tylko „punkty za wiatr” wyliczane przez komputer według kryteriów, które dla widowni są jedną wielką niewiadomą. Czarna magia po prostu! Na szczęście ktoś o niej przy okazji „reformy” pomyślał i wprowadzono zieloną wirtualną linię wyznaczającą odległość, która według komputera potrzebna jest do zajęcia pozycji lidera konkursu. To jednak nie to samo, co prosta zasada: kto poleciał najdalej, ten jest najlepszy (pomijając noty za styl). Co prawda my się nadal skokami pasjonujemy, ale chyba dlatego, że w tych „nowych” też wygrywamy. Bo ta komputerowa układanka prawdziwego kibica wkurza niemiłosiernie…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości