Reklama

Na koniec "kampanii"

14/10/2023 08:00

„Kampania wyborcza to zorganizowany proces działań promocyjnych, informacyjnych i propagandowych prowadzonych przez kandydatów, partie polityczne lub komitety wyborcze w celu zdobycia poparcia wyborców i zachęcenia ich do oddania głosu na konkretnego kandydata lub listę kandydatów w nadchodzących wyborach”. 
Tym razem to nie Wikipedia, a infor.pl. Ta definicja wydaje mi się najbardziej zgrabna i trafiająca w sedno sprawy. Skoro tak, to Szanowni Czytelnicy już wiedzą, jak sądzę, skąd ten cudzysłów. Nie wiem jak Państwo, ale ja po zakończeniu „zorganizowanego procesu działań”, co nastąpi lada dzień, nie czuję się absolutnie bardziej „zachęcony do oddania głosu” na kogokolwiek niż przed jego rozpoczęciem. A nawet przeciwnie. I nie zmieni tego przekonania nawet „bomba” odpalona w ostatnim momencie, która wywróci przedwyborcze przewidywania do góry nogami. 
Nie oznacza to, że zamierzam zrezygnować z wykonania „obywatelskiego obowiązku”, czy jak kto woli „skorzystania z przysługującego mi obywatelskiego prawa”. Wezmę udział w wyborach, a na kogo będę głosował? Tego nie ujawnię, bo złamałbym konstytucję. Konkretnie art 96.2 „Wybory do Sejmu są powszechne, równe, bezpośrednie i proporcjonalne oraz odbywają się w głosowaniu tajnym”. 
Mogę tylko zdradzić, że jako zatwardziały konserwatysta głosuję od pierwszych wolnych wyborów w 1991 roku na tę samą formację (choć występującą pod różnymi nazwami). I tu może paść zarzut, że to taka sama tajemnica, jak podana onegdaj w mediach informacja o problemach z prawem „syna prezydenta, Przemysława W.”… Zgadzam się, jak ktoś choćby pobieżnie śledzi politykę w naszym pięknym kraju od trzydziestu paru lat, z rozszyfrowaniwm zagadki nie będzie miał problemu. 
Oferta na rynku jest nadzwyczaj skromna. W tych wyborach obywatel może głosować na jedną z dwóch opcji. Oraz na kilka „przystawek”. Ale jak wybierze „przystawkę”, to i tak w ostatecznym rozrachunku głosuje na… I tu się zastanawiam, których spośród barwnych określeń padających w krajowej publicystyce użyć na określenie dań głównych? Zostawmy ten dylemat, Szanowni Czytelnicy mają przecież własne preferencje. A jeśli się zastanawiamy, co zrobić z naszym głosem, to mogę tu napisać tylko tyle, że z wyborami jest tak, jak z wizytą w hipermarkecie. Możemy wybrać tylko spośród tej oferty, która leży na półkach albo wyjść z pustym koszykiem… Tyle, że jeść trzeba i inne z tak zwanych „potrzeb podstawowych” zaspokoić również. Oczywiście ci, którzy mają pieniądze, mogą udać się do sklepu, który oferuje towar odpowiadającej im jakości za odpowiednio wyższą cenę. Reszta   pójdzie do sklepiku osiedlowego i kupi drożej towar niekoniecznie lepszy…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości