Reklama

Muszę zadbać o swoje wykształcenie

06/07/2016 08:25
Agata Mikołajewska przed trzema laty ukończyła III Liceum Ogólnokształcącego w Płocku. Licencjat zrobiła na Buckinghamshire New University, na wydziale psychologii. Kolejny etap jej edukacji to zdobycie wyższego stopnia naukowego, MSc w jednej z najlepszych uczelni wyższych na świecie, w Oxfordzie. – To było moje marzenie. Złożyłam dokument, przeszłam cały proces naboru i się dostałam, ale nie wiem, czy będę mogła studiować. Przeszkodą może być brak środków finansowych – mówi.
Studia na Oxfordzie bardzo różnią się od tych, które można skończyć w Polsce. Po zdobyciu tytułu licencjata w angielskim uniwersytecie, co jej się udało dzięki wsparciu brytyjskiego rządu, Agata zdecydowała się wysłać dokumenty na kilka polskich uczelni i na Uniwersity of Oxford. Dostała się między innymi na Uniwersytet Warszawski, ale zanim podjęła ostateczną decyzję, czekała na odpowiedź z Anglii. Po trwającym 6 miesięcy procesie naborowym została zaakceptowana i od tamtej pory myśli, jak zrealizować w praktyce swoje marzenie.
Koszt rocznego kursu, który kończy się tytułem Masters of Science, w jej przypadku w departamencie edukacji kosztuje 23 tys. funtów. I choć po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej funt mocno stracił na wartości, to i tak jest to suma całkowicie poza zasięgiem Agaty i jej rodziców. A jak nie rozpocznie studiów teraz, to nie wiadomo, czy Brexit nie będzie skutkował utrudnieniem dla młodzieży z innych krajów studiowania w Wielkiej Brytanii.
– Żeby w terminie skończyć roczny kurs, muszę się dużo uczyć. Nie ma wtedy szans na jakąkolwiek pracę. A ja chcę szybko skończyć studia i wrócić do kraju. W oxfordzkim uniwersytecie nauka jest zupełnie inna. Są główne przedmioty, do nich dobiera się te, które interesują studenta. Kurs trwa 12 miesięcy, ale nie ma tam uczenia się, a potem zdawania egzaminów ze znajomości formułek. Studenci muszą szukać sposobów, jak te formułki zastosować. Gdy dostałam wiadomość, że zostałam zaakceptowana, nawet przez chwilę się nie zastanawiałam, którą uczelnię wybrać – wyjaśnia.
Mimo że jeszcze nie załatwiła formalności, już wie, jak będzie wyglądał najbliższy rok. Rozpoczną się wykłady, a jednocześnie do końca 2016 roku będzie musiała przygotować projekt pracy magisterskiej, który powinna złożyć przed świętami wielkanocnymi, a potem pisać pracę.
– Dostałam się, to połowa sukcesu, ale w moim przypadku ta łatwiejsza. Niestety barierą dla mnie są finanse. Szukałam różnych programów stypendialnych, znalazłam informację na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o pomocy dla chcących studiować za granicą, ale okazało się, że program jest już nieaktualny, został wstrzymany i nie ma żadnej innej propozycji. Najgorsze jest to, że przegrywam jako Polka. Na Oxfordzie jest bardzo dużo studentów różnych narodowości, są studenci z Rosji, Afryki Południowej, z Polski nie spotkałam nikogo. Szukałam specjalnie, żeby choćby razem zamieszkać, ale nikt się nie odezwał – tłumaczy.
Szuka pomysłu, jak zdobyć pieniądze na pokrycie kosztów nauki. Żeby mieć dostęp do uczelni, trzeba mieć zabezpieczenie na 23 tys. funtów. 11.400 kosztuje sam kurs, reszta to pozostałe koszty funkcjonowania w Oxfordzie. Jest to miejsce dla ludzi mających bogatych rodziców lub bardzo dobrze płatną pracę.
– Ostatecznością jest wzięcie kredytu, ale ja chcę wrócić do Polski po studiach, mieszkać i rozpocząć pracę, pomagać rodzicom. Spłacanie tak niebotycznej sumy (około 160 tys. zł), nie jest chyba możliwe, zarabiając w złotówkach. A ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by dostać się na jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie, ale widzę, że mogę mieć problemy z rozpoczęciem nauki – twierdzi.
Agata przeszła bardzo długi, 6-miesięczny proces naboru i selektywne wymagania związane z kryteriami Oxford University. Musiała między innymi napisać pracę na 6 tys. słów, oczywiście po angielsku, zdać testy w języku angielskim, wykazać, że miała doświadczenie w prowadzeniu badań. I wszystkie te wymogi spełniła, dołączając w ten sposób do nielicznego grona Polaków studiujących na prestiżowej uczelni. Polscy studenci i kadra naukowa stanowi tylko około 1% z ponad 22 tys. studentów.
Skoro państwo nie chce pomóc, musi skorzystać z niekonwencjonalnych metod. Złożyła wiele podać o indywidualne wsparcie do różnych lokalnych i krajowych instytucji, otworzyła konto na portalu zrzutka.pl. – Wierzę, że przy pomocy ludzi dobrej woli i każdej przekazanej złotówce wejdę do grona 1% polskiego społeczeństwa studiującego na Oxfordzie – mówi na koniec rozmowy.
Jola Marciniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości