Agata Mikołajewska przed trzema laty ukończyła III Liceum Ogólnokształcącego w Płocku. Licencjat zrobiła na Buckinghamshire New University, na wydziale psychologii. Kolejny etap jej edukacji to zdobycie wyższego stopnia naukowego, MSc w jednej z najlepszych uczelni wyższych na świecie, w Oxfordzie. – To było moje marzenie. Złożyłam dokument, przeszłam cały proces naboru i się dostałam, ale nie wiem, czy będę mogła studiować. Przeszkodą może być brak środków finansowych – mówi.
Studia na Oxfordzie bardzo różnią się od tych, które można skończyć w Polsce. Po zdobyciu tytułu licencjata w angielskim uniwersytecie, co jej się udało dzięki wsparciu brytyjskiego rządu, Agata zdecydowała się wysłać dokumenty na kilka polskich uczelni i na Uniwersity of Oxford. Dostała się między innymi na Uniwersytet Warszawski, ale zanim podjęła ostateczną decyzję, czekała na odpowiedź z Anglii. Po trwającym 6 miesięcy procesie naborowym została zaakceptowana i od tamtej pory myśli, jak zrealizować w praktyce swoje marzenie.
Koszt rocznego kursu, który kończy się tytułem Masters of Science, w jej przypadku w departamencie edukacji kosztuje 23 tys. funtów. I choć po decyzji Brytyjczyków o wyjściu z Unii Europejskiej funt mocno stracił na wartości, to i tak jest to suma całkowicie poza zasięgiem Agaty i jej rodziców. A jak nie rozpocznie studiów teraz, to nie wiadomo, czy Brexit nie będzie skutkował utrudnieniem dla młodzieży z innych krajów studiowania w Wielkiej Brytanii.
– Żeby w terminie skończyć roczny kurs, muszę się dużo uczyć. Nie ma wtedy szans na jakąkolwiek pracę. A ja chcę szybko skończyć studia i wrócić do kraju. W oxfordzkim uniwersytecie nauka jest zupełnie inna. Są główne przedmioty, do nich dobiera się te, które interesują studenta. Kurs trwa 12 miesięcy, ale nie ma tam uczenia się, a potem zdawania egzaminów ze znajomości formułek. Studenci muszą szukać sposobów, jak te formułki zastosować. Gdy dostałam wiadomość, że zostałam zaakceptowana, nawet przez chwilę się nie zastanawiałam, którą uczelnię wybrać – wyjaśnia.
Mimo że jeszcze nie załatwiła formalności, już wie, jak będzie wyglądał najbliższy rok. Rozpoczną się wykłady, a jednocześnie do końca 2016 roku będzie musiała przygotować projekt pracy magisterskiej, który powinna złożyć przed świętami wielkanocnymi, a potem pisać pracę.
– Dostałam się, to połowa sukcesu, ale w moim przypadku ta łatwiejsza. Niestety barierą dla mnie są finanse. Szukałam różnych programów stypendialnych, znalazłam informację na stronie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o pomocy dla chcących studiować za granicą, ale okazało się, że program jest już nieaktualny, został wstrzymany i nie ma żadnej innej propozycji. Najgorsze jest to, że przegrywam jako Polka. Na Oxfordzie jest bardzo dużo studentów różnych narodowości, są studenci z Rosji, Afryki Południowej, z Polski nie spotkałam nikogo. Szukałam specjalnie, żeby choćby razem zamieszkać, ale nikt się nie odezwał – tłumaczy.
Szuka pomysłu, jak zdobyć pieniądze na pokrycie kosztów nauki. Żeby mieć dostęp do uczelni, trzeba mieć zabezpieczenie na 23 tys. funtów. 11.400 kosztuje sam kurs, reszta to pozostałe koszty funkcjonowania w Oxfordzie. Jest to miejsce dla ludzi mających bogatych rodziców lub bardzo dobrze płatną pracę.
– Ostatecznością jest wzięcie kredytu, ale ja chcę wrócić do Polski po studiach, mieszkać i rozpocząć pracę, pomagać rodzicom. Spłacanie tak niebotycznej sumy (około 160 tys. zł), nie jest chyba możliwe, zarabiając w złotówkach. A ja zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by dostać się na jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów na świecie, ale widzę, że mogę mieć problemy z rozpoczęciem nauki – twierdzi.
Agata przeszła bardzo długi, 6-miesięczny proces naboru i selektywne wymagania związane z kryteriami Oxford University. Musiała między innymi napisać pracę na 6 tys. słów, oczywiście po angielsku, zdać testy w języku angielskim, wykazać, że miała doświadczenie w prowadzeniu badań. I wszystkie te wymogi spełniła, dołączając w ten sposób do nielicznego grona Polaków studiujących na prestiżowej uczelni. Polscy studenci i kadra naukowa stanowi tylko około 1% z ponad 22 tys. studentów.
Skoro państwo nie chce pomóc, musi skorzystać z niekonwencjonalnych metod. Złożyła wiele podać o indywidualne wsparcie do różnych lokalnych i krajowych instytucji, otworzyła konto na portalu zrzutka.pl. – Wierzę, że przy pomocy ludzi dobrej woli i każdej przekazanej złotówce wejdę do grona 1% polskiego społeczeństwa studiującego na Oxfordzie – mówi na koniec rozmowy.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze