Kiedy byłem dzieckiem, w szkołach siedemnastego stycznia odbywały się uroczyste akademie z okazji rocznicy wyzwolenia Warszawy (nie będę używał cudzysłowu z oszczędności i dlatego, że w tamtym czasie też go nie używano). Tego dnia bowiem Armia Czerwona sforsowała Wisłę i wkroczyła do sterty gruzów, w jaką stolicę zamienili Niemcy po Powstaniu Warszawskim. Oczywiście tych szczegółów nam, uczniom oszczędzano. Dwa dni później czerwonoarmiejcy przegonili faszystów, jak sami ich określali, przez moją rodzinną miejscowość, staczając nieopodal potyczkę z niemieckimi maruderami, którzy nie dali rady wytrzymać tempa marszu. Po kolejnych dwóch dniach, to wiem już z historii, wkroczyli do naszego pięknego miasta. To tyle wspominków.
Dziś żadnych akademii w styczniu nie ma. Nie świętujemy rocznicy wyzwolenia. Nawet pogrobowcy partii (tu powinienem użyć wielkiej litery), która była wspomnianych uroczystości głównym inspiratorem. A zamiast terminu „wyzwolenie” używamy „zamiany jednej okupacji na drugą”. I słusznie, tak było! Tyle, że jednak ta druga różniła się nieco od tej pierwszej. I trzeba sobie zadać pytanie, czy nie powinniśmy jednak tej różnicy „obchodowo” podkreślić. Nie wiem, zamiast wyzwolenia świętować zakończenie okupacji niemieckiej? To, że się skończyła nie było dla ówczesnych mieszkańców kraju nad Wisłą sprawą nieistotną, choć „nowe” nie dla każdego było „fajne”. Odwołując się do historii rodzinnych… W czasie wojny niemiecki patrol zastrzelił dwóch kilkunastoletnich braci mojego ojca, bo spotkał ich na skraju lasu. Bez pytania, w lesie znaczy „polnische banditen” (akcja rozgrywała się w dzisiejszym województwie świętokrzyskim). Kilkunastu mieszkańców mojej wsi Niemcy zamknęli w stodole i spalili żywcem. Przyczyna – potyczka z oddziałem AK w okolicy. Po wojnie mój wujek został skazany na dożywocie za to, że w swoim gospodarstwie przechowywał broń (nie jedną sztukę, kilka furmanek) zdeponowaną tam przez oddział „Szarego” (po informacje szczegółowe odsyłam do Wikipedii). Za Niemca dostałby „czapę” na miejscu, bez wyroku. Przykłady mógłbym mnożyć, ale to wystarczy do stwierdzenia, że nowa okupacja różniła się jednak od starej. Oczywiście trzeba też uwzględnić konsekwencje długofalowe, skutkujące gospodarczym zacofaniem w porównaniu z krajami, którym nie było dane zaznać tego „szczęścia”…
I jeszcze jeden temat miesiąca. Od pięciu lat Orkiestra bije rekordy. Czyja to zasługa? Oczywiście Prezesa. Tak, tego! Przez ostatnie pięciolecie bowiem Orkiestra to nie tylko akcja charytatywna, ale (a może przede wszystkim) plebiscyt. Kto nie wrzuci Jurkowi, ten za PiS – em. Hop, hop, hop!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze