Reklama

Marsz miliona...

07/10/2023 08:00

No właśnie… problem stary jak świat. A w każdym razie od momentu, kiedy ludzkość  tak się liczebnie rozrosła, że pojawiło się zjawisko tłumu, czyli zgromadzenia dużej ilości osób. Ilu? A... to zależy od sytuacji. Pamiętam takie czasy, kiedy mówiło się, że trzy osoby to już tłum. Ale wróćmy do teraźniejszości. I problemu, który powtarza się przy okazji każdego zgromadzenia w formie marszu. Od Marszu Niepodległości do Marszu Miliona Serc. Padają liczby tak różne, że nie sposób się oprzeć wrażeniu graniczącemu z pewnością, iż zostały wzięte z przysłowiowego sufitu. Choć akurat w tym ostatnim przypadku sprawa wydaje się dziecinnie prosta. Jeśli przyjąć, że wśród uczestników nie było osób obdarowanych przez naturę więcej niż jednym organem odpowiedzialnym za pompowanie krwi do odpowiednich naczyń, to liczba ta wynosi okrągły milion (minus ludzie bez serca, których w tak wielkim zgromadzeniu nie mogło zabraknąć). Jednak ta wersja nie jest bynajmniej jedyną, jaka pojawiła się w środkach masowego przekazu. Lewy koniec przedziału to sześćdziesiąt tysięcy! Różnica w szacunkach dziewięćset czterdzieści tysięcy! 
I co Szanowni Czytelnicy na to? Jak tu się zbliżyć do prawdy? To oczywiście dylemat dla tych, którzy jeszcze hołubią coraz mniej popularny pogląd, że istnieje coś takiego, jak prawda… Cóż, jedyny pomysł, jaki przychodzi mi do głowy, to odwołanie się do mądrości ludowej,  która głosi, że prawda leży pośrodku. Skoro tak, to uczestników marszu było pięćset trzydzieści tysięcy (średnia arytmetyczna liczb podanych wyżej)! 
A teraz serio! Jeśli odłożymy na bok sympatie polityczne i na zimno spróbujemy ocenić, które ze zwalczających się zaciekle plemion popełnia mniejszy błąd w szacowaniu liczby uczestników marszu, to pytanie jakie powinniśmy im zadać brzmi:  jak liczyliście? W języku zbliżonym do naukowego powiedzielibyśmy – pytanie o metodę. Nie wątpię, że istnieje wiele mniej lub bardziej zaawansowanych metod szacowania liczebności tłumu, czy też w bardziej eleganckiej formie – zgromadzenia.    Ba, powiem więcej. Jestem przekonany, że zgromadzonych można policzyć z dokładnością co do głowy! Z wykorzystaniem technologii satelitarnych, albo i bez wycieczki na orbitę. Te najbardziej zaawansowane mogą być kosztowne, zgoda! Pewnie nie do udźwignięcia dla budżetu wyborczego najzamożniejszej nawet partii. Ale istnieją metody mniej dokładne, ale dużo tańsze. Czy komitety wyborcze z nich korzystają? Byłbym bardzo zadziwiony… Po co, skoro bez takich fajerwerków wiedzą, jaka jest "prawda"? Taka, jaka jest najbardziej zgodna z interesem partyjnym. I niekoniecznie trzeba odwoływać się do słynnego prawa marketingu politycznego głoszącego, że ciemny lud to kupi. Lud oświecony też widzi to, co chce widzieć. To już prawo psychologii…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości