Właśnie dlatego tak dużo przynęt sztucznych jest kolorowych, nienaturalnie kolorowych. Na przynęty te „biorą” najpierw wędkarze, a następnie, w sprzyjających okolicznościach, także ryby. Niestety, bardzo trudno jest stwierdzić, że sukces zawdzięczamy pewnemu konkretnemu kolorowi. Brania ryb drapieżnych są znacznie rzadsze niż ryb spokojnego żeru, także brakuje nam, że tak powiem, danych, żeby stwierdzić to z całkowitą pewnością. Czasami jedynie odnosimy wrażenie, że jakiś kolor jest szczególnie łowny. Co roku, w wielu górskich jeziorach i strumieniach, pstrągi w pewnym okresie odżywiają się tylko małymi kiełżami. Muszkarze mają przy tym poważne trudności z wiązaniem imitacji kiełży, gdyż ciągle jeszcze nie ma tak małych haczyków. Chociaż pstrągi preferują tylko ten jeden rodzaj pożywienia, są pewne sposoby, żeby je złowić. Sztuka ta udaje się jednak tylko na pomarańczowe przynęty. Dlaczego tak się dzieje, nikt nie wie. Anglicy określają takie zachowanie pstrągów mianem orange madness, zwariowaniem na punkcie koloru pomarańczowego. Mała pomarańczowa rapalka okazuje się wtedy rewelacyjnie skuteczna. Sandacze na przykład mają trochę inne upodobania. Ryby te szaleją na punkcie koloru żółtego i tam, gdzie zawodzą srebrne przynęty, żółte okazują się wyjątkowo łowne. Pewnego dnia, przy sprzyjającej pogodzie, w dobrym sandaczowym miejscu, eksperymentowałem z wieloma kolorami przynęt. Złowiłem kilkanaście, w większości niedużych sandaczy, jeden z nich powędrował nawet do plecaka, jednak brania miałem tylko na przynęty w kolorze żółtym. W przypadku okoni daje się zauważyć wyraźne upodobania tych ryb do koloru czerwonego. Często się zdarza, że bez skubnięcia odprowadzają srebrną przynętę, jednak gdy rzuci się w to samo miejsce przynętę z czerwonym wabikiem, od razu jest branie. Okonie żyjące w wodach szwedzkich szkierów biorą w pewnych okolicznościach tylko na niebieskie przynęty.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze