W Płocku jest ich około setki, ludzi, którzy z różnych powodów żyją bez adresu. Część z nich to autentyczni bezdomni według prawa, bez meldunku. Są też i tacy, którzy mają stały meldunek, tyle że nie mają gdzie mieszkać. Zostali wyrzuceni z domów przez współmałżonków, zwykle z powodu nadużywania alkoholu, braku pracy, dochodów. Połowa z nich stara się znaleźć sposób, by wyjść z bezdomności, korzystają z noclegowni, reszta spędza noce na klatkach schodowych w blokach, w piwnicach, w altankach na śmieci, w budach zbitych z desek na działkach. Byle przetrwać zimę. Wiosną będzie już łatwiej.Niskie temperatury w styczniu sprawiły, że coraz więcej osób bezdomnych szukało schronienia. Niestety lokali, które można zająć by przezimować, praktycznie nie ma. A w nocy bywały temperatury poniżej 10 st. C. Zamarznąć łatwo, tym bardziej, że wielu bezdomnych na rozgrzewkę nadużywało alkoholu.
Najbezpieczniejszym miejscem w Płocku, gdzie bezdomni mogą spędzić zimę jest noclegownia dla kobiet i dom dla bezdomnych mężczyzn. Niestety, nie każdy człowiek bez adresu zgadza się, by tam zamieszkać. Dlaczego? – Bo musi spełnić określone warunki, dla niektórych bezdomnych całkowicie nie do zaakceptowania – tłumaczy Mariola Kozak z Sekcji Integracji Społecznej MOPS. – Przede wszystkim musi być trzeźwy i zdecydować się na podjęcie leczenia odwykowego, przestrzegać regulaminu noclegowni i być zarejestrowanym w Urzędzie Pracy. Trzeźwość dotyczy nie tylko abstynencji alkoholowej, ale także narkotyków, które coraz częściej pojawiają się u bezdomnych.
Przed laty noclegownie pękały w szwach przede wszystkim zimą. Teraz praktycznie nie ma różnicy, o jakiej porze roku zgłaszają się chętni, by znaleźć dla siebie kąt do mieszkania. – To są ludzie z bardzo różnymi historiami życiowymi. – dodaje M. Kozak. – Najczęściej jednak ich problemy mają źródło w nadużywaniu alkoholu. My staramy się im pomóc w załatwieniu najpierw pracy, potem stancji lub mieszkań socjalnych, dokumentów, by dostali rentę lub emeryturę. Starszym ludziom, którzy chcą wyjść z bezdomności, próbujemy załatwić miejsca w domach pomocy. Ale zdarzają się bezdomni młodzi ludzie. Teraz mamy dwoje maturzystów, chłopaka i dziewczynę, którzy zwrócili się po pomoc.
Zostają bezdomnymi z różnych powodów. Najczęściej są to domowe konflikty spowodowane nadużyciem alkoholu, ale bezdomność dotyka także wychowanków domów dziecka, ludzi po rozwodach, osoby opuszczające zakłady karne. Wśród bezdomnych są także ci, którzy po prostu chcą być wolni, mają dość regularnego życia z obowiązkami i prawami, z pracą, domem, telewizją. Tacy ludzie, którzy po prostu chcą być wolni, nie nadają się do noclegowni, chyba, że ich stan jest tragiczny. Pojawiają się brudni, chorzy, zawszeni, wybiedzeni. Takim też się pomaga. Uczy od nowa jak korzystać z łazienki, jak wejść do wanny, dbać o swoje rzeczy, jeść nożem i widelcem.
Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, który zajmuje się osobami chcącymi wyjść z bezdomności, oprócz pomocy oferuje także noclegi w schronisku i posiłki. Ale nikogo nie trzyma się tam za darmo. Wszyscy muszą się starać o pracę, by zarobić na własne potrzeby. Nie dostają żadnych zasiłków celowych, chyba że na lekarstwa. I zaczynają sobie radzić.
Ci, którzy decydują się na realizowanie programu wyjścia z bezdomności, muszą podpisać zobowiązanie i wykonywać zalecenia. – Staramy się pomóc w otrzymaniu przez te osoby mieszkania socjalnego, czasami pomagamy znaleźć pracę – dodaje M. Kozak. – Już w tym roku dwie osoby zamieszały w swoich mieszkaniach, w lutym otrzyma lokal trzecia rodzina. Z każdego sukcesu naszych podopiecznych bardzo się cieszymy, wspieramy te osoby. Wcześniej mało kto decydował się na wejście do programu, teraz chętnych mamy coraz więcej.
Śpią na klatkach
schodowych
Bezdomnym, którzy chcą rozpocząć nowe życie, pomaga MOPS, ale przecież jest też około 50 osób, które nie chcą wyjść z bezdomności, nie chcą korzystać z miejsc w noclegowni, żyją z dnia na dzień, śpią na klatkach schodowych lub w śmietnikach i żyją z tego, czym poratują ich inni.
Im nie jest łatwo, bo temperatura na zewnątrz jest zbyt niska i trzeba, przynajmniej na noc, szukać schronienia. Trudno się dziwić, że lokatorzy klatek schodowych, na których spotykają się bezdomni, nie chcą tego tolerować i szukają pomocy na policji lub w Straży Miejskiej.
– Jeśli mamy zgłoszenie, że gdzieś koczują bezdomni, to zwykle mamy dwa wyjścia, jeśli są trzeźwi, to staramy się ich namówić na noclegownię, jeśli nie, to zawozimy ich do Izby Wytrzeźwień – mówi Mariusz Gierula, oficer prasowy KMP w Płocku. – Jeśli nie popełnią żadnego przestępstwa, wtedy nie rejestrujemy ich w żaden sposób. Za samo przebywanie na klatce schodowej nikogo nie możemy zabrać do aresztu.
Najwięcej zgłoszeń o tym, że na klatkach schodowych przebywają osoby bezdomne otrzymuje Straż Miejska. Najczęściej ludzie dzwonią z bloków w centrum miasta. Prawdopodobnie dlatego, że wielu żebrze na ulicach i mają blisko do Caritasu na obiad.
Z prośbą o interwencje dzwonili mieszkańcy bloków przy ul. Tysiąclecia, Bielskiej, Rembielińskiego, Łukasiewicza, Miodowej, Mickiewicza, Królewieckiej i wielu okolicznych ulic. Zwykle chodzi o te same osoby, które po interwencji grzecznie opuszczają jedną klatkę, by po odejściu strażników wejść do następnej, lub wrócić do tej samej. Uprzykrzają życie mieszkańcom koczując w piwnicach i altankach śmietnikowych.
– Najczęściej bywa tak, że ludzie najpierw dają bezdomnemu herbatę, zrobią kanapkę, a zaczyna im przeszkadzać wtedy, gdy śmierdzi lub uprzykrza im życie – tłumaczy Jolanta Głowacka, rzeczniczka Straży Miejskiej. – Dostajemy także zgłoszenia, że przy kaloryferze grzeje się kilku mężczyzn. Patrol jedzie w takie miejsce i rzeczywiście stwierdza, że jest dwóch czy trzech schludnych mężczyzn, którzy jedzą cichutko kanapki. W takich sytuacjach my raczej nie interweniujemy. Przy temperaturach -10 st. C wyproszenie ich na zewnątrz to pewna śmierć. Większość z nich nie ma odpowiedniego ubrania i obuwia. Jeśli odmówią odwiezienia ich do noclegowni, a są trzeźwi, to my nic więcej nie możemy zrobić. A takich zgłoszeń jest sporo i to dotyczy w równym stopniu klatek z domofonami, co i bez.
Strażnicy doskonale znają wszystkich bezdomnych. Zwykle przed zimą patrole sprawdzają, czy nie pojawił się nikt nowy. Zawsze proponowana jest pomoc, każdy, kto chce z niej skorzystać, natychmiast ją otrzymuje. Problem w tym, że nie wszyscy chcą. Wzywana jest także karetka pogotowia, by lekarz stwierdził, czy bezdomny jest zdrowy. Każda nietrzeźwa osoba odwożona jest do Izby Wytrzeźwień.
Podobnie jest w gminie Stara Biała, choć nie do końca. – Mamy kilku swoich podopiecznych, którzy zgłaszają się do nas przed zimą po pomoc – mówi Małgorzata Wiśniewska, kierownik GOPS w gminie Stara Biała. – Ci, którzy chcą skorzystać z noclegowni, jadą do Płocka, a my za nich płacimy. Gorzej, jak nie wyrażają na to zgody, zostawiają nam takie oświadczenie, ale staramy się im pomóc w inny sposób. Dostają żywność w sklepie i węgiel. Z reguły są to osoby uzależnione od alkoholu. Mieszkają w komórkach, bunkrach i jakoś żyją. Nawet gdyby gmina miała lokale socjalne, to trudno je oddać samotnym osobom bezdomnym, kiedy w kolejce czekają rodziny wielodzietne. Otrzymamy w tym roku 40 nowych mieszkań, ale podań jest znacznie więcej.
Za pobyt w płockiej noclegowni płaci GOPS. Nie zawsze w budżecie gminy są zabezpieczone pieniądze na ten cel, ale tam, gdzie są bezdomni, władze starają się, by móc im pomagać.
Wszystkie osoby z którymi rozmawialiśmy są zgodne w jednym, gdyby nie nadużywanie alkoholu przez osoby bezdomne, problem by nie istniał albo byłby łatwiejszy do opanowania. Tymczasem pomoc ludziom oferuje się wtedy, gdy zgodzą się na leczenie. Tyle że w przypadku takich ludzi leczenie, to fikcja. Owszem, zgadzają się na jego podjęcie, nawet zgadzają się na wszycie esperalu, ale na krótko. Szybko wracają do swojego życia bez reguł, bez obowiązków, do swojej wolności. I cieszą się, że przeżyli kolejną zimę.
Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze