Listopad to dla Polaków niebezpieczna pora… Tak twierdził wieszcz Wyspiański. Ale może to się zmieni? Pierwsza jaskółka już jest. Listopad to okres dwóch świąt, z których to pierwsze, Wszystkich Świętych, wiąże z największą falą wyjazdów. Po wojnie w naszym pięknym kraju masowo zmieniano miejsce zamieszkania: ze wschodu na zachód, ze wsi do miast… I teraz ci migranci i ich potomstwo przed pierwszym listopada hurtowo ruszają na groby przodków. I mnożą się wypadki! I tu mamy powód do wspomnianego wyżej optymizmu. W tym roku odnotowano spadek w tym względzie. Oraz w liczbie rannych i ofiar śmiertelnych! Jest jakby bezpieczniej… Jakby, bo niestety jeden wskaźnik się wyłamał: liczba pijanych kierowców. „Fantazja” (cudzysłów jak najbardziej zamierzony) w narodzie nie gaśnie. Niestety! Tradycja również. Nie wiem, czy Szanowni Czytelnicy podzielą ten pogląd, ale mnie się wydaje, że w tym roku jakby wyraźnie opadła fascynacja importowanym od naszego najważniejszego sojusznika Halloween! Stoiska z „helołinowymi” gadżetami w marketach kompletnie nie rzucały się w oczy, przynajmniej w moje, w mediach cisza, na ulicach żadnych krzykliwych banerów, plakatów… A na cmentarzach jak zwykle tłok, znicze i inne akcesoria wszędzie dostępne, groby zastawione tak, że szpilki nie wsadzisz. Rodzima tradycja górą! Jak to pod okupacją – powiedziałby fan opozycji…
A jak będzie jedenastego (piszę ten tekst przed Świętem Niepodległości)? Co roku był problem z Marszem Niepodległości. Kontrmanifestacje i związane z nimi przepychanki, hasła na transparentach, płonące budki przed ambasadami (co prawda jak dotąd spłonęła tylko jedna, ale przecież zawsze może dojść do powtórki)… W ubiegłym roku z okazji stulecia odzyskania niepodległości mieliśmy, po trwających do ostatniej chwili negocjacjach, de facto dwa marsze. Jak będzie w tym? Sytuacja jest o tyle nowa, że przedstawiciele środowisk organizujących marsz zasiadają w parlamencie, w wyborach głosowało na komitet wyborczy, z którego startowali milion dwieście tysięcy ludzi. Zobaczymy!
I na koniec nasze lokalne sprawy. Skończyła się seria zwycięstw futbolistów. Skończył się piękny sen - to stwierdzenie trenera. Oczywiście szkoda, że się skończył, ale nie przesadzajmy z pesymizmem. Nikt przecież nie oczekiwał, że zespół wygra wszystkie mecze do końca sezonu. O ile mi wiadomo, nikomu w historii, w żadnej lidze na świecie taka sztuka się nie udała (były czasem przypadki ukończenia sezonu bez porażki, choćby Widzew w sezonie 1995/96). Ważne, by seria zwycięstw nie zmieniła się w serię porażek (dwie kolejne to jeszcze nie seria)…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze