Ze Zbigniewem Suchodolskim, nowym nadleśniczym Nadleśnictwa Płock, rozmawia Elżbieta Grzybowska Przyzwyczaił się już Pan do nowego nadleśnictwa? – Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że Nadleśnictwo Płock znałem już wcześniej, gdy przyjeżdżałem tu na kontrole z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Łodzi. Nie jest to więc dla mnie teren obcy. Trafiłem do Płocka z drugiego krańca lasów należących do RDLP w Łodzi, z Radomska. To dla Pana awans? – Tu mam samodzielne stanowisko kierownicze, tam byłem zastępcą nadleśniczego. Pochodzę z Opolszczyzny, jestem absolwentem Akademii Rolniczej w Krakowie. Przez wiele lat pracowałem w RDLP w Łodzi w służbie brakarsko-marketingowej, zajmowałem się sprawami związanymi m.in. z klasyfikacją drewna. W tym się zresztą specjalizuję – mam najwyższą klasę brakarską. Pracowałem też w służbach kontroli. Jest Pan więc specjalistą od drewna. – Specjalistą od drewna w szczególności, ale i całości gospodarki leśnej. Pracując na wielu stanowiskach ma się ogląd na całość prac związanych zarówno z zarządzaniem, marketingiem, jak i całą gospodarką lasu. Jaka jest w Pana ocenie specyfika Nadleśnictwa Płock? – Nadleśnictwo Płock, gdy chodzi o drzewostan, jest jednym z najbardziej rozproszonych na terenie RDLP w Łodzi. Ilość kompleksów i rozrzucenie ich na całej powierzchni dawnego województwa płockiego jest imponujące. Sprawia to jednak trudności w gospodarowaniu. Kompleksy leśne są małe. Lasy zajmują tereny, które nie nadawały się do celów rolniczych, więc albo bardzo piaszczyste, albo tereny podmokłe. Tu z kolei są bardzo mocne siedliska, więc gospodarowanie na nich wymaga większego nakładu pracy. Poza tym antropopresja, czyli ilość ludzi wokół tych kompleksów sprawia, że są one silnie narażone na oddziaływanie ze strony ludzi. Te lasy są strasznie zaśmiecane, dochodzi do kradzieży drewna i ciągłego penetrowania tych drzewostanów, też płoszenia zwierzyny. Prowadzenie gospodarki leśnej jest też trudne na zróżnicowanych terenach wokół rzeki Skrwy i innych rzek, które wyżłobiły jary i wąwozy. Nad czym należałoby w tym nadleśnictwie popracować? – Nękają nas sprawy prywatyzacji lasów. Potrzebne jest uregulowanie rozgraniczeń tam, gdzie państwowe kompleksy leśne poprzeplatane są lasami prywatnymi. Dokonywał Pan zmian kadrowych po swoim przyjściu do Nadleśnictwa Płock? – Żadnych zmian kadrowych nie było i ich nie przewiduję. Może przyjmę młodych ludzi do pracy, jeśli będą odpowiednie warunki i potrzeby. Jakiekolwiek zmiany dostosuję do zasad pragmatyki. W jaki sposób układa się współpraca z instytucjami, które także powinny dbać o lasy? – Bardzo dobrze współpracuje się nam ze strażami pożarnymi, z policją, Starostwami Powiatowymi w Płocku i Sierpcu, Polskim Związkiem Łowieckim, ZOO, Kościołem. Jesteśmy otwarci na wszelką współpracę, zwłaszcza ze szkołami. Cenimy wszelkie inicjatywy, szczególnie związane z porządkowaniem lasu. Staramy się jak najbardziej kultywować. Muszę przyznać, że ilości śmieci, jakie trafiają do lasu, mogą przerazić. Do lasu z premedytacją wyrzucane są zwykłe śmieci komunalne, jak i półprzemysłowe (opakowania, niesprzedane produkty rolne). Wydajemy znaczne ilości środków finansowych na utrzymanie porządku w lasach, ale stwierdziłem ostatnio, że jest to syzyfowa praca. Jeżeli sprzątniemy jednego dnia, drugiego jest nowa „dostawa”, nawet większa od poprzedniej. Traktowani więc jesteśmy jak przedsiębiorstwo oczyszczania lasu. Czy wobec tego głównym celem Pana działalności będzie walka z tymi, którzy zanieczyszczają lasy? – To nie jest kwestia walki, ale uświadomienia społeczeństwu roli i znaczenia tych lasów, utrzymania ich w odpowiedniej kulturze, zwiększenia lesistości, jak również ochrony przed coraz większym wpływem klimatu. Nadleśnictwo Płock było drugie pod względem zniszczonych drzew na terenie RDLP w Łodzi. Ponadto we znaki dają się sprawy ocieplenia klimatu. Widać, że z powodu obniżenia wód gruntowych w drzewostanach zaczynają chorować dęby, a świerki są w jeszcze gorszej sytuacji - usychają, wymierają. Wizja mało optymistyczna... – Generalnie można powiedzieć, że obniżanie koryt rzek i niskie stany wód negatywnie odbijają się na drzewostanie. Na terenach, które są jeszcze podmokłe, staramy się wprowadzać program małej retencji. Chodzi nam o to, żeby zatrzymywać wodę, żeby nie uciekała ona z lasu, ale zasilała zarówno glebę, jak i rzeki. Trzeba więc, na ile się da, stosować profilaktykę? – Trzeba wracać z powrotem do natury. Podczas wykonywanych przed laty melioracji w skali kraju przyjęto, że melioracje polegają na odprowadzaniu wody. No i odprowadziliśmy sobie wodę z pól do rowów, zbiorników retencyjnych. Teraz te zbiorniki są suche, trzeba wszystko budować od nowa, robić progi, zastawki. Można to wykonywać w ramach programów dofinansowywanych z UE, WFOŚiGW i NFOŚiGW i zasobów Regionalnej Dyrekcji. Prac związanych z gospodarką leśną i ekologiczną jest ogrom. Należą one do zadań leśników, którzy często, niewłaściwie, postrzegani są jako cerberzy. A to przecież wszystko po to, żeby wciąż aktualne było powiedzenie: był las, nie było nas, będzie las, nie będzie nas. Dziękuję za rozmowę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze