Reklama

Kurpie na deser

26/01/2011 08:16
W dzisiejszej Polsce są regiony etnograficzne, gdzie ludzie bardzo silnie czują swoją odrębność i takie gdzie nie. Przykładowo na Krajnie (w wielkim skrócie okolice Nakła n/Notecią), poczucie bycia Krajniakiem jest praktycznie żadne, ba są nawet mieszkańcy tego regionu, którzy nie wiedzą, że żyją na Krajnie. Inaczej sprawa ma się z Kujawiakami, Ślązakami czy Kurpiami. I właśnie o Kurpiach rzecz będzie tym razem. Kurpiowie to mieszkańcy terenów, które porastają lasy Puszczy Kurpiowskiej i Białej. Mieszkańcy tego regionu dawniej zasadniczo nie parali się rolnictwem, bo na słabych ziemiach wydartych puszczy dobrze rodziła tylko gryka. I to jej ziarno spożywali często, nawet przygotowując z niego chleb zwany gryczanem. Podobno smaczny, pod warunkiem, że świeży. Jednak mieszkańcy Kurpi to przede wszystkim myśliwi i bartnicy. Własne „prawo bartnicze” posiedli już w XVI wieku. Dzisiaj pozostałością tej tradycji są liczne gospodarstwa pasieczne i coroczna impreza „Kurpiowskie miodobranie’, która odbywa się w Myszyńcu. A kurpiowską specjalnością są miody sycone, zaprawiane sokiem z borówek lub z dzikich wiśni.
Krem z suszonych śliwek

Skład:

200 g suszonych śliwek bez pestek
2 łyżki miodu
łyżeczka żelatyny
szklanka bitej śmietany
orzechy włoskie do dekoracji

Wykonanie:
Śliwki zalewamy letnią wodą na 3 godziny (ja wolę pół na pół z koniakiem), następnie gotujemy je do miękkości. Lekko przestudzone śliwki miksujemy razem z miodem. W niewielkiej ilości gorącej wody rozpuszczamy żelatynę i dodajemy ją do zmiksowanych śliwek. Tak przygotowany krem umieszczamy w pucharkach, dekorujemy bitą śmietaną i orzechami.


Ostatnio tak się dobrze złożyło, iż gościłam na obiedzie Kurpia z bardzo dobrze określoną tożsamością etniczną. Tak z czystej ciekawości zaserwowałam obiad kurpiowski. Za wyjątkiem zupy grzybowej, bo ją zrobiłam wedle przepisu mojej Mamci, choć zgodnie z upodobaniami Kurpi (podobno szaleją za grzybami). Byłam ciekawa reakcji, cóż potrawy nie zostały zidentyfikowane, choć faktycznie mojemu Kurpiowi zupa grzybowa bardzo smakowała, inne dania też, lecz nie sądził, że powinien je znać. Za to w napojach alkoholowych tego regionu orientował się znakomicie. Pamiętał jeszcze doskonałe piwa jałowcowe przygotowywane przez Babcie, podobnie jak wino z owoców dzikiej róży. Piwo jałowcowe choć na początku XX wieku zostało wyparte z Kurpiowszczyzny przez słodowe piwo browarne, obecnie powróciło dzięki modzie na produkty regionalne. Piwo to zwane też piwem kozicowym wyrabiało się domowym sposobem. Wczesną jesienią kobiety i dzieci obijały kijami obficie owocujące krzewy jałowca w celu pozyskania dojrzałych jagód. Jagody te po ususzeniu na słońcu były rozgniatane i zalewane ciepłą wodą (ten etap to zarabianie piwa). Następnie roztwór ten odstawiano na dobę. Po tym czasie cedzono i gotowano go, aby w końcu zaprawić chmielem i miodem. Po ostygnięciu gorzko – słodki trunek był gotowy do spożycia. W powszechnej opinii piwo to uważane jest za bardzo zdrowe. Coś w tym musi być, bo Babcia mojego gościa uważała, że piwo to dziecku nie zaszkodzi, a nawet wpłynie pozytywnie na jego krzepę, stąd on już od wczesnego dzieciństwa miał kontakt ze sztandarowym produktem kuchni kurpiowskiej.
Tekst i stylizacja Izabela Chudzyńska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości