Tyle się ostatnio dzieje, że nie wiadomo w co klawiaturę włożyć. Weźmy choćby sport. Ruszyła najważniejsza (no, może druga po mistrzostwach świata w najważniejszej z rzeczy nieważnych) impreza sportowa roku, igrzyska zimowe w Pekinie. Sportowcy z całego globu, którzy przebrną przez gęste sito eliminacji zastawione przez zdradziecki Covid, stoczą bój o medale. O tym, że drugi etap to bułka z masłem w porównaniu z pierwszym nie trzeba nikogo przekonywać. Wystarczy przypomnieć świeżą historię lidera rankingu ATP tenisistów przed turniejem wielkoszlemowym w Melbourne. Obym się pomylił, ale podobny los czeka, zdaje się, naszą największą nadzieję medalową, specjalistkę od short tracku. O skoczkach już nie wspomnę, bo oni jakoś w tym sezonie wyglądają mizernie…
W futbolu za to wiosna. Nowy selekcjoner, mimo niezbyt chlubnych kartek w życiorysie, tryska optymizmem, a tak zwana opinia publiczna, z wyłączeniem paru malkontentów, zdaje się przechodzić nad problemem do porządku dziennego. Dla dobra sprawy?
Startuje „ekstraklasa”. Co prawda z punktu widzenia batalii o Katar to mało istotny szczegół (ile biegających po rodzimych murawach „gwiazd” odgrywa w reprezentacji rolę inną niż trzymanie halabardy?), ale dla kibica bliższa ciału koszula… A może czeka nas zaskakujący wysyp talentów na miarę najlepszego piłkarza świata (według plebiscytu FIFA)? Nie traćmy nadziei!
A z rzeczy poważnych? Kopalnia (i elektrownia) w Turoszowie kopie i kopać będzie! Wygląda na to, że skończył się „czeski film”. Bo jak inaczej nazwać pomysł odcięcia z dnia na dzień, w środku zimy, tysięcy domów od ciepła i światła? Cóż, wypada się cieszyć, że wybory u naszych południowych sąsiadów odbyły się w październiku, a nie kilka miesięcy później…
O wiadomym projekcie obecnie nam panującej władzy już pisałem i więcej pisać nie zamierzam. Jak śpiewał Wojciech Młynarski, „po co babcię denerwować”?
Pozostaje żelazny temat ostatnich dwóch lat. COVID! Cóż, dane z kilku ostatnich dni zdają się wskazywać, że wkraczamy w fazę opadania kolejnej fali. Jeśli dobrze pójdzie, to zapowiadanych przez „fachowców”z ministerstwa zdrowia stu kilkudziesięciu przypadków (wykrytych) nie będzie. Co o tym sądzić? To, że zdradziecki wirus zdaje się w ogóle nie przejmować poczynaniami odpowiedzialnych za nasze zdrowie i życie ministerialnych urzędników jest oczywiste dla każdego, kto choćby pobieżnie, bez uprzedzeń śledzi przebieg zmagań tych dwóch sił. Można tylko sparafrazować słynne powiedzenia Kisiela o istocie socjalizmu. Mam mianowicie nieodparte wrażenie, że władza nasza bohatersko walczy z problemami, które sama stwarza…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze