Najpierw szukają w kuchni płatków owsianych i aromatów waniliowych. Potem tropią w ogródku rosówki. Do pudełek wkładają też inne czerwone robaki. W końcu nastawiają budziki na 3 rano, by nie spóźnić się na spotkanie z rybami. Aż czterdziestu takich pasjonatów spotkało się nad stawem w Rębowie koło Wyszogrodu na zawodach wędkarskich zorganizowanych przy okazji Dni Wisły. Słońce stało już wysoko. Tafla wody dotykana pyszczkami ryb co i rusz pokrywała się kręgami. Pogoda wydawała się fantastyczna. – Warunki atmosferyczne są fatalne. Ryby nie biorą, a koniec zawodów blisko – narzekali wędkarze z wyszogrodzkiego koła „Sum”, patrząc na nieco pustawe siatki. Nie pomagały zanęty, przynęty, ani też wydawałoby się, że dobre wylosowane stanowiska do łowienia. – Z rybą tak to już jest. Trzeba wiedzieć z czym na nią iść, ale przede wszystkim trzeba mieć szczęście – mówi Józef Kołodziejski. Łowi już od ponad 40 lat i już nieraz doświadczył rybich kaprysów. Na staw w Rębowie przyjechał obładowany wędkami. W pudełku kłębiły się czerwone robaki. – Wziąłem też płatki owsiane zaprawione m.in. zapachem waniliowym. Lubią to ryby karpiowate – tłumaczy. Na koniec zawodów okazuje się, że obrał właściwą taktykę. Komisja sędziowska (w składzie: Rafał Janiszewski, Bogusław Filipiak i Mariusz Matusiak) potwierdziła, że złowił najwięcej, bo ponad 2 kilogramy ryb. To i tak mało w porównaniu z tym, co dzień wcześniej złowiły dzieci. Z drugiej strony liczy się satysfakcja z wygranej. Jaka jest rekordowa ryba złowiona przez tego wędkarza? – 10-kilogramowy sum złapany na żywca kilka lat temu. O rybę w Wyszogrodzie jest jednak coraz trudniej. Środowisko jest zanieczyszczone, do tego Wisła zaniedbana i z brzegu trudno znaleźć dobre miejsce. Jeśli chce się złowić lepsze sztuki, to trzeba wypłynąć na rzekę łódką – przekonuje Józef Kołodziejski. Wtórują mu koledzy z koła. Podobno sytuacja pogorszyła się od chwili, gdy zlikwidowano stary most. – Dzięki niemu można było przejść na kępy. Tam był zdecydowanie lepszy dostęp do wody. Jedyne, na co możemy liczyć, to półtorakilgramowe leszczyki na patelnię. Kolosy z dna Wisły Sytuacja nie jest jednak aż tak dramatyczna. 2 lata temu Andrzej Włudarski złowił tutaj ponad 40-kilogramowego suma. Gigantowi darowano jednak życie i wrócił z powrotem do rzeki, ale wędkarzowi pozostały pamiątkowe zdjęcia. – Rok później znów złowiłem takiego suma, ale też go puściłem wolno – dodaje wędkarz. To wyraźny znak, że ten gatunek ma się całkiem dobrze w wyszogrodzkim odcinku Wisły i że nazwa miejscowego koła, liczącego sobie ponad 50 lat nadal może napawać dumą. – Sum może ważyć ponad 100 kg, ale takie osobniki znajdziemy w zbiornikach zaporowych, gdzieś na zalewie szczecińskim albo w okolicach Zakroczymia – podpowiada Arkadiusz Kaźmierczak, szef wyszogrodzkiego koła, zdradzając, że sum nie przepuści naturalnej przynęty, jak choćby rosówka. Starsi wspominają też lata 60., gdy w Wiśle można było złowić jesiotra ważącego do 170 kg! Nie było wtedy jednak zapory we Włocławku i ta wędrowna ryba mogła spokojnie pokonywać trasę z morza aż do Krakowa. Staw bulgocących ryb Obecnie Koło Wędkarskie „Sum” z Wyszogrodu liczy 200 członków. Prowadzi szkółkę wędkarską dla 21 dzieci, współfinansowaną przez Urząd Gminy. Na zajęciach najmłodsi uczą się m.in. metod łowienia, poznają gatunki ryb i podstawy ochrony środowiska. Koło posiada też społeczną straż rybacką, zajmującą się ochroną i zagospodarowaniem wód na odcinku od Kępy Polskiej do Zakroczymia. – Podczas zawodów spotykamy się na stawie w Rębowie należącym do strażaków. Nie ma tu takiego bogactwa gatunkowego ryb, ale jest karp, karaś i troszeczkę szczupaka. Po rozmowach z naczelnikiem straży mamy plany zarybiać ten akwen. Najpierw trzeba go nieco uporządkować i wyczyścić, bo jest płytki i zamulony – mówi Arkadiusz Kaźmierczak. Finansową pomoc w tym przedsięwzięciu obiecał też burmistrz Henryk Klusiewicz. Na razie zawody wędkarskie pokazały jednak, że w stawie jest za dużo ryb. Większość skarłowaciała. Każdy z uczestników to co złowił, zabierał do domu, żeby nieco przerzedzić populację w zbiorniku. – Tylko dzieci wypuszczały ryby z powrotem do wody. Uczymy podopiecznych zasady „no kill”, coraz modniejszej w kręgach wędkarskich – dowiedzieliśmy się w zarządzie koła. Wyszogrodzkie rybne specjały Okazało się też, że żony wędkarzy tolerują pasje swych mężów. Pozwalają im w swych kuchniach przygotowywać papki, wychodzić o świcie z domu, jak również... patroszyć ryby i je przyrządzać. – Do rannego wstawania jestem od lat przyzwyczajony i jest mi obojętne, czy są to zawody wędkarskie, czy zwykły dzień. Jak tylko jest wolny czas, a nie narzekam na jego brak, bo jestem na emeryturze, każdą chwilę wykorzystuję na łowienie ryb. Po powrocie do domu sam je oporządzam i na koniec rzucam na patelnię, bo to zajmuje najmniej czasu, ale jeśli są święta, zdarza mi się zrobić ryby w galarecie albo w occie – opowiada Józef Kołodziejski. Tak więc czerwcowe zawody wędkarskie w Wyszogrodzie skończyły się nie tylko wręczeniem pucharu Burmistrza Gminy i Miasta oraz nagród najlepszym, ale też rybną ucztą w domach. Wyniki zawodów wędkarskich W zawodach dla dzieci w kategoriach do lat 10 i do lat 14 wzięło udział 28 dzieci, w tym 9 dziewczynek. Zwyciężyli: Natalia Pięta, Daniel Adamczyk (12 lat) i Michał Sztergiel (6 latek). Najmłodsza uczestniczka miała 4 i pół roku. To Oliwia Kaźmierczak, która złowiła prawie kilogram ryb. W zawodach małym wędkarzom mogli pomagać rodzice, ale tylko w zarzucaniu wędki i zdejmowaniu ryby. W kategorii młodzików I miejscezajął Artur Lewandowski, II – Maciej Sokołowski i III Wojciech Biernat. Z kolei w kategorii seniorów najlepsze wyniki osiągnęli: Józef Kołodziejski, Henryk Gozdan i Bogusław Filipiak. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze