Reklama

Jubileusze sióstr pasjonistek. Są na całym świecie.

15/08/2002 11:37
Siostry z płockiego zgromadzenia sióstr Pasjonistek można spotkać na całym świecie. Jako misjonarki pracują na wszystkich kontynentach: w Afryce, Kanadzie oraz miastach europejskich. W minionym tygodniu spotkały się w Płocku z okazji bardzo ważnych jubileuszy pięćdziesięciolecia i dwudziestopięciolecia życia w formacji zakonnej.W minioną sobotę pięć sióstr świętowało pięćdziesięciolecie, a osiem dwudziestopięciolecie profesji zakonnej. Wśród nich są siostry, które na co dzień pracują na misjach w Kamerunie i Kanadzie. Siostra Tomasza Bogumiła Sadowska, pochodzi z parafii w diecezji Łomżyńskiej. Od szesnastu lat pracuje na misjach w Kamerunie. Dziś może powiedzieć, że zaaklimatyzowała się w tamtym środowisku. Przyswoiła obowiązujące normy i reguły życia. Jednak początki, podobnie jak i w przypadku innych sióstr były trudne. Przerażało wszystko. Trzeba było wiele wiary, cierpliwości i wytrwałości by zostać. Podobno najgorszych jest kilka pierwszych lat. Potem dokucza nostalgia za rodzinnym krajem, miastem, rodziną. Pierwsze spotkanie siostry Tomaszy ze zgromadzeniem sióstr pasjonistek miało miejsce, gdy była uczennicą pułtuskiego liceum, w latach 1969 – 74. – Tam właśnie z okna internatu widziałam młode siostry pasjonistki, które otoczone dziećmi, zawsze były radosne. Ten widok był takim impulsem, który już w pierwszym momencie pociągnął mnie w stronę tego zgromadzenia. No oczywiście poza modlitwą i chodzeniem do kościoła. Obecność na Mszy św. była dla mnie ważna, odkąd byłam dzieckiem i chociaż miałam sześć kilometrów do kościoła, nie opuściłam żadnej niedzieli. A trzeba było chodzić na piechotę. Po latach, kiedy znalazłam się obok bazyliki w Pułtusku moje szczęście było ogromne. I nie było dnia, chociaż chodzenie do kościoła i na lekcje religii było zabronione, abym opuściła mszę świętą. Tam właśnie zrodziło się moje powołanie. Ksiądz katecheta Stanisław Nowak, który obecnie jest w Pułtusku, pewnego dnia powiedział, że możemy odwiedzić siostry pasjonistki – powiedziała siostra Tomasza Bogumiła Sadowska. Wizyta miała miejsce jesienią 1971 roku. Od tego momentu zaczęła się historia siostry Tomaszy z tym zgromadzeniem. Opuszczając dom zapytała czy może tu przyjść. Przez trzy i pół roku codziennie chodziła do zgromadzenia. Po skończeniu liceum pedagogicznego w Pułtusku jej droga życiowa na stałe związała się z życiem zgromadzenia sióstr pasjonistek. Okres formacji siostra Tomasza odbyła w Płocku. Przez dwa lata była katechetką w Polsce. Potem zgromadzenie założyło nową placówkę w Brukseli dla Polonii. Tam pracowała przez siedem lat ucząc religii, prowadząc małą szkółkę sobotnią dla dzieci urodzonych w Brukseli. Ale również w tym czasie pomagała chorym, odwiedzała samotnych. Wykonywała różne prace pozwalające jej uczestniczyć w życiu Polonii. To właśnie tam zrodziło się powołanie misyjne siostry Tomaszy. – 3 października 1986 roku zapadła decyzja o wyjeździe na misje. Przez szesnaście lat jestem już w Kamerunie. Mamy tam dwie placówki. Przez trzy lata byłam tam dyrektorką przedszkola. Potem miałyśmy już pierwsze powołanie. Dlatego rozdzieliłyśmy nasze siły i założyłyśmy drugą placówkę w lasach tropikalnych bliżej równika. Tam spędziłam dziesięć lat – powiedziała siostra Tomasza. Siostry papieża Pierwsze dni pobytu napełnione były lękiem przed burzą, deszczem, kiedy wydaje się, że to już jest koniec świata, żmijami, które są dosłownie wszędzie. Potem dochodzi jeszcze bariera językowa. Chociaż niektórzy mieszkańcy mówią po francusku, to jednak posługują się językiem w taki sposób, że trudno się z nimi dogadać. Dopiero po jakimś czasie pobytu człowiek oswaja się z klimatem, nową kulturą, nowym językiem. Zaczyna przyzwyczajać się do zupełnie innego trybu życia, uczy się coraz większej ilości słów z miejscowego dialektu. – Podczas naszego pierwszego pobytu w Afryce (1985 r), dwa miesiące po pierwszej wizycie Ojca Św. w Kamerunie, były wielkie owacje. Wszędzie wołano siostry papieża, siostry papieża. Przyjmowano nas z wielką chwałą. Obecnie, po szesnastu latach pobytu muszę stwierdzić, że jest inaczej. Jest nas tam coraz więcej, zmieniła się forma naszego działania. My z Polski nie siejemy pieniędzmi. Same czasami żyjemy z trudnościami finansowymi i żyjemy z upraw prowadzonych w naszych ogródkach, polach. Obecnie inaczej to wygląda niż pięćdziesiąt lat temu, gdy byli tu Holendrzy, Francuzi, kiedy dzielili dobra, ubrania, leki. My raczej idziemy w tym kierunku, aby nauczyć łowić ryby a nie rozdawać. Chcemy nauczyć ludzi, aby brali się w garść, pracowali i radzili sobie z codziennymi problemami życia – powiedziała siostra Tomasza. Jednak przekonanie do takiego postrzegania życia wymaga ciężkiej, długiej pracy. Wielokrotnie zdarzało się, że dzieci przychodziły z prośbą o jakiś posiłek, chociaż w domu miały co jeść. – To jest wynikiem mentalności tych ludzi. Nasza praca, spotkania z nimi wymagają właśnie zmian w ich mentalności. Pierwsze lata pobytu każdej siostry są takim życie w ranach. Bo chciałoby się jak najwięcej dać, zdjąć jak Św. Franciszek szaty, ale tego nie da się zrobić. Trzeba umieć pogodzić wątpliwości duchowe z mentalnością rdzennych mieszkańców i życiowymi realiami. Nauczyć się przywracać ludziom radość poprzez najprostsze, ale najważniejsze dla nich sprawy. Ciągle jednak chcemy zrobić coś więcej - powiedziała siostra Tomasza. Magiczne słowo Czasami przychodzi moment zwątpienia, rezygnacji. Więcej jest jednak radości z tego, że uda się zrobić coś dobrego. Takim miłym zdarzeniem były podziękowania ze strony rodziców, którzy powiedzieli, że dzięki pracy sióstr, życie dzieci zaczęło się zmieniać, jest lepsze. Na pokonanie wszystkich trudności pozwala jedno. - To takie magiczne słowo, którego używałam na lekcjach religii i moja młodzież w Kamerunie znała je. To jest po prostu miłość. Trzeba kochać Boga, potem przychodzi miłość człowieka. Wtedy nawet jeżeli nie ma się zbyt dobrego przygotowania można sobie ze wszystkim poradzić. Cały hart ducha pochodzi z miłości – powiedziała siostra Tomasza. Nieco inaczej praca misyjna wygląda w przypadku siostry Dolores (Ewa Pius z parafii Bonisław), która przebywa w Kanadzie. Zanim trafiła do zgromadzenia sióstr pasjonistek, bardzo pomógł jej nieżyjący już ks. kanonik Romuald Jaworski. Otrzymała od niego wiele mądrych wskazówek na nową drogę życia. – Bliżej z siostrami zetknęłam się dzięki mojej znajomej, która rok wcześniej wstąpiła do zgromadzenia. Dzięki wizytom u niej, rozmowom moja decyzja o wstąpieniu do tego zgromadzenia coraz bardziej dojrzewała – powiedziała siostra Dolores. Po trzech latach pobytu w macierzystym domu zgromadzenia przy ulicy Sienkiewicza, pozwalającego na zdobycie gruntownego przygotowania duchowego, siostra Dolores wyjechała na misje do Kanady. Poświęca się pracy z dzieciom ze szkół publicznych. – Często rodzice przychodzą z dziećmi dlatego, aby spotkały siostrć zakonnŕ. Bo bardzo rzadko spotyka sić tam siostry w habitach. Chociaý jest to tylko znak zewnćtrzny, to jednak ma znaczenie. Nawet protestanci, a stanowiŕ oni w naszym mieúcie ľ mieszkańców, proszŕ nas byúmy chodziůy w habitach, bo potrzebny jest widzialny znak ducha bożego - powiedziała siostra Dolores. Oprócz pracy w środowisku kanadyjskim, siostra Dolores pracuje wśród polonii. Tam prowadzi lekcje w szkole polskiej im. Jana Pawła II. Chociaż możliwość kontaktu z rodakami zmniejsza trochę tęsknotę za Polską, to siostra Dolores twierdzi, że nostalgia wciąż dokucza. Po pierwszej wizycie w kraju rodzinnym jakoś można się pozbierać, jednak to uczucie tęsknoty wraca i to dość mocno. – Tego nie jest się w stanie opisać. Tęskni się tak jak dziecko do matki. Gdyby nie interwencja Boża, to trzeba by wracać po pół roku do kraju. Pobyt wśród obcych ludzi, o zupełnie innej mentalności, standardzie życia jest trudny. O wiele trudniej jest ewangelizować wśród osób, które mają wysoką stopę materialną. Są przesyceni dobrem materialnym, ale wciąż szukają zadowolenia i radości w życiu codziennym. To pomagamy im znaleźć. A nie jest to łatwe. Często do rodziców docieramy poprzez dzieci - powiedziała siostra Dolores. Obydwie siostry w macierzystym domu swojego zgromadzenia pobędą do końca tygodnia. Potem wyjeżdżają do swoich placówek w Kamerunie i Kanadzie. rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości