Reklama

Izba zagadek?

19/11/2019 13:00

Senat nazywano izbą refleksji i zadumy. Po wyborach zmieniano literkę „u” na „y” w ostatnim słowie. Może się sprawdzi, kto wie… Wydawało mi się jeszcze nie tak dawno, że po wielu latach zajmowania się polityką (właściwie od dzieciństwa mnie żywo interesowała) mniej więcej rozumiem na czym ta gra polega. Ale już mi się nie wydaje. Bo jak pogodzić z podstawami politologii to, co w ostatnich miesiącach wyprawia się na naszej „scenie politycznej”? Chyba tylko zakładając, że tu nic nie dzieje się na serio. Że panowie politycy (i panie polityczki), przepraszam za wyrażenie, robią sobie z publiki jaja. Bo jak inaczej wytłumaczyć sytuację z eurowyborów? „Koalicję” (cudzysłów niezbędny) niby – liberałów z  PO – Nowoczesnej z niby – lewicą Wiosenno – SLD – owską i niby – konserwatystami chłopskimi? A w tle niby - antysystemowiec Paweł K. W normalnej polityce taki wielogłowy stwór nie mógłby zaistnieć, a tu…
A już jestem kompletnie bezradny wobec widowiska, jakie telewizja publiczna zaserwowała widzom, jak sądzę nie mniej zdumionym ode mnie, w postaci orędzia marszałka senatu do narodu. Do narodu? Całego? Jak to rozumieć? Na pierwszy rzut oka wygląda tak, jakbyśmy mieli dwa państwa. Pisowskie, gdzie orędzia wygłasza prezydent albo któryś z najważniejszych hierarchów kościelnych (kiedyś był to „ustawowo” prymas, ale teraz Kościół tak się zapędził w pogoni za postępem, że nie wiadomo, kto jest najważniejszy). Oraz opozycyjne, gdzie od dziś głową jest marszałek izby wyższej parlamentu. Podział nie nowy, ale teraz jakby uprawomocniony. Pan Marszałek wystąpił wszak w telewizji publicznej, zwanej dotąd przez opozycję rządową, ale teraz, kiedy wygłasza w niej orędzie głowa państwa… No, właśnie! Jakiego? Bo przecież nie „peowskiego”! Gdyby wygłosiła je w „tefałenie”, wszystko byłoby proste…
A tak mamy jeszcze zagwozdkę, jak daleko sięgają ambicje polityczne Pana Marszałka? Czy, wykorzystując „bezkrólewie” w opozycji, zamierza śmiało sięgnąć po przywództwo i tym samym stanąć do walki o prezydenturę? Bez żadnych igrzysk dla ludu w postaci prawyborów oczywiście. A co? udowodnił już, że  nie ma zahamowań, sięgając po pamiętne gesty pierwszego niekomunistycznego premiera, a także, choć „z pewną taką nieśmiałością”, polskiego papieża. A że warto „iść tą drogą”, pokazuje przykład byłego prezydenta „dwóch kadencji”, któremu drogę do Belwederu utorował towarzysz, ochoczo „całujący ziemię kaliską”. A co na to władza? Fakt udostępnienia najlepszego czasu antenowego w telewizji publicznej nie pozwala przejść obojętnie obok tego pytania. Chyba, że prawo nie pozwala na odmowę…

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości