Od początku nowego roku zaostrza się w naszym kraju walka o praworządność, niezależność sądów i niezawisłość sędziów. A ponieważ wszyscy wiedzą, jak trudno jest być niezawisłym sędzią i że nie wystarczy do tego ani wrodzona, ani nabyta przez wychowanie przyzwoitość i uczciwość, z wyrozumiałością przyjmują, że za niezawisłość trzeba słono płacić. Nie żeby tam jakieś zaraz kopertówki à la marszałek Grodzki, tylko legalnie z budżetu, jak to zadekretował w konstytucji przed kilkudziesięciu latu roztropny ustawodawca, znając lub przewidując naturę naszych luminarzy sprawiedliwości. Stąd i żaden inny zawód nie może liczyć na taki luksus, by mu w konstytucji zagwarantowano „wynagrodzenie odpowiadające godności urzędu i zakresowi obowiązków”, choć ci u nas nie brakuje ani „godnych urzędów”, a tym bardziej zawodów przeciążonych nadmiarem obowiązków. A jednak tylko zawód sędziego doczekał się takiego wyróżnienia.
Tłumaczy się z tego nadzwyczaj infantylnie prof. Zoll, sędzia zresztą. Otóż według prof. Zolla, „te wszystkie warunki (konstytucyjna gwarancja godnych wynagrodzeń, brak składek na ZUS, możliwość korzystania z nieoprocentowanej pożyczki na zakup mieszkania i wiele innych ułatwień) mają gwarantować sędziemu, że bez względu na wszystko, pozostanie niezawisły w swoich wyrokach”. Czyli gdyby sędziom nie posmarowano przyzwoicie i nie zaklepano tego w konstytucji, to nie byliby zdolni do niezawisłości, czyli uczciwości i rzetelności w wykonywaniu swojego zawodu, tak jak zdolni muszą być wykonawcy innych zawodów mimo braków konstytucyjnych gwarancji? Czy tym sędziom nie poprzewracało się w głowie? Czy takie umocowanie sędziowskiej „niezawisłości” nie świadczy o pewnego rodzaju „kastowości” tego środowiska zawodowego? Gdybym był sędzią, to bym się chyba zapadł pod ziemię, gdyby jakość mojej niezawisłości miała zależeć od wysokości mojego wynagrodzenia.
Poziom tłumaczeń pana sędziego i profesora Zolla zwala z nóg i w tym miejscu, kiedy usprawiedliwia fakt, że sędziowie „nie idą na emeryturę”, tylko „przechodzą w stan spoczynku” i z tego tytułu nie muszą płacić składek „zusowskich”, gdyż przysługuje im w „stanie spoczynku” wynagrodzenie w wysokości 75% dotychczasowych (wysokich) gratyfikacji. Otóż pan profesor uważa, że owa 75-procentowa pensja w stanie spoczynku „ma dawać gwarancję, że sędzia nie będzie w trakcie swojej wcześniejszej pracy zastanawiał się, z czego będzie żyć na emeryturze. Ta pensja ma mu dać bardzo wyraziste uczucie: jesteś niezależny”. A czy ma też dać sędziemu „uczucie”, że musi w wykonywaniu swego zawodu być rzetelnym, do bólu uczciwym? Chyba niekoniecznie, skoro jest tak wielu zapracowanych obywateli w naszym kraju, którzy jak łaski żebrzą o sędziowską rzetelność, sumienność i niezawisłość, i za tej, i za poprzedniej władzy, za której, mimo że stanęła teraz pod szyldem opozycji do walki o sędziowską niezawisłość, z niezawisłością sędziów też były kłopoty. Kruche są podstawy, na których usiłuje się budować sędziowską niezawisłość i lepiej by całe środowisko zrobiło, gdyby zamiast urządzać karykaturalne capstrzyki pt. „Marsz Tysiąca Tóg”, dokonało autentycznego samooczyszczenia i podniosło na wyższy poziom profesjonalizm i etyczność wykonywanego przez siebie zawodu, bo z żadną z tych cech sędzia się nie rodzi i żadna nie przychodzi sama wraz z wysokim wynagrodzeniem.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarz usunięty z powodu naruszenia regulaminu portalu.
Komentarz usunięty z powodu naruszenia regulaminu portalu.
Komentarz usunięty z powodu naruszenia regulaminu portalu.
Komentarz usunięty z powodu naruszenia regulaminu portalu.