Rewolucja nabiera rozpędu i rozzuchwala się! Za niewłaściwe poglądy można wylecieć z pracy – u nas, w pełnej zalet liberalnej demokracji. I za co to? Za nazwanie mężczyzną osobnika płci męskiej, który ogłosił się kobietą, w ramach nowego programu queerowego do mącenia ludziom w głowach, nazwanego „niebinarnością”. I kto wyrzuca? Wcale nie bolszewicki rząd Prawa i Sprawiedliwości, tylko pionierzy postępu i luminarze modernizacji naszego społeczeństwa w celu wyzwolenia go z krępujących szczęście jednostki więzów katolickiej moralności i klasycznej logiki, a przy tym męczennicy katofaszystowskiego reżimu zgromadzeni w naprędce powołanym ośrodku emigracji wewnętrznej, jakim stało się radio „Nowy Świat”, w którym schronili się przed prześladowaniami dziennikarze „Trójki” z podstarzałym panem redaktorem Mannem na czele, bez których „Trójka nie będzie już Trójką” (całe szczęście!). W tym superwolnościowym radiu, wokół którego skupi się pewnie niebawem cała „Nowa Solidarność”, prezes (Piotr Jedliński) dopuścił się straszliwej herezji – uparł się nazywać facetem uciskanego przez kaczy reżim Michała Sz. (któremu roi się, że jest Małgorzatą). Pan redaktor Mann szybko jednak złamał opór prezesa i ten podał się do dymisji. „Nowy Świat” znowu zatriumfował!
Z tą „niebinarnością” są jeszcze inne kłopoty. Czytam na niezastąpionej w szerzeniu postępu Wirtualnej Polsce, że nawet Światowa Organizacja Zdrowia nie zdążyła jej zdefiniować, a już pojawili się nosiciele, oczywiście bezobjawowi, stąd takie problemy prezesa radia „Nowy Świat”. Bo nie w objawach przejawia się „niebinarność”, tylko w odczuciach, a te, jak wiadomo, są niewidzialne i bardzo osobiste. Stąd nawet jak facet ma wszystko, co biologia zdefiniowała od dawna jako przynależące wyłącznie do mężczyzny, ale „czuje się” kobietą, to jest kobietą, bo teraz o faktach decyduje „czucie” (i „wiara”, bo są durnie, którzy w to wierzą). Z „niebinarnością” jest jeszcze i ten problem, że taka osoba raz może się czuć mężczyzną, innym razem kobietą, a jeszcze innym ani mężczyzną, ani kobietą. Jest to wszystko możliwe, bo kreatywność w dziedzinie wyobraźni i uczuć nasza edukacja podsyca od najwcześniejszego dzieciństwa do ostatniej klasy szkoły średniej (interpretacja wiersza jest nawet na maturze).
Dzięki temu subiektywne „czucie” zyskało prymat nad rozumem, a przez to zwiększyła się ilość przeróżnych dewiacji i dysfunkcji, których teraz, w przeciwieństwie do dawnych czasów, nie wolno skrywać, a tym bardziej leczyć, tylko trzeba się z nimi publicznie obnosić, a gdyby ktoś przeszkadzał, to zaraz go upomni pan redaktor Mann albo jakiś inny rzecznik lub komisarz. Namnożyło się przy tym tak wielu strażników „nowej świadomości” (obok rzeczników i komisarzy są jeszcze postępowi sędziowie, dziennikarze, artyści, posłowie, dżenderowi profesorowie, nauczyciele, aktywiści nie wiadomo ilu już liter, biznesmeni), że lawina ich zasranych niebinarnych sądów i opinii sprawia coraz bardziej przytłaczające wrażenie. Zbyt wysoka jest jednak stawka, o którą w życiu chodzi, by się tego bać. Na razie zdaje się i u nas spełniać proroctwo św. Antoniego Pustelnika, które przypomniał w znakomitym tekście o zaniku katolickiego imaginarium na stronie Klubu Jagiellońskiego pan Marcin Kędzierski: „Przyjdą takie czasy, że ludzie będą szaleni i gdy zobaczą kogoś przy zdrowych zmysłach, powstaną przeciw niemu mówiąc: Jesteś szalony, bo nie jesteś do nas podobny”. 100-lecie Bitwy Warszawskiej jednak zobowiązuje. Nasi przodkowie pokonali starą ideologiczną bolszewię, to i my odważnie musimy zmierzyć się z nową.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Wreszcie jakiś głos rozsądku.
Wreszcie jakiś głos rozsądku.