Reklama

Grzymały powrót z klasą

13/02/2019 10:35
Na wernisaż Wojciecha Grzymały do Płockiej Galerii sztuki przyszło mnóstwo osób. Oprócz zainteresowanych sztuką współczesną stałych jej odbiorców, witali artystę po latach dawni koledzy z Jagiellonki. Błyskały flesze, wracały wspomnienia starego Płocka. Na tle siermiężnych lat sześćdziesiątych Grzymała już wtedy wyróżniał się odwagą nie tylko w sposobie ubierania, co potwierdzają fotografie. Także pracował w hotelu Petropol, robił pierwsze rysunki. I jak wielu chciał zostać pisarzem. Jednak sławę przyniosło mu nie pióro, a ołówek. Rysownik, ilustrator, grafik, projektant okładek, tworzy także rzeźby i biżuterię.
Wojciech Stanisław Grzymała urodził się w 1949 roku w Płocku. Mieszkał przy Kolegialnej 4. W tym samym podwórku bywała Mira Zimińska-Sygietyńska podczas swoich nielicznych odwiedzin u płockich krewnych. Z dzieciństwa zapamiętał przede wszystkim miasto, z wczesnej młodości – szkołę (jest absolwentem Jagiellonki). W książce Mirosława Łakomskiego „Płock na emigracji” napisał: „Pamiętam stare sklepy i ich zapach – delikatesy na Tumskiej naprzeciw kina. Moi rodzice mówili: Idź do Kobrzyńskiego i kup to i to. Po chleb biegałem do Żuchniewicza, już nie pamiętam jak nazywa się poprzedni właściciel. Szczególnie miło było tam chodzić zimą, bo wracało się z gorącym chlebem, który grzał ręce. A naprzeciwko Żuchniewicza był mały sklep z zabawkami i było to miejsce, gdzie wszystkie dzieciaki zatrzymywały się wracając ze szkoły. Zimą przyklejaliśmy języki do zamarzniętej, pokrytej miedzią barierki przy oknie wystawowym... A jak przychodziła wiosna, to wszyscy czekali, aż Wisła ruszy i każdy miał nadzieję, że tego właśnie roku szlag trafi most”.
Po wyjeździe z Płocka studiował w Warszawie (jest absolwentem Krajowej Szkoły Lingwistycznej i Akademii Teologii Katolickiej). W 1971 roku debiutował w piśmie „Politechnik”. W 1975 roku wysłał pracę na konkurs rysunku satyrycznego „Młodzi 75” w Rzeszowie i zdobył I nagrodę. W 1979 roku otrzymał nagrodę publiczności legnickiego Satyrykonu. Był jednym z pierwszych polskich artystów, którzy w latach 70. zaczęli eksperymentować z aerografem (malowanie metodą rozpylania farby przez strumień powietrza). Współpracował między innymi z legendarnymi „Szpilkami” i „Karuzelą”. Przygotowywał projekty i ilustracje dla wydawców książek, projektował okładki płyt analogowych (dla Budki Suflera czy Maanamu) jako wolny strzelec. W 1987 roku wyjechał do USA, potem do Nowej Zelandii, gdzie pracował m.in. jako dyrektor artystyczny w „New Zeland Listener” i „Sunday Star-Times”. Tam zaczynał po raz drugi „jako czterdziestolatek z Europy wschodniej za wielką wodą”. W latach 1993-2000 pełnił funkcję dyrektora artystycznego w „Twoim Stylu”, pracował w agencjach reklamowych. Był też menadżerem ds. promocji warszawskiego Jazz Jamboree. Obecnie mieszka w Lytham w Anglii.
Wystawa Grzymały w PGS ma charakter retrospektywny. Ukazuje blisko półwiecze twórczości artysty i tworzy ją około 200 obiektów: ilustracji, rysunków, rzeźb, a nawet biżuterii. Wśród osobistych pamiątek są: zlecenie dla chemigrafii „Polityki” z 1978 r., okładka „Wektorów”, Informator Country z 1982 r., archiwalne zaproszenia na wernisaże, czarno-białe fotografie na tle starego Płocka. Dowcipny jest już sam tytuł wystawy: „Rękoczyny”, czyli wszystko, co udało się przez ponad 40 lat popełnić.
Dużą część prezentowanych prac stanowią ilustracje i rysunki komentujące wydarzenia w Polsce w latach 70. i 80.: „Były wizualnym kontrapunktem wobec otaczającej rzeczywistości, pobudzały do refleksji i zastanawienia, nierzadko obfitującym w treści groteskowe, wywołujące uśmiech odbiorcy, chociaż często uśmiech gorzki i wieloznaczny” – napisała w katalogu dyrektor PGS Alicja Wasilewska. Jest też dużo późniejszych prac z czasopism anglojęzycznych. Na ich podstawie można prześledzić transformacje technik i palety barw. Pierwsze prace są czarno-białe. Kolor dominuje na plakatch filmowych czy okładkach płyt. Kuratorami wystawy są Alicja Wasilewska i syn artysty Antoni Grzymała.
„Inteligentny absolwent nieprzypadkowej szkoły w Płocku (Jagiellonki) da sobie radę gdziekolwiek, nawet na Antypodach” – pisze o Grzymale w katalogu Krzysztof Cichoń. Zastrzega jednak, że wzorem artysty, nie można nigdy spocząć na laurach. Przekładając na język współczesny: „Droga młodzieży, coś trzeba robić, także w realu, nie tylko na fejsie (nawet po maturze)” – apeluje. A sam artysta podczas wernisażu skomentował lapidarnie: „Wszystko, co bym chciał powiedzieć, jest na ścianach”.
Wystawa „Rękoczyny” czynna będzie do 3 marca.

Lena Szatkowska
fot. D. Ossowski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości