Reklama

Gołębie, anioły, Dulska - z Adamem Hanuszkiewiczem rozmawia Lena Szatkowska

06/04/2022 08:00

- Towarzyszyłam panu jeszcze w Narodowym, odkrywając na nowo cały repertuar romantyczny. Przyznaję, że wielkie było moje zdziwienie, kiedy po latach, w Teatrze Nowym, zaczął Pan pracę nad Moralnością Pani Dulskiej. Hanuszkiewicz i Zapolska – tego się nie nosiło?
- Nie tylko panią zdumiałem.

Mnie się wydaje, że ja zawsze, żyjąc w określonej epoce, w czasie politycznym również, wystawiałem sztuki, które były bardziej lub mniej arcydziełami, robiłem zawsze dobrą literaturę i sądzę, że nie zdarzył mi się nigdy literacki kicz. Takim ważnym przedstawieniem jest dla mnie „Dulska”. Ta literatura dramatyczna traktuje o stłumionym erotyzmie w tym zaścianku polskim, w tym naszym Iranie sprzed stu lat. To Zapolskiej zarzucano sto lat temu wyuzdanie erotyczne. Teatry tego nie grały, bo się bały lub wstydziły. Ciemnogród, ciągle Ciemnogród – wtedy uzasadniony – a teraz?

Reklama

- Czyli „Dulska” to jeden z pańskich tematów tabu i konsekwentna ciągłość artystyczna, mówienie o współczesności przez wielkie dzieła?
- Tam – w „Kordianie”, Nie-boskiej czy „Dziadach” był temat narodowości, polskiej historii, polskich losów. A teraz tematem tabu jest seks.

- Forma tego przedstawienia jest również z ducha wcześniejszych przedstawień. Już Nardelli – Kordian śpiewał z mikrofonem na drabinie piosenki do muzyki beatowej; przy Büchnerowskim „Dantonie” grali muzycy Kurylewicza o jeansach i sweterkach; Goplana wjeżdża na Hondzie. Do romantycznych inscenizacji wprowadził pan środki techniczne zaczerpnięte z wieku XX?
- We wszystkich moich spektaklach była muzyka. Jedyne przedstawienie, które zrobiłem bez muzyki, to „Miesiąc na wsi”, ale w najnowszej inscenizacji znowu jest.

Reklama

- Wyznał pan kiedyś, że robiąc przedstawienie, dopiero podążając za tekstem można poznać jego tajemnicę, ale nie prędzej niż na premierze?
- To prawda.

- Czy aktorzy pracujący pod pana kierunkiem mogą liczyć na pochwały?
- Czasem zdarza się coś takiego jak tu, w płockim teatrze, podczas tańca Hanki, że mnie takie wzruszenie łapie, zaskakuje jakiś moment. Wtedy całuję ją i dziękuję.
Ale z chwaleniem nie należy przesadzać, bo to niebezpieczne. Jeśli aktor ma scenę świetną, to nie daj Bóg jemu powiedzieć, że ta właśnie scena jest najlepsza! Na drugi dzień nie jest w stanie powtórzyć jej w tym kształcie. Tak jak chce Gombrowicz – człowiek nie mówi, człowiek jest mówiony. W ideale aktorskim aktor jest grany, a nie gra. W ten sposób, przyznaję, zniszczyłem kilka scen nie tylko swoim własnym żonom. Praca aktorska to jest proces w gruncie rzeczy podświadomy, reżyseria – też.

Reklama

- Bardzo trudno zadowolić reżysera, który jest jednocześnie aktorem…
- Nie ma reżyserów dobrych, którzy nie są aktorami.

- Będę oponować.
- Ale to nie są reżyserzy, lecz koordynatorzy pracy. Reżyseria to także pedagogika, a propos…
Zapytano kiedyś Tairowa, która ze sztuk jest najłatwiejsza? – Niewątpliwie reżyseria – odpowiedział, a która najtrudniejsza – oczywiście reżyseria. W Polsce jest 400 reżyserujących, a reżyserów – tak naprawdę może dziesięciu.

- Czy tęskni pan za Narodowym?
- Nie. Nawet mnie to zdziwiło. Coś natomiast zrobiło się tak przy sercu, gdy zobaczyłem płonący Narodowy. Byłem wtedy w Saar Brücken. Pamiętam natomiast, jak pierwszy raz po wyrzuceniu mnie z Narodowego, a minęły już trzy albo cztery miesiące, przejeżdżałem taksówką obok tego teatru. I nic, absolutnie nic. Teatr to są ludzie, nie mury. (…)

Reklama

Rozmawiała: Lena Szatkowska
Nr 20, 14 maja 1996

Więcej archiwalnych tekstów z roku 1996
w Tygodniku Płockim

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości