To plaga - tak na pytanie o niszczenie znaków drogowych odpowiada Bogumił Sobieski, dyrektor Powiatowego Zarządu Dróg w Płocku. W ubiegłym roku przy drogach powiatowych zniszczono 742 tarcze znaków oraz ukradziono bądź złamano 132 słupki drogowe. Koszty wandalizmu kosztowały powiat 65 tys. zł.
- To koszt społeczny - podkreśla dyrektor Sobieski. - Jedni te znaki niszczą, a inni płacą za to, żeby stały. Praktycznie nie ma możliwości złapania sprawcy na gorącym uczynku. Znaki znikają lub zostają zniszczone, bywa, że po wyjściu młodzieży z dyskotek i zabaw. Do ich unicestwienia przede wszystkim przyczyniają się ci, którzy szukają przy drodze pieniędzy: - Słupki i tablice giną dlatego, że są z blachy. Słupki o średnicy 50-60 mm idealnie nadają się na ogrodzenie. Poza tym są ocynkowane, więc od kiedy podrożał złom, “popyt” na nie rośnie. W niektórych rejonach musimy ustawiać słupki żelbetowe, bo te z metalu nigdy długo nie postoją - mówi nasz rozmówca.
Są drogi, na przykład Goślice - Leszczyn - Zagroba, gdzie nigdy nic za długo nie postoi. Każda gmina wie, które to miejscowości, ale nie ma żadnego sposobu, żeby zapobiec dewastacji. Tylko raz udało się wskazać sprawców przestępstwa, sprawa trafiła do sądu, oni sami zostali ukarani, ale długotrwałe starania o ukaranie wandali okazały się nieproporcjonalne do efektu.
Dyrektor Sobieski nie należy do optymistów: - Nie sądzę, żeby sytuacja mogła się zmienić na lepsze. Proceder się nasila, ponieważ drożeje złom. Skupujący nie trudzą się, aby pytać, skąd pochodzi metalowy słupek. Chyba że zaczniemy przeglądać skupy i złomowiska.
Najgorsze jest to, że skutki kradzieży bądź zniszczenia znaku drogowego mogą być tragiczne. Brak odpowiedniego oznakowania powoduje, że na drodze dochodzi do wypadków, nierzadko śmiertelnych. Ale czy to w ogóle obchodzi kogoś, kto chce ogrodzić sobie sad albo zarobić parę groszy?
(eg)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze