Idą dobre zmiany!
Nadchodzi, proszę Państwa, dobra zmiana w oświacie. Co to będzie za zmiana! Ma być lepsza od poprzedniej dobrej zmiany, bo poprzednicy też szczerze wierzyli, że zaprowadzają dobrą zmianę. Nikt przecież nie chce złej zmiany. Dlatego obecny rząd od pół roku zapowiadał jeszcze lepszą zmianę w edukacji, która, o ho, ho, ma nareszcie uzdrowić mizerne skutki wszystkich poprzednich dobrych zmian, z których, jak pamiętamy, pierwszą i najlepszą zaprowadził pod koniec lat 90. sam nieprzeceniony i bardzo poczciwy Jerzy Buzek z poparciem „Solidarności” i Unii Wolności. Razem trwale przetrącili kręgosłup polskiej oświacie na całe lata, aż do dzisiaj. Choć, według nich, to były bardzo dobre zmiany. I były, choć przyniosły złe skutki. Same zmiany były nawet tak dobre, że ukochany pan Buzek został za nie awansowany potem na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Przecież nikt by go nie awansował za złe zmiany. No więc i teraz zbliża się kolejna dobra zmiana, zresztą obiecana w kampanii wyborczej, a ta władza, jak wiadomo, obietnic dotrzymuje.
Długo czekaliśmy, to prawda, ale warto było! Oto na dzień przed zakończeniem roku szkolnego (młodzież skończyła go znacznie wcześniej, tylko nauczyciele wytrwali do końca) Sejm Najjaśniejszej Rzeczypospolitej prawie w komplecie uchwalił te rewolucyjne i rewelacyjne zmiany. Co to są, proszę Państwa, za zmiany! Może dziwić tylko, że takie dobre zmiany zostały uchwalone w dzień i wysłane do senatu nie na parę minut, ale na kilkanaście dni, a potem jeszcze Pan Prezydent podpisze, też zapewne w dzień (dlaczego, na litość Boską, nie w nocy?) i vacatio legis się odbędzie, jak Pan Bóg przykazał. Wszystko według reguł dziennej demokracji. A więc wyspani, wypoczęci, po śniadaniu posłowie w liczbie aż 265 zagłosowali za tą tak długo oczekiwaną dobrą zmianą.
Dobra zmiana była bardzo potrzebna, bowiem efektem poprzedniej dobrej zmiany były liche podręczniki, choć bardzo kolorowe, wymagania na poziomie 30%, testy, testy i jeszcze raz testy, podpowiedzi na egzaminach w postaci przewagi zadań z tekstem źródłowym, prezentacje maturalne, które pisała cała rodzina z ciocią polonistką, siostrą studentką i panią korepetytorką. To były dobre zmiany, które podobały się prezydentowi Komorowskiemu i premierowi Tuskowi. Nic dziwnego, że premier Tusk, wzorem premiera Buzka, awansował na kluczowe stanowisko w Unii Europejskiej. To już taki się utrwala dobry zwyczaj – awans za dobre zmiany. A że po tych dobrych zmianach student nie wiedział za bardzo, po co przyszedł na studia i nawet sobie trudu nie zadawał, żeby zapamiętać nazwy przedmiotów, które studiuje, i nazwiska wykładowców, których słucha. O gromadzeniu wiedzy nawet nie warto wspominać. Te dobre zmiany i ich mizerne skutki cieszyły się wielkim uznaniem całego środowiska poprzednich włodarzy, ale nie zyskały uznania obecnych władców, którzy zapowiedzieli swoje dobre zmiany. Więc będą nowe dobre zmiany. I są! Proszę Państwa, proszę się trzymać krzeseł, Sejm uchwalił na nowy rok dwie dobre zmiany. Zlikwidował sprawdzian szóstoklasistów i zezwolił maturzystom składać odwołanie od wyniku egzaminu. Ależ to są zmiany, poważnych problemów tysiąc i dwie proste dobre zmiany lekarstwem na wszystko. Brawo!
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze