Stare i nowe nowiny
Na politycznej scenie wrze. Co chwilę jesteśmy świadkami jakiejś nieprzyjemnej awantury. Są problemy z wyborem sędziego do Trybunału Konstytucyjnego, ktoś głosuje „na cztery ręce” pod nieobecność zacnego pana Morawieckiego, „Naczelnik Państwa” jakoś tak nieuprzejmie podaje rękę Prezydentowi, że się wszystkim robi od razu niedobrze. Urzędujący wicepremier oświadcza, że Prezydent wcale nie jest najważniejszą osobą w państwie. Wszystkie te zgrzyty przebija rezolucja Parlamentu Europejskiego w sprawie Polski, przyjęta tak przytłaczającą większością głosów. A więc Europa, do której należymy, jaka by nie była, ma już nas dość i to w takim momencie. Szkoda, że nowe władze tak beztrosko zmarnowały szanse, jakie stwarzała 1050. rocznica chrztu Polski. Zamiast pokazać światu, jak żyje i potrafi się rządzić 1000-letni naród, co chwilę wdają się w jakąś nową awanturę albo podpadają obywatelom. A to minister kultury grozi teatrowi we Wrocławiu za wystawienie rzekomo niemoralnej sztuki, której ani nie widział, ani nawet nie zamierzał oglądać, choć recenzenci, czyli ludzie, którzy znają się na rzeczy, chwalą.
A to w znanej stadninie koni nagle, pod nowym zdaje się już zarządem, padają piękne klacze. A to drobni klienci Lasów Państwowych, którzy nie radzili sobie z przepotężnym molochem za poprzedniej władzy, nadal nie mają szans na rozwój swoich „rodzinnych” firm, na które tak stawia nowa władza, bo od czasu wprowadzenie „dobrej zmiany” nic im się nie poprawiło. Nauczyciele czekają na jakieś konkretne sygnały o kierunku zmian w oświacie, których na razie nie widać, no może poza faktem, że od nowego roku zamiast jednego będzie w klasach aż dwóch wychowawców. A to ci dopiero będzie zmiana. Zdaje się, że nawet przed wojną, kiedy szkoła cieszyła się wysokim poważaniem, nikt nie pokusił się na takie dziwadła. Nawet cykliści nie mogą spać spokojnie, bo już słyszą groźne zapowiedzi, że bez karty rowerowej nie ruszą się z domu. Będzie można mieć maturę, licencjat, magisterium i doktorat, a i to nie wystarczy, aby dowieść, że się umie jeździć rowerem.
W tej sytuacji, kiedy te wszystkie „stare nowiny” są tak wielce przygnębiające, spieszę donieść jedną „nową nowinę”, która jest naprawdę bardzo dobra. Dotyczy ona płockiego teatru, który zapewne Państwo od czasu do czasu odwiedzają. Jeśli nie za często, to już teraz proszę się nie ociągać, bo nie oglądając się wcale na tę niepewną sytuację polityczną wokół polskiego teatru, pan Marek Mokrowiecki zrobił naprawdę znakomity spektakl. Szekspirowskie „Poskromienie złośnicy” w jego reżyserii z pomocą ciekawego zespołu realizatorów i dużego zespołu aktorskiego jest wyśmienite. Dawno mury płockiej sceny nie oglądały tak pięknego widowiska. Ostrzegam tylko, że szczególnie Panie, ale nie wszystkie, tylko te „złośliwe”, mogą czuć się urażone tą historią sprzed ponad czterystu lat. Z kolei zadowoleni być powinni Panowie, którym przyszło partnerować w życiu „złośnicom”. Dowiedzą się Państwo, jak poskromić złość, by zaznać w życiu odrobinę tak utęsknionego szczęścia. Tak więc, skoro tak niewiele się udaje na tej wielkiej scenie politycznej, niech nas ucieszy ta, też niemała, płocka scena, na której wskrzeszono tak nieoczekiwanie prawdziwe, najprawdziwsze artystyczne piękno.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze