Nie brońmy katastrofy!
Z prasy dowiedziałem się, że w ratuszu odbyła się konferencja poświęcona ratowaniu gimnazjów, których likwidację zapowiedział PiS. Rozumiem pana Stanisława Nisztora, szefa płockiego ZNP. Jego obowiązkiem jest ratowanie nauczycielskich etatów, niekoniecznie ratowanie polskiej szkoły, musi zatem organizować takie konferencje. Nie rozumiem pani poseł Elżbiety Gapińskiej, która w tej kadencji sejmu działa w Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży. Pani poseł nie ma obowiązku ratowania kilkuset nauczycielskich etatów, ma obowiązek, jako przedstawiciel komisji, ratować polską szkołę. Nie słyszałem, by w czasie częstych wizyt w szkołach przy okazji różnych uroczystości pytała nauczycieli, jak się im w systemie zorganizowanym przez jej partię przez ostatnie osiem lat pracowało. Czy byli zadowoleni z podręczników, czy przydział godzin wystarczał do rzetelnego nauczania, czy reguły egzaminacyjne wspierały pozytywnie, czy szkodziły wychowaniu i nauczaniu młodzieży? Niewiele też takie sprawy obchodzą działaczy związkowych.
Tymczasem teraz mamy jakiś dziwny sojusz partii i związku zawodowego w obronie gimnazjów. Trzeba otwarcie powiedzieć, to nie jest sojusz podyktowany troską o stan polskiej oświaty i wychowanie młodzieży, a zaledwie zagrożeniem kilkuset nauczycielskich etatów w mieście, które nie muszą zostać zlikwidowane, a jedynie przesunięte. Dlatego postrzegam tę inicjatywę jako z gruntu nieuczciwą i szkodliwą. Wielokrotnie na temat oświaty pisałem. Rozbicie spójnego dwustopniowego, całkowicie wystarczającego systemu szkolnego w roku 1999 przez „Solidarność”, występującą pod szyldem Akcji Wyborczej, z poparciem Jarosława Kaczyńskiego zapoczątkowało dotkliwy kryzys w oświacie, którego skutki są powszechnie odczuwalne do dziś, głównie przez profesorów wyższych uczelni (kondycja znacznej części współczesnych studentów to katastrofa). Tych negatywnych tendencji nikt potem nie zahamował ani nie odwrócił.
Obecnie likwidacja gimnazjów może już niczego nie zmienić w wadliwie funkcjonującym systemie. Dlatego wszelkiej dyskusji na ten temat musi towarzyszyć mądry i sensowny namysł nad potrzebą uzdrowienia całego systemu szkolnego, a nie utrzymania lub likwidacji jakiegoś jednego ogniwa. Nie usłyszałem jednak, by ktokolwiek z uczestników konferencji miał w tym zakresie jakiś sensowny pomysł. Nowa władza także postępuje nieuczciwie, bo nie ujawnia jasno sprecyzowanego planu reform w oświacie i nie szuka do jego wdrażania szerokiego konsensusu społecznego (tak jak nie szukali go poprzednicy). A po fanaberiach z Trybunałem Konstytucyjnym taki konsensus pod tym przywództwem nie będzie już możliwy. Tymczasem oświata naprawdę potrzebuje naprawy. Niezbędne jest zdefiniowanie celów, dobór najlepszych narzędzi, w tym dobrych podręczników, mądrych, wspierających nauczanie egzaminów. W tych warunkach istnienie gimnazjów nie musi być takie złe. Bez tych warunków jest katastrofą. Na razie, zdaje się, będziemy bronić katastrofy.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze