Bardzo religijny kraj
I znowu odezwały się demony przeszłości, wywleczono na wierzch łajdactwa w rodzaju rzeczywistego albo domniemanego donosicielstwa „bohatera naszej młodości” oraz ukrywania tego łajdactwa przez ćwierć wieku przez rzeszę reformatorów Polski z ramienia tzw. „demokratycznej opozycji” lat 80., którzy potem, jako przyjaciele „bohatera”, zajęli pozycje beneficjentów nowego ustroju, stąd i ich zapamiętała obrona dobrego imienia „bohatera”. Sprawa jest skomplikowana i nie zanosi się, aby została rychło rozstrzygnięta, nawet mimo znalezienia „oryginałów”. Jedni przy tej okazji mówią o mściwości i chorej pamiętliwości, która legła u podstaw legitymizacji aktualnej władzy, inni cieszą się z dziejowej sprawiedliwości, jakiej zaczątkiem mają się stać odnalezione akta Tajnego Współpracownika Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Bolek”. Nie mniej ciekawe od samych akt jest miejsce ich znalezienia. Mówi ono więcej o transformacji ustrojowej naszej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej niż niejeden opasły tom analiz historycznych. Musiały to być bardzo ważne akta, skoro przechowywano je tak długo i do tego w prywatnym kredensie.
Ale skoro centrum dowodzenia w III RP przeniosło się z instytucji publicznych do prywatnych mieszkań paru ważnych osobistości z poprzedniej epoki, to i nie dziw, że tam nagromadziło się sporo istotnych dokumentów, które musiały zacząć w końcu kogoś uwierać. Że trzeba się ich pozbyć, to nie ulega wątpliwości. Lepiej przecież żyć niż nie żyć, a trudno spokojnie żyć, kiedy się ma w kredensie taki skarb. Zważywszy, iż „piątkowy samobójca” ostatnio znowu dał o sobie znać, to już lepiej było się tej zawartości pozbyć. Mało mnie już zresztą po dwudziestu latach tak wychwalanej transformacji, która wypycha z kraju kwiat naszej młodzieży, obchodzi zawartość tego kredensowego archiwum. I bez niego wiadomo po zachowaniu „bohatera” w latach przemian ustrojowych, kto musiał mu dyskretnie i za pomocą jakich środków przypominać, skąd mu nogi wyrastają i jak długo taki stan ma szansę się utrzymać. Czyżby fałszywki miały tak ogromną moc dyscyplinującą?
To chyba niemożliwe. Niemniej „bohater” wciąż zaprzecza i dzięki nowoczesnej – prawej i sprawiedliwej – metodzie prowadzenia śledztwa, która polega na tym, że wszystkie takie bardzo ważne dokumenty wrzuca się od razu w Internet, zyskuje czas i środki do przygotowania bałamutnej obrony. Obrona ta prowadzona jest na blogach internetowych tak niepoprawnym językiem, że aż żal serce ściska, że człowiek był kiedyś tak naiwny i wierzył w tego nad wyraz prostego człowieka. Nawet z dalekiej Wenezueli, dokąd „bohater” udał się w towarzystwie nieodłącznego Mieczysława, może mącić nam w głowach, podrzucając coraz to bardziej fantastyczne wyjaśnienia, które, dzięki uprzejmości śledczych, tak łatwo dzisiaj formułować. Zamęt jest tak duży, że coraz trudniej przychodzi opowiedzieć nam najnowszą historię, której nową interpretację wymusza zawartość kredensu, a w roli głównego bohatera stawia jego właściciela. Ale pewności i tu mieć nie możemy, zatem, jak w wielu innych dziedzinach, musimy się zdać nie na wiedzę, tylko na wiarę. Taka to już jest, bardzo religijna, ta nasza III RP. Każdy może tu sobie wierzyć w co chce. Chcieliśmy pluralizmu, to go mamy, dzięki uprzejmości „bohatera”.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze