„500 plus minus”
Każde państwo powinno dbać o rodzinę. Z rodzin składa się społeczeństwo. W rodzinie człowiek się rodzi i umiera, w rodzinie rośnie, rozwija się i dojrzewa, główne do tego, by założyć nową rodzinę. Rodzina, jak mówi powszechny, szkolny truizm, jest podstawową komórką społeczną, i nie ma w tym przesady. O rodzinę trzeba dbać, rodzinę trzeba wspierać. Polityka prorodzinna powinna być podstawowym obowiązkiem każdej władzy, każdego państwa. Że tak nie jest u nas, wie każdy. Dowodem na to jest przepotężna migracja młodych ludzi, która wystawia najlepsze świadectwo transformacji ustrojowej, jaka dokonuje się w naszym kraju od 25 z górą lat, transformacji tak wychwalanej przy okazji obchodzonego niedawno jej okrągłego jubileuszu. 25 lat wolności i 25 lat ucieczek z kraju w poszukiwaniu pracy i lepszych zarobków poza granicami Polski, by stworzyć warunki do założenia rodziny. Bo starania o to, by Polacy na utrzymanie polskich rodzin pracowali przede wszystkim we własnym kraju, rozbudowując jego potencjał, jakoś się nie powiodły, a przynajmniej nie wszystkim się powiodły. Nikt zresztą nawet nie ukrywał, że w transformacji miało głównie o to chodzić.
Rodzina jest silna także potencjałem ekonomicznym, jaki wypracowuje, gromadzi i przekazuje następnym pokoleniom. Potencjał ten bierze się z pracy, oszczędności i posiadanego kapitału. Na tym polu widać jednak ogromne rozbieżności. Stąd ta ogromna migracja, która dla jednych jest oznaką wolności, dla innych smutną, a nawet tragiczną koniecznością. Jak jej zaradzić, jak wzmocnić polskie rodziny? Za dużo na ten temat za poprzedniej koalicji, i w całym 25-leciu nie dyskutowano. Teraz natomiast mamy nagły przesyt dyskusji w związku z rządowym programem „500+”. Opozycja krytykuje, miażdży, ośmiesza, choć sama w tej dziedzinie nie ma ani sukcesów, ani pomysłów. Kto by tam zresztą, pozostając na poselskiej diecie, pamiętał o problemach rodzin, dla których poselska dieta pozostaje w sferze niedosiężnych marzeń.
Program „500+” nie jest programem idealnym, ale przede wszystkim jest wreszcie jakimś programem tam, gdzie dotąd nie było żadnego programu. Jego słabość bierze się stąd, że zrodził się w ramach kampanii wyborczej i w tych warunkach miał stać się wabikiem dla wielu potencjalnych wyborców. Od początku był niejasno, nieprecyzyjnie sformułowany, dlatego teraz obok szansy na spełnienie pozytywnej roli w życiu wielu potrzebujących środków do życia rodzin, stanie się także zarzewiem rozczarowania dla tych, którzy wyborczy obowiązek spełnili, licząc na wsparcie domowego budżetu, a spotka ich figa z makiem. Tak będzie z wszystkimi rodzinami z dwojgiem, trojgiem dzieci, z których starsze w tym roku skończą lub już skończyły 18 lat i nie znikną obowiązki łożenia na ich utrzymanie (nadal się uczą, studiują), ale dla programu „500+” formalnie przestaną istnieć, sprawiając, że ostatnie dziecko stanie się tym „pierwszym”, na które wsparcie nie będzie przysługiwać. Taka rodzina nadal będzie ponosić te same ciężary, ale wsparcia od państwa nie otrzyma. Byłoby oczywiście uczciwsze, gdyby wszyscy wiedzieli o tym od początku. W kampanii program wyglądał nieco inaczej, teraz przybrał postać wielce oszczędnościową. Opozycję musi to cieszyć, problemów wielu rodzin ten program nie rozwiąże. Polska nadal czeka na mądrą politykę prorodzinną, długofalową, zakrojoną na rozwój wszystkich rodzin.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze