Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

03/02/2016 08:24

Drogie książki

Analitycy rynku księgarskiego w Polsce alarmują, że rynek ten jest w rozsypce, a czytelnictwo wciąż spada. Jednym z czynników, który generuje takie zjawisko, jest z całą pewnością niska kondycja finansowa środowisk książką w sposób szczególny zainteresowanych. W mozolnie kształtującym się przez ostatnie 20 lat polskim kapitalizmie szczególnie gorliwie zadbano o to, by właśnie kondycja nauczycieli, pracowników akademickich, ludzi związanych z upowszechnianiem kultury była niska. Nie generują zysku, nie mieszczą się w kapitalistycznym modelu społeczeństwa, muszą pozostać na upośledzonym stanowisku. Stąd nauczyciele, którzy powinni mieć ułatwiony dostęp do nowej książki, aby ją rekomendować dalej, są tego dostępu praktycznie pozbawieni. Trzeba się dwa razy zastanowić, zanim kupi się książkę za kilkadziesiąt złotych. Dwie, trzy książki mogą dotkliwie zrujnować dopięty budżet miesięczny. Również obserwatorzy rynku antykwarycznego wiedzą, że jest on w dużej mierze zablokowany. Ludzie pozbywają się nierzadko za bezcen księgozbiorów, aby zdobyć środki na przetrwanie, a nowych nabywców nie widać.
Szczególnie nauczyciele wiedzą, jak spada zainteresowanie książką wśród najmłodszych potencjalnych czytelników. Dziś rodzic od najwcześniejszych lat zanim rozmiłuje dziecko w czytelnictwie, wyposaża je w atrakcyjne multimedia, które skutecznie odciągają niedoszłego „czytelnika” od książki. Nieczytający rodzic wychowuje nieczytające dziecko. Stąd w szkole lawina uczniów, którzy dziwią się, że oczekuje się od nich czytania książek. Problem spotęgował się po utworzeniu gimnazjów, do których wepchnięto wszystkich absolwentów szkół podstawowych, a z gimnazjów większość siłą rozpędu znalazła się w liceach, szkołach niegdyś przeznaczonych do kształcenia elit, których wyróżniającą cechą zawsze było czynne uczestnictwo w kulturze, także poprzez większe od przeciętnej czytelnictwo. Mocarstwowe aspiracje państwa, które chciało dać wykształcenie wyższe prawie całej uczącej się populacji doprowadziło do sytuacji, że cała ta „wykształcona” populacja ma kształt nieco buraczany, nawet nie zdając sobie do końca z tego sprawy.
Szczególnie za zaistniałą sytuację trzeba winić władze edukacyjne ostatnich dwóch dekad, które stopniowo wprowadzały rozwiązania potęgujące separację ucznia z książką. Najpierw narzucono mu kontakt z takim podręcznikiem, który na zawsze pozbawił go złudzeń, że książka mogłaby być przyjemna i ciekawa, a następnie tak mu skonstruowano egzaminy, by do ich zdania czytanie książek wcale nie było niezbędne. Działo się to wszystko za zgodą „wykształconych” ministrów, premierów, prezydentów, posłów, hierarchów kościelnych. „Dorzynanie watahy” przez poprzednią koalicję zbiegło się z wprowadzeniem VAT-u na książki, co „dorżnęło” rynek księgarski. W efekcie stajemy się coraz ciekawszym społeczeństwem. Młodzież coraz mniej czyta, a coraz więcej pije. Wychodząc naprzeciw jej potrzebom na potęgę likwiduje się księgarnie i dba o dostateczną ilość sklepów monopolowych. To bardzo ciekawy kierunek rozwoju naszego, będącego wciąż na dorobku młodego społeczeństwa kapitalistycznego, pozostającego przecież pod tak troskliwą opieką pana Prezydenta i księdza Prymasa.

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości