Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

26/01/2016 08:27

Kłamać jest pięknie!

Wiemy, że szacunek współczesnych demokratów wobec obywateli kończy się często zaraz po wyborach. Dzieje się tak, mimo że to obywatele swoimi głosami legitymizują władzę, wyrażając zgodę na realizację określonego programu. Z programami jest jednak tak, że najczęściej napisane wieloznacznym, nieprecyzyjnym językiem, otwierają szerokie pole interpretacji, z którą politycy radzą sobie dosyć zręcznie, wprawiając swoich wyborców w niejakie osłupienie. Na przykład przed wyborami jest się przeciw przyjmowaniu „uchodźców”, bo poprzedni rząd ich chciał przyjąć, a po wyborach jest się za ich przyjmowaniem, bo trzeba realizować „zobowiązania poprzedników”. Ale i z tymi „zobowiązaniami” jest jakoś tak niejednoznacznie, bo już przy realizacji „zobowiązań poprzedników” co do akceptacji legalnie wybranych trzech sędziów do osławionego „Trybunału” pojawiły się niespodziewane opory.
Z samymi jednak uchodźcami jest jeszcze problem innego rodzaju. Gdzie się człowiek nie obejrzy, to zaraz widzi jakiegoś „uchodźcę”. Nawet szanowna pani premier w Strasburgu wspomniała o milionie „uchodźców” (tak, uchodźców, nie migrantów zarobkowych) z Ukrainy, którzy znaleźli schronienie w naszym kraju („ludzi, którym nikt nie chciał pomóc, a my im pomagamy”). Statystyki rządowe natomiast (niesprostowane dotąd przez nową władzę) nieubłaganie mówią o kilkuset zaledwie osobach z różnych krajów, które w dwu ostatnich latach ze statusem „uchodźcy” (w rozumieniu prawa międzynarodowego) znalazły schronienie w Polsce. Od roku 2007 takich osób było zaledwie półtora tysiąca. Samych wniosków o taki status wpłynęło do władz RP poniżej 20 tysięcy (nie milionów!), w tym najwięcej od Czeczeńców, potem Ukraińców, Gruzinów, Tadżyków i Syryjczyków. Oficjalnie mówi się też o kilkuset tysiącach migrantów zarobkowych ze Wschodu, którzy regularnie sezonowo nawiedzają nasz kraj w ostatnich latach w poszukiwaniu pracy. Ale to nie są żadni „uchodźcy”. Kto jak kto, ale pani Premier powinna znać znaczenie słów, którymi się posługuje. Bo jak tu wychowywać dzieci do prawdomówności, i odpowiedzialności za słowo, kiedy słyszą na każdym kroku jak postępują politycy i jak uchodzi im to na sucho?
Niestety nie przekonuje mnie usprawiedliwienie ministra Konrada Szymańskiego, dla którego słowa szefowej rządu to tylko „mówienie skrótem”. A to dopiero skrót. Trzeba mieć niebywałą fantazję, żeby zrobić z kilkuset osób „milion”, i to na oczach całej Europy. Może więc warto przypomnieć rozkojarzonej pani Premier, że słowa jednak coś znaczą, szczególnie w naszych czasach, kiedy właśnie borykamy się z problemem „uchodźców” z powodów wojennych i stoi przed nami groźba zalania kontynentu, a może i naszego kraju żywiołem obcym kulturowo. Zatem ponieważ wiemy, co znaczy słowo „uchodźca” i wiemy, co znaczy słowo „emigrant zarobkowy”, oczekujemy od polityków posługiwania się językiem precyzyjnym i jasnym, a nie manipulatorskim dla osiągnięcia swoich doraźnych celów politycznych. Polityk ma obowiązek okazać szacunek obywatelowi także poprzez swoją prawdomówność, zarówno przed wyborami, jaki i, i to szczególnie!, po nich.

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości