Więcej wolności i demokracji
Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Posłane do szkoły za wcześnie właśnie dlatego nie rozwinie swoich potencjalności, że trafiło tam przedwcześnie i zostało zdominowane, zduszone przez inne dzieci, sprawniejsze umysłowo w tym samym wieku. Kiedyś zauważono, że wiek 7 lat jest najodpowiedniejszym do rozpoczęcia uspołecznionej nauki szkolnej. Powinni to przede wszystkim rozumieć miłośnicy wolności i demokracji, którzy ostatnio tak ochoczo i krzykliwie podnieśli głosy w obronie wolności i demokracji. Ale to za ich przyczyną wymuszono posyłanie wszystkich dzieci do szkoły w wieku 6 lat. I to nie było rozwiązanie zgodne z zasadą wolności wyboru, którą tak szczyci się system ustrojowy, w którym żyjemy, a który na każdym kroku tę zasadę łamie, wymuszając stosowanie się do przeróżnych standardów, czasami słusznych, czasami nie. A ponieważ od lat już stosuje się praktykę, że w zasadzie nie pozostawia się dzieci na drugi rok, stąd jeszcze nawet w gimnazjum obserwuje się ogromne zróżnicowanie w możliwościach adaptacyjnych do spełniania obowiązków szkolnych. Są dzieci dobrze rozwinięte, zmotywowane i przystosowane do podołania wymaganiom gimnazjalnym i są dzieci jakby bardziej zdziecinniałe, nieprzystosowane do pracy w tempie odpowiednim dla tego poziomu kształcenia.
Wymaganiom zatem wolności i demokracji postanowił sprostać PiS i wbrew zamysłom „miłośników wolności i demokracji” tuż przed Nowym Rokiem znowelizował ustawę o systemie oświaty, znosząc obowiązek posyłania do szkoły 6-latków i ustanawiając „prawo rodziców” do posyłania do szkoły 6-latków. To przybyło nam od tego wolności i demokracji, czy ubyło? Niby dużo zmieniono, a w gruncie rzeczy niewiele zmieniono, bo gdyby wszyscy aktualni rodzice 6-latków zechcieli posłać w obecnym roku do szkoły swoje dzieci, to mogą to zrobić. Ale mają wybór, szlachetni obrońcy wolności i demokracji! Wy natomiast ustanowiliście przymus. I na tym na razie polega różnica między wami, dyktatorkami wolności i nowymi rządcami Polski, którzy jednak poszerzają tym rozwiązaniem pole wolności. Wyjdziecie teraz na ulice, by zaprotestować przeciw niszczeniu wolności i demokracji?
Nie wszystko się udaje nowym władcom Polski, ale to się akurat udało bardzo. I jeszcze jedno! Rządzący zapowiadają zmianę w procedurach odwoławczych od wyników egzaminu maturalnego, które obecnie są ostateczne, a przecież egzaminatorzy są ludźmi i mogą się pomylić. Dlatego teraz, kiedy tak gwałcona jest wolność i demokracja, „maturzyści będą mogli odwoływać się od oceny ich egzaminu do niezależnych ekspertów”. Kimkolwiek by byli ci eksperci, to zasada jest słuszna i znowu poszerza pole naszej wolności. Dotychczasowych maturzystów nawet sądy spławiały z niczym, także w sytuacji, w których „niezależni eksperci” doszukiwali się nieprawidłowości w ocenie, jak donoszą media, aż 14 zadań. Dotąd nawet od wyroku sądu I instancji można się było odwołać do sądu wyższej instancji, a od werdyktu komisji egzaminacyjnej nie. No to już sami Państwo oceńcie, czy zmiany idą na lepsze czy na gorsze, jak próbują nam wmówić „obrońcy wolności i demokracji”.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze