Gimnazja już niepotrzebne
Za komuny i przez 10 lat III RP w systemie szkolnej rekrutacji wszystko odbywało się w sposób logiczny. Kto kończył 8-klasową szkołę podstawową na piątkach, szedł do liceum, kto na czwórkach, szedł do technikum, kto z trójkami, trafiał do zawodówki. Tak dokonywała się naturalna selekcja uczniów – w systemie, który rzekomo chciał wszystkich zrównać. Po liceum szło się na uniwersytet, po technikum na politechnikę, a po zawodówkach do roboty. Szkół wyższych było akurat tyle, że chcący studiować musieli mocno rywalizować, aby spełnić swoje życiowe aspiracje. Niedobór wymuszał wysoki poziom kształcenia, tym bardziej, że oprócz egzaminu maturalnego trzeba było jeszcze zdać egzaminy wstępne. Efektem był dosyć niski współczynnik obywateli z wyższym wykształceniem (w granicach kilku procent w całej populacji), ale było to wykształcenie staranne i wysokie. Ten system przetrwał do końca lat 90. Wszystko zmieniło się z nastaniem rządów Akcji Wyborczej Solidarność i Unii Wolności. Wraz z rodzącym się kapitalizmem w kraju powstały setki wyższych uczelni, wzrosło więc zapotrzebowanie na studenta. Aby przebudować społeczną mentalność i skierować ludzi na studia, powołano gimnazja.
Teraz po szkole podstawowej wszyscy szli dalej na wyższy etap kształcenia ogólnego, a potem siłą rozpędu, na skutek rozbudzonych aspiracji, do liceum po maturę. Nic więc dziwnego, że nauczyciele szkół ponadgimnazjalnych już na początku funkcjonowania tego trójstopniowego systemu natknęli się na niespotykane trudności, skutkujące obniżeniem poziomu nauczania. Do liceów zaczęli trafiać uczniowie z bardzo niskimi predyspozycjami do podjęcia studiów wyższych. Działo się tak nie dlatego, że gimnazja źle uczyły, tylko dlatego, że szkoły wchłonęły ogromną ilość osób, które w poprzednim systemie do studiowania się nie nadawały. Trafiłyby do zawodówek. Ale kiedy przeszły przez gimnazjum, a w międzyczasie zlikwidowano zawodówki, wyboru nie było. Aby przykryć problem spadku poziomu nauczania, władze obniżyły radykalnie wymagania maturalne do 30%, a sam egzamin tak skonstruowały, by nie był już czynnikiem stymulującym rozwój ucznia, a nadawał się zaledwie na narzędzie rekrutacyjne. Tym sposobem pchnięto na studia rzesze ludzi nienadających się do studiowania, bo potrzebowały ich rozkwitające biznesy edukacyjne. A gdy się okazało, że nawet do pracy w butiku trzeba mieć wykształcenie wyższe, klimat dla owych biznesów stał się idealny.
Teraz PiS zapowiada likwidację gimnazjów. Czy dlatego by podnieść poziom nauczania (mam nadzieję!), czy tylko dlatego, że dojrzały warunki do takiej likwidacji? Gimnazja spełniły swe zadanie. Przebudowały mentalność Polaków, przyczyniły się do podniesienia współczynnika scholaryzacji, nie musimy się wstydzić Europy, czas więc na odbudowę elit, które nam się gdzieś po drodze zapodziały. Można skończyć gimnazjum, liceum i studia wyższe i nie przeczytać porządnie ani jednej książki. To dopiero wstyd. Ale ponieważ w międzyczasie przestaliśmy umieć się wstydzić, stąd wykształceni-nieczytaci nieźle sobie radzą w nowej kapitalistycznej rzeczywistości. Czas to zmienić. Oby nowej władzy starczyło determinacji do przeprowadzenia tych zmian. Oczywiście likwidacja gimnazjów to tylko punkt wyjścia. Przebudować trzeba radyklanie cały system kształcenia – treści, metody, egzaminy, podręczniki. A więc do roboty!
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze