Piękna wystawa mądrych podręczników
Prawdziwą ucztą dla ducha było otwarcie wystawy w Towarzystwie Naukowym Płockim poświęconej dawnym polskim podręcznikom szkolnym. Taką ucztą był też wykład Tomasza Zbrzeznego na temat przedwojennego systemu szkolnego i nieprzecenionej roli podręcznika w tym systemie. Tą wystawą i tym wykładem TNP spłaca dług wobec tych płockich nauczycieli, którzy od dekady, albo dłużej, wyczekiwali na głos członków tego szacownego gremium w obronie polskiej oświaty. Wystawa i wykład to zaledwie kropla w morzu potrzeb, jakie pedagodzy niepogodzeni z destrukcją systemu edukacji, metod nauczania, wymagań, a podręczników najbardziej, kierują pod adresem środowiska akademickiego. Wystawa uświadamia na złość współczesnym reformatorom, że istnieje polska tradycja podręcznika szkolnego, sięgająca XVIII wieku, szczególnie bogata w osiągnięcia w okresie międzywojnia, do której reformatorzy polskiej szkoły po roku 1989 z jakiejkolwiek partii by się nie wywodzili nie sięgnęli nigdy, a jest to tradycja piękna i mądra. Z przykrością trzeba stwierdzić, że nie sięgnęli do niej także metodycy i eksperci, których głosy usankcjonowały niejedno błędne i destrukcyjne rozwiązanie.
Zachwycający wykład, który, jak to pięknie ujęła pani Marzena Kapuścińska z Funduszu Grantowego dla Płocka, „sam w sobie był osobliwym doświadczeniem”, wykład prawdziwego znawcy i miłośnika, który, jak to sam wymownie podkreślił, nie tylko zbiera, kolekcjonuje, ale „sczytuje” dawne podręczniki, by na podstawie tej mrówczej pracy odtworzyć przedwojenny system szkolny, rozpoznać czynniki, które ukształtowały tamto myślenie o szkole, a do którego tak daleko jest myśleniu, albo bez-myśleniu współczesnemu. Co musiałoby się stać, żeby kandydaci na posłów lub senatorów z Ziemi Płockiej po wyborze na swoje funkcje obejrzeli wystawę, a potem zaprosili prelegenta z takim wykładem do gmachu Sejmu lub Senatu, lub do gmachu Ministerstwa Edukacji Narodowej albo do Kancelarii Prezydenta? Co musiałoby się stać, by dla polskiego prezydenta, parlamentarzysty, premiera lub ministra szkoła stała się ważna, najważniejsza, jak była ważna dla Marszałka Piłsudskiego i dla całego przedwojennego państwa polskiego, na pewno ważniejsza niż budowanie dróg. A dziś? Drogi już zbudowaliśmy, szkoły nie.
Wielokrotnie prelegent zadawał pytanie, „co takiego było w tamtej szkole” odziedziczonej po zaborach, że znalazła sposoby, by zintegrować uczniów tak różnorodnych narodowo, wyznaniowo i majątkowo, że osiągnęła niebywały sukces, wydała „dobry gatunek człowieka” i „dobry gatunek Polaka”. Siła tamtej szkoły brała się z ogromnej samoświadomości celów edukacyjnych i nade wszystko wychowawczych (moralnych – te stawiano na pierwszym miejscu) oraz z poważnego traktowania ucznia (dano mu najlepsze podręczniki, uczono go najlepiej, skutecznie motywowano do samorozwoju). Dalej, siła tamtej szkoły brała się z wychowywania dla Polski, a nie dla emigracji, z mocnej pozycji nauczyciela, z mądrych podręczników pisanych pięknym językiem i odznaczających się wielką kulturą ikonograficzną. Pytam zatem jeszcze raz przedstawicieli wszystkich partii politycznych, pytam niszczycieli z ministerstwa, kuratoriów i ośrodków metodycznych, co stoi na przeszkodzie, by zbudować taką szkołę dziś? Nie wiemy jak? Co zatem szkodzi, by zapytać prawdziwego znawcę, by skorzystać z takiego spotkania, które potrafi „stać się tak osobliwym doświadczeniem”.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze