Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

13/10/2015 12:55

Księży naszego Kościoła szanujemy w szczególny sposób także dlatego, że podziwiamy ich determinację w trwaniu w złożonych przyrzeczeniach celibatu. Wybierają życie trudne, czegoś się wyrzekają dobrowolnie, ale tym właśnie zasługują na podziw i uznanie. Gdy bohatersko trwają w powołaniu, stają się busolą postępowania. Gdy nie potrafią wytrwać i odchodzą godnie, pokornie, zasługują na współczucie, ale i na szacunek za szczerość oraz wolę naprawienia w nowym życiu błędów i słabości. Nie cenimy natomiast hipokrytów, którzy żyją podwójnie, którzy narzucają wiernym ciężary trudne do udźwignięcia, a sami ich unikają albo przerzucają na innych. Albo, jeszcze gorzej, obwiniają nie siebie za słabość, tylko instytucję za opresyjność. Nikt nie nakazuje nikomu bycia księdzem, ale kiedy ktoś już nim jest, oczekuje się od niego szczególnej przejrzystości, uczciwości, po prostu bycia wzorem. Cóż to za pasterz, który podobny byłby do swoich owiec w ich najgorszych cechach i nawykach. Dlatego gorszy nas ksiądz nałogowy palacz czy alkoholik, który nie podejmuje walki z nałogiem. Gorszy nas duchowny prowadzący podwójne życie łamiące zasady celibatu. Gorszy wyjątkowo osoba duchowna, która krzywdzi, zadając cierpienie małoletnim w sferze seksualnej.
Z pewnością takim źródłem zgorszenia stał się w ostatnich dniach ksiądz Krzysztof Charamsa, który z dużą dozą pyszałkowatości ogłosił, że nie tylko jest homoseksualistą, ale od wielu lat żyje w związku homoseksualnym. Bycie homoseksualistą nie jest jeszcze niczym złym, to znaczy jest czymś, co zasługuje na współczucie w takim samym stopniu jak każda inna trudna do uleczenia choroba. Natomiast praktykowanie aktywności w tej dziedzinie, trwanie uporczywe w stanie chorobowym, a przy tym obnoszenie się z nim publicznie, jest czymś gorszącym i zasługującym na wyjątkowe ubolewanie. Szczególnie gdy widzi się w tej roli wykształconego księdza, teologa, uczonego, także w sytuacji okazywania czułości intymnych z partnerem w miejscach publicznych. Jest to wielce nieestetyczne, niesmaczne i zasługujące na wyjątkowe napiętnowanie. Trzeba ubolewać, w jak dużym stopniu także osoby duchowne w tych trudnych czasach potrafią zatracić poczucie wstydu.
Ksiądz ten zresztą szokuje nadal. Nie tylko cieszy się z posiadania „naturalnej orientacji osoby homoseksualnej” i nie zamierza nikogo przepraszać za zgorszenie, do jakiego się przyczynił swoim grzesznym życiem z partnerem seksualnym, ale przystępuje do ataku. W przeddzień synodu poświęconego rodzinie i małżeństwu wystąpił w imieniu jakiegoś homoseksualnego lobby, świeckiego albo duchownego (wypowiada się cały czas w liczbie mnogiej), z apelem-manifestem do biskupów o rewizję nauczania moralnego „nieludzkiego, opresyjnego” Kościoła na rzecz uznania „naturalnej orientacji homoseksualnej”. Księżulo w poruszanej kwestii nie jest oryginalny, reprezentuje stanowisko charakterystyczne dla współczesnych zachodnich państw demokratycznych, dla których homoseksualizm nie jest dysfunkcją, a naturalną orientacją, chronioną prawem. To samo stanowisko zaprezentował przed synodem niemiecki kardynał Walter Kasper. A więc walka o duszę tego świata wchodzi w nowy etap, wyjątkowo agresywny. Toczy się już nie tylko na linii Kościół – świat, ale i wewnątrz Kościoła. Czekamy zatem z niecierpliwością na owoce synodu. Czy ugnie się pod naciskiem agresywnego homolobby?

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości