Brońmy Europy!
Europa już nieco otrzeźwiała na punkcie imigrantów i uszczelnia granice. U nas jeszcze trwają słowne utarczki. Kto nie chce imigrantów, jest paskudnym i bezdusznym katolem. Tymczasem na sprawę trzeba spojrzeć w sposób poważny. Ma oczywiście dwa oblicza – moralne i polityczne. Pierwsze pozostaje poza dyskusją. Każdemu prawdziwie potrzebującemu pomocy człowiekowi, choćby był nie wiadomo z jakiej religii, czy rasy, trzeba pomóc. Wymaga tego przyzwoitość, a w jeszcze większym stopniu nasza chrześcijańska tożsamość, w której bezwarunkowa miłość bliźniego jest wartością postawioną na zaszczytnym miejscu zaraz po miłości Boga. Do dyskusji pozostaje sposób udzielenia pomocy. Chyba niekoniecznie trzeba to zrobić tak, jak radził papież Franciszek. Na razie nietrudno zgadnąć, ile parafii w Polsce odpowiedziało na apel papieża, ile rodzin przyjmie rodziny muzułmańskie. Nie mamy ani warunków lokalowych, ani nie wydaje nam się taki sposób pomocy najwłaściwszym. Co innego wpuścić do domu znajomego sąsiada, któremu spalił się dom, a co innego obcego człowieka, może terrorystę.
Aspekt polityczny sprawy także nie jest bez znaczenia. Od czasu wojny w Zatoce, zamachów na World Trade Center i amerykańskiego odwetu w Iraku i Afganistanie ze wsparciem europejskim jesteśmy w stanie wojny ze światem islamu. Ta wojna jeszcze się nie skończyła. A kiedy trwa wojna, nikt rozsądny nie sprowadza na swoje terytorium ludności wroga. Dotkniętym cierpieniem ludziom pomocy powinni w pierwszej kolejności udzielić koalicjanci lub ludzie kulturowo najbliżsi. Tymczasem bogate kraje, jak Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty, Kuwejt, Bahrajn i inne, ani myślą tego robić. Nie czują się jakoś zobligowane nawet przesłaniem ich pięknej religii. Zrobią nawet wszystko, żeby wypchnąć setki tysięcy, a może w zamiarze miliony uchodźców do Europy, czyli na terytorium, które od powstania pokojowej religii zawsze było celem podboju jej wyznawców.
Nigdy dotąd nie udało im się zdobyć naszego kontynentu. O zmianie strategii walki z nami, słyszeliśmy od dawna. Najwymowniej ujął ją dyktator Libii Mu’ammar Kadafi: „Zdobędziemy Europę brzuchami naszych kobiet”. Na Zachodzie ten scenariusz zdaje się być realizowany od dawna. Poprawna politycznie do bólu europejska lewica ze wszystkich sił go wspiera. Musi to robić, bo w ten sposób może zrealizować masoński plan likwidacji państw narodowych na rzecz stworzenia społeczeństwa otwartego, z którego ma przede wszystkim zniknąć religia chrześcijańska. Już znika pod presją szerzenia obojętności religijnej, lenistwa intelektualnego, chęci używania. Zobojętnienie na sprawy religii przy jednoczesnym praktykowaniu wszechobecnej zasady tolerancji sprawia, że zagrożona jest cała cywilizacja, zbudowana na fundamencie racjonalności. Dlatego warto w tym miejscu przypomnieć, że naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest nie tylko niesienie pomocy bliźniemu, ale także obrona wiary, która w koegzystencji z myślą naukową zbudowała cywilizację Europy. Dziś architekci „nowego porządku świata” chcą zniszczyć ostatnią przeszkodę do jego ugruntowania na ziemi – państwa narodowe – poprzez stworzenie kulturowego tygla, w którym równoważne będą wszystkie religie, ideologie, wartości, prawdziwe i fałszywe. Równoważne, czyli w rzeczywistości nic nie warte. Nie wolno się na to zgodzić. Brońmy wiary, brońmy Europy i pomagajmy w mądry sposób.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze