Wędrówka ludów
Coś wielce niepokojącego dzieje się w Europie. Z każdym dniem nasila się ilość informacji o rzeszach imigrantów z krajów islamskich napływających różnymi kanałami na Stary Kontynent. Jedna droga prowadzi przez Morze Śródziemne bezpośrednio do Włoch, Hiszpanii i Francji, a druga przez Grecję, Bałkany, Węgry – i dalej na Zachód. Nie wygląda to wszystko dobrze. Kiedyś czytaliśmy w podręcznikach o wędrówkach ludów, teraz na dużo mniejszą skalę, ale jednak doświadczamy czegoś na kształt tamtego zjawiska. Można nawet odnieść wrażenie, że stoimy u początku jakiegoś procesu, który nie wiadomo jeszcze w co może się rozwinąć. Ostatnie dni pełne były niepokojących wiadomości na ten temat. Zamieszanie na wyspach greckich, chaos w Belgradzie, zamieszki na Węgrzech. Fala narasta w lawinowym tempie. Słuszne jest chyba w tym momencie pytanie, czy mamy do czynienia z rzeczywistą, spontaniczną migracją, której celem jest ucieczka przed skutkami lokalnych wojen, w których szczególnie daje się we znaki ludności organizacja terrorystyczna o nazwie Państwo Islamskie, czy mamy do czynienia z czymś o wiele groźniejszym, czyli sterowanym procesem, którego celem jest zalanie Europy żywiołem obcym kulturowo?
Z całą pewnością jakaś część migrantów, szczególnie chrześcijan z Syrii, czy Iraku to ofiary straszliwych prześladowań, jakim muzułmanie poddają wyznawców znienawidzonej przez siebie religii i tym trzeba z całą pewnością pomóc. Powinien w tę pomoc na większą skalę włączyć się instytucjonalny Kościół. Ale wśród migrantów przeważają muzułmanie, a to już musi budzić niepokój. Płyną z objętych wojnami krajów Afryki, płyną z Bliskiego Wschodu. Uciekają do Europy. Czy dlatego, że tu jest najbezpieczniej i najdalej od wzbudzających grozę konfliktów, w których ofiarami padają nie tylko chrześcijanie? Czy też dlatego, że cały exodus jest procesem sterowanym i służy zdestabilizowaniu naszego Kontynentu przez napływ wrogiego cywilizacyjnie żywiołu, który zostanie przyjęty, bo przyzwoli na to praktykowana w tej części świata od lat bezrozumna polityczna poprawność, bezrefleksyjna tolerancja, czyniąca bezsilnymi państwa, w których obowiązującą ideologią jest liberalna demokracja.
Słyszymy, że musimy przyjąć w tej chwili 10 tysięcy imigrantów. To duża liczba, jedna z większych wyznaczonych małym państwom przez Brukselę. Sugeruje się nam, że mamy moralny obowiązek odwdzięczyć się w ten sposób za przejawy solidarności okazywane nam w ostatnich latach PRL-u. Ale to nie jest to samo. My jechaliśmy do innych krajów bez jakichkolwiek złych zamiarów, gwarantując im absolutną pewność, że nie zniszczymy ich kultury, że uszanujemy ich prawa. Migrowaliśmy do obszarów przynależących do tego samego kręgu cywilizacyjnego, nikomu nie okazywaliśmy pogardy. Inaczej jest tutaj. Przybywają do nas ludzie z innej kultury i religii, wrogo nastawieni do nas, przynoszą groźbę niechęci, wrogości, a nawet zamachów terrorystycznych, których celem jest zniszczenie naszego świata. Z tej jakże realnej perspektywy sprawy naprawdę nie wyglądają dobrze. Próba wymuszenia na nas przyjęcia takiej kategorii ludzi budzi największy niepokój i rodzi pytania o rzeczywiste intencje włodarzy współczesnego świata.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze