Sumienie przed prawem
Odchodzący prezydent Komorowski podpisał w końcu kontrowersyjną ustawę o in vitro. Nie usłuchał ani opozycyjnych polityków, ani proszących go o niepodpisywanie ustawy biskupów. Swoją decyzję opatrzył demagogicznym komentarzem, z którego wynika, że „nie chce być prezydentem ludzkich sumień”, dlatego dokument podpisuje. Głupie to tłumaczenie, bo prezydent mimo że jest prezydentem, czyli przywódcą państwa, posiada także sumienie, a przynajmniej powinien je posiadać i robić z niego użytek, dając przykład innym i pamiętając o tym, że nawet stanowienie prawa w państwie podlega osądowi ludzkiego sumienia, ponieważ moralność jest przed prawem, a nie odwrotnie. Gdyby prezydent Komorowski przeczytał „Antygonę”, to być może dwa razy by się zastanowił, zanim postąpiłby głupio. Ale ponieważ w szkole stworzonej przez środowisko prezydenta nieczytanie lektur jest usprawiedliwione, zatem i prezydent nie odnosi się do odwiecznych zasad i norm, tylko służy koniunkturalnym interesom, jakie dochodzą do głosu w krótkim czasie jego panowania, zyskując tym chwilowy poklask.
To, co napisałem wyżej odnosi się nie tylko do prezydenta, ale także do posłów i senatorów, w większości zapewne katolickich, którzy w tygodniu stanowią niekoniecznie pobożne prawo. Jaki to paradoks, katolicki prezydent podpisał uchwaloną przez katolickich posłów i popartą przez katolickich senatorów sprzeczną z nauczaniem moralnym Kościoła, wątpliwą moralnie ustawę o in vitro. Cokolwiek by o tym myśleć, jedno rzuca się w oczy szczególnie – niespójność wewnętrzna osób sprawujących czołowe funkcje w państwie. To dwoiste postępowanie nie jest dobrym wzorem dla młodego pokolenia, zdezorientowanego za sprawą postaw dorosłych, jakich norm należy się trzymać w życiu. W niezauważalny sposób dokonuje się powolne rozmiękczanie charakterów, narasta niepewność, co w tym świecie jest prawdą, a co jest kłamstwem, co jest dobrem, a co jest złem. Sumienie, jak nas nauczono w starej polskiej szkole, jest władzą intelektu, zdolną odróżnić te kwestie, także w ustawie uchwalonej przez posłów, senatorów i podpisanej przez prezydenta.
Ustawy nie są wolne od oceny sumienia, bo są ustanowione przez ludzi, a pewna kategoria czynów ludzkich podlega zawsze ocenie moralnej. I nic tu do rzeczy nie ma, że w państwie mieszkają obywatele „o zróżnicowanych poglądach i odmiennych zaangażowaniach religijnych”. Przed zaangażowaniem religijnym także musi iść rozum i sumienie, dla którego fundamentem osądu czynów musi być zawsze troska o godność samego człowieka. Nie rozumieją tego wyznawcy Islamu, dlatego mordowanie niewiernych wydaje im się wynikającym z religii prawem moralnym, ważniejszym od rozumowej i moralnej oceny tego postępowania. Podobnie jest z in vitro. Dopóki życie jednego narodzonego dziecka okupione będzie śmiercią kilkunastu, albo nawet kilkudziesięciu innych zarodków, należy wstrzymać się z jego stosowaniem. Chcemy budować cywilizację opartą na fundamentach humanitaryzmu, a nie barbarzyństwa. I czasami jeden mądry człowiek w państwie może powstrzymać zaślepioną i pragmatyczną większość. Prezydent Komorowski z tej szansy nie skorzystał.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze