Festiwal głupkowatych min
Bieżący rok szkolny jest szczególny. Ukończył edukację rocznik, który przeszedł pełny cykl kształcenia według nowej podstawy programowej i zdawał „nową maturę”. Ponieważ największe zmiany i tym razem dotyczyły języka polskiego, skupię na nim uwagę. Faktem jest, że kształcenie w ramach tego przedmiotu ma szczególne znaczenie z uwagi na jego formacyjny charakter. W zależności od tego, jakie książki się czyta przez 12 lat, jakie problemy się dyskutuje, w jaki sposób się je syntetyzuje, można zintegrować człowieka z pewnym systemem wartości, z pewną kulturą, uwrażliwić na wagę zagadnień etycznych, filozoficznych, religijnych, społecznych, albo tę wagę do granic absurdu umniejszyć. Niewątpliwie w obecnej strategii nauczania „literatury” dominuje podejście drugie – mówiąc Gombrowiczem, „analiza” nad „syntezą”, rozbiór nad scalaniem, forma nad treścią.
Wyrazem tego jest zarówno „test czytania ze zrozumieniem”, jak i formy „wypracowań maturalnych”. Niezależnie, czy ktoś kończy rozszerzenie ścisłe, czy humanistyczne, czy będzie w przyszłości prawnikiem, lekarzem, policjantem, musi być ćwiczony w umiejętności pisania analizy wiersza. W efekcie nie ma miejsca na przeżywanie poezji, szukanie w niej wartości i uczuć, bo nade wszystko trzeba szukać „środków artystycznego wyrazu” i zastanawiać się nad „ich funkcją”. Wcale nie dziwi, że tej formy wypracowania nie wybiera na maturze prawie nikt. Zostaje forma druga – rozprawka – zdecydowanie „normalniejsza”, choć i ta żywi się szaleństwem analizy, głównie za sprawą konieczności rozbioru „dołączonego do tematu fragmentu”, który stanowi rodzaj podpowiedzi ofiarowanej uczniowi przez niewierzącą w niego władzę. W efekcie rozprawka maturalna obnaża mielizny kształcenia humanistycznego na bazie fatalnych podręczników i okrojonego materiału literackiego. Uczniowie realizują ją w sposób schematyczny, prosty, powierzchowny, w granicach 250-350 słów, podejmując jakiś banalny „temacik”. Niestety, obecne formy zadań maturalnych, do których musi przygotować ucznia szkoła, nie wspierają prawidłowo jego rozwoju.
Najgorzej jest wciąż na maturze ustnej. Nie sprawdziła się „prezentacja maturalna”, gdyż stwarzała „recytatorów”, którzy mówili nie własnym głosem, z pamięci, często teksty nieprzygotowane samodzielnie, na co władza przymykała oko aż przez 10 lat (systemowa demoralizacja!). Nowa formuła egzaminu zakłada losowanie zadania spośród 18 wyznaczonych na dany dzień z „utajnionego” banku tematów. Już pierwsza sesja pokazała, że w tej postaci egzamin przynosi sporo szkód. Po pierwsze, poruszane tam zagadnienia są czwartorzędne i wpisują się w strategię omijania treści społecznych, etycznych, filozoficznych (sporadycznie są, ale rzadko) na rzecz dominacji treści estetycznych, formalnych („jak artyści przedstawiają?”) i językowych. To prowadzi edukację humanistyczną na manowce, pacyfikuje myślenie młodzieży, spycha je na poziom banalności. Można przez 12 lat czytać książki, a na maturze mówić o reklamie czy graffiti. Fikcją okazała się „tajność” zadań. Po godzinie egzaminu znała je cała Polska. Tylko uczniom zdającym rano było najtrudniej. I znowu mamy problem: jak wytłumaczyć młodzieży, dlaczego władza na to pozwala, dlaczego urządza ten samoośmieszający się „festiwal głupkowatych min”? Nie przewidzieli tego twórcy „nowej matury”, czy też ustanowili takie reguły, ponieważ dokładnie wszystko przewidzieli? Bo taka jest potrzeba chwili, potrzeba rynku, dla którego produkujemy „kapitał ludzki”.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze