O pracy i konstytucji
W niezbyt długi w tym roku majowy weekend zbiegły się oprócz świąt religijnych dwa święta świeckie celebrowane od lat z wielką pompą, choć znowu nie tak bardzo. Najpierw święto pracy, które jakoś tak obchodzone jest ostatnio niespecjalnie, bez przytupu. Zaraz po nim święto Konstytucji 3 Maja, i konstytucji w ogóle, czyli tego bożka prawnego, który prześwietla wszystkie inne akty prawne, dlatego kiedy sam nie jest dosyć światły, to owo prześwietlanie także nie jest wystarczająco świetliste. Najpierw zatem o pracy. Pamiętam za komuny, kiedy toczyła się walka o wyzwolenie Polski, mówiono nam, że chodzi w tej walce przede wszystkim o wyzwolenie pracy, a w szczególności człowieka pracy. Od wszystkiego, co pracę i jej wykonawcę ogranicza, upokarza i z człowieka czyni instrument, narzędzie. Do tych niekorzystnych czynników zaliczano a to uciążliwe warunki pracy, a to niskie zarobki, za które nie sposób utrzymać było nie tylko siebie, ale i całej rodziny, a to nieefektywność pracy, której rezultatem była niska jakość jej wytworów. Walka o wyzwolenie pracy tak się rozogniła, że doprowadziła w końcu do upadku komuny, ale czy praca dostąpiła należytego wyzwolenia?
Niby jest lepiej. Warunki pracy znacznie się polepszyły, jej efekty są zdecydowanie wyższej jakości, ale samej pracy jakby ubyło. Zarobki podniosły się, ale nie dla wszystkich, w pierwszym rzędzie dla rządzących, menagerów, dyrektorów, itp. Reszta trzymana jest nadal na diecie według zasady, której broni syn dyrektora Kalinowicza w „Ludziach bezdomnych” Stefana Żeromskiego i dyrektor Piórkowski w „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Dieta, jak wiadomo, zaostrza apetyt, a towarzyszący jej deficyt pracy (nęcących produktów natomiast nie brakuje), sprawiają, że walka o pracę zaostrza się i czyni ją jeszcze bardziej efektywną. Pracownicy wywalczyli sobie szereg praw, z których są niezmiernie dumni. Niestety, prawa te okupione są ryzykiem bezrobocia. Na tym zresztą, jak twierdzą wszyscy, polega wyższość ustroju kapitalistycznego nad socjalistycznym. Niby człowiek jest wolny w tym systemie, ale ta wolność przypomina wolność „wolnego najmity” ze znanego wiersza Marii Konopnickiej.
Co do konstytucji zaś to legenda tamtej „majowej” ustawy zasadniczej, która nigdy nie weszła w życie, dlatego mogła pozostać „święta i czysta”, przysłania nam praktyczność myślenia o zasadach stanowienia prawa. Ludzie na przykład nie rozumieją, dlaczego w kraju wciąż biednym i na dorobku stanowienie prawa ma się dokonywać na fundamencie aż 460 mężów i dam często wątpliwej wartości z całymi sztabami towarzyszących im urzędników. Ta rozrzutność uświęcona ustawą zasadniczą, czyli konstytucją, niestety obniża jej prestiż. Ludzie nie rozumieją dalej, dlaczego dostępu do tej „niby-świątyni” stanowienia prawa bronią pięcioprocentowe progi zaporowe, które pozbawiają reprezentacji szerokie rzesze społeczne. Stąd niska frekwencja wyborcza a z nią tak wątpliwe uprawomocnienie naszych prześwietnych reprezentantów. Wyczerpuje się model rządzenia tym państwem. Ludzie chcą zmian i od mądrości przywódców już tylko zależy, czy będą zdolni je zaprowadzić, czy poczekają aż najpierw ich samych zmiecie rewolucja. A rewolucje nigdy nie są miłe, szczególnie dla aktualnie rządzących. Powinni o tym pamiętać wszyscy kandydaci do rządzenia w tych niełatwych czasach.
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze