Reklama

Felieton - Wiesław Kopeć

31/03/2015 09:30

Niespotykanie miły człowiek

Agencje ogłosiły, że 28-letni „miły człowiek, spokojny, czasem nawet za spokojny” rozbił niemiecki samolot nad Alpami ze 150 osobami na pokładzie. Któż mógł przewidzieć 24 marca przed południem, że „miły człowiek” tak właśnie postąpi? Nie mogli o tym wiedzieć ani dorośli pasażerowie, ani uczniowie oraz nauczycielki z Gimnazjum im. Josepha Koeniga z Haltern, którzy wracali z międzynarodowej wymiany szkolnej. Spieszyli się i zdążyli na samolot, mimo że los chciał się do nich uśmiechnąć. Jedna z uczennic zapomniała paszportu, zawróciła z drogi, a reszta czekała. Doczekała się, wszyscy przechytrzyli los i wsiedli do samolotu. Ich szczęście, ich młodość przecięło, jak się w tej chwili spekuluje, właśnie działanie jednego „miłego i bardzo spokojnego” człowieka, który świadomie rozbił samolot. Pewnie w najbliższych dniach poznamy dogłębnie jego portret psychologiczny i wszystko się wyjaśni, dlaczego mili ludzie zabijają. Mimo że nie przywróci to życia ofiarom, to jednak może się czegoś nauczymy na przyszłość, może nawet przyłożymy się do staranniejszego wychowania podobnie miłych ludzi.
Bo, jak wiemy, miłych ludzi na świecie jest dużo, kto wie, czy ich nawet nie przybywa. Tego samego dnia w dalekiej Nigerii równie „mili i oddani na służbę Bogu” ludzie, wyznawcy najbardziej pokojowej religii świata, wymordowali w mieście Damasak 50 osób i porwali ponad 500 kobiet, dziewcząt i dzieci. Dziwnym zrządzeniem agencje zapomniały dodać, że uprowadzone kobiety były chrześcijankami. Oczywiście to tylko przypadek, tak jak przypadkiem tylko należy wytłumaczyć przemilczenie wydarzeń sprzed dwóch miesięcy, kiedy to ci sami „pokojowo nastrojeni ludzie i oddani na służbę prawdziwemu Bogu” wymordowali ponad dwa tysiące chrześcijan w nigeryjskim mieście Baga. Tak się jakoś złożyło, że w tym czasie dwóch reprezentantów „pokojowej religii” zastrzeliło we Francji paręnaście osób w redakcji satyrycznego pisma. To w zupełności wystarczyło, by agencje skupiły uwagę na tej drugiej sprawie, a zapomniały o pierwszej. Czy takie „przypadki” nie rozzuchwalają miłych ludzi?
Dzięki takim przypadkom pokojowa religia, która produkuje dziś na masową skalę miłych ludzi, może się swobodnie rozszerzać w Afryce i na Bliskim Wschodzie, a nasza chrześcijańska, która nie ma już wpływu na wychowanie, może się swobodnie zwijać w Europie. Poza Europą pomogą jej się zwinąć przedstawiciele innych religii, którzy czynią to z takim oddaniem, że aż wielki mufti Libanu musiał wezwać ich do opamiętania. Kto wezwie do opamiętania mieszkańców Starego Kontynentu, którym dobrobyt przyćmił umysły na tyle, że burzą kościoły, a na ich miejsce wznoszą meczety? Nasza młodzież, wzorem swoich zachodnich kolegów i koleżanek, traci wiarę, a dorośli, którzy powoli tracą wpływ na wychowanie swoich dzieci, muszą się na to zgodzić, bo często sami już nie przywiązują wagi do religii. A dzieci patrzą i widzą. Te zmiany muszą budzić niepokój. Umieranie religii to także umieranie kultury i obyczaju, to także tracenie sensu, że życie, słabe i kruche, zawieszone na cieniutkiej niteczce nie spada w bezdenną nicość. Najgłębiej pokazał nam to nasz Pan swoją męką, śmiercią i zmartwychwstaniem, które w tych dniach, mam nadzieję, z nabożnym szacunkiem jeszcze pozwolą nam celebrować.

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości